zobaczslask.pl   
ŚLĄSKI SERWIS INTERNETOWY   
Bieżący miesiąc przegląd prasy z regionu
od najnowszych wpisów


Muzeum Śląskie uczy śląskiego
Muzeum Śląskie
Muzeum Śląskie w Katowicach zaprasza na spotkania O Śląsku po ślónsku. Lekcyje ślónskij godki dla wszystkich tych, którzy chcą poznać język śląski lub pragną pochwalić się jego znajomością.
Lekcje skupią się na przekładach wierszy znanych poetów na język śląski. Cykl spotkań ma pokazać, że możliwe są przekłady literatury światowej, co oznacza, iż mowa śląska nie jest pod żadnym względem ułomna. Zajęcia rozpoczynaja się zawsze oo godzinie 12.30. Wstęp jest wolny. W ramach lekcji będą poprowadzone spotkania tematyczne:
30 stycznia - Ukiołzdnóńć idzie roz dwa
- na lekcji pierwszej omówione zostaną cechy charakterystyczne śląskiej mowy, czym różni się ona od podobnych systemów językowych oraz zaprezentowane zostaną przypadki słów, które w językach pokrewnych mają podobną postać, ale zupełnie inne znaczenie
27 lutego - Ślónzoki niy pingwiny
- w trakcje drugiego spotkania omówimy język śląski od strony wymowy dźwięków, budowy i odmiany wyrazów i słownictwa
27 marca - Jak to wszyjsko naszkryflać?
- na lekcji trzeciej będzie mowa o historii śląskiego piśmiennictwa, o problemach ujednolicenia języka, o zasadach zapisu mowy śląskiej
24 kwietnia - Niy jyno szachty i kóminy
- górnoślónske landszafty - tematyka kolejnego spotkania ze śląską mową inspirowana jest nastrojowymi obrazami Edeltraudy Jerominek. Bogactwo, jakie kryje w sobie górnośląski pejzaż, zadaje kłam popularnym stereotypom o szarzyźnie tego miejsca. Przeniesiemy się na Śląsk zielony, pachnący drewnem starych chat i na Śląsk mieniący się czerwienią cegieł kościołów i familoków. Poznamy urokliwe zaułki i tajemnicze miejsca, które mijamy podczas swoich codziennych wędrówek.
29 maja
Punktem wyjścia kolejnego spotkania będą śląskie obrzędy i zwyczaje związane ze świętowaniem uroczystości rodzinnych. Wykład prowadzony będzie w oparciu o ekspozycję na wystawie etnograficznej Ach, co to był za ślub!
26 czerwca
Ostatnie spotkanie z cyklu stanowić będzie swoiste podsumowanie rozważań o śląskiej mowie i jej miejscu w życiu Górnoślązaków. Efektem wspólnej debaty nad kodyfikacją będzie ślabikorz (elementarz) nawiązujący do wystawy Śląskie ABC według Pawła Wróbla w Galerii Sztuki Pogranicza.



Bez makówek nie ma Wigilii
NTO 2009.12.24, Maria Żmija-Glombik Bez makówek nie ma prawdziwej Wigilii
W naszym domu, na świątecznym stole szczególne miejsce zajmowały makówki. Bo też ten deser jest prawdziwym przysmakiem.
Sposób przyrządzenia:
Bułkę pokroić w kostkę. Zmielony mak zalać gorącym mlekiem i gotować na wolnym ogniu 10 minut. W czasie gotowania dodać pokrojone orzechy i migdały oraz rodzynki i masło. Mieszać, aby masa się nie przypaliła. Pod koniec gotowania dodać cukier.
Proponuję makówki słodzić miodem (najlepszy jest gryczany) i dodawać go do masy po zdjęciu z ognia i lekkim przestudzeniu. Zalać pokrojone bułki i delikatnie wymieszać. Przełożyć do salaterki, a jak makówki całkowicie wystygną, posypać je tartą czekoladą. (...)



Śląski węzeł już otwarty!
Dziennik Zachodni 2009.12.23, Joanna Heler, Dorota Niećko Węzeł Sośnica już otwarty!
Największe skrzyżowanie autostradowe w Polsce, czyli węzeł Sośnica w Gliwicach, ma być dziś wreszcie otwarte! Tę długo wyczekiwaną informację podała wczoraj Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad.
Jeszcze wczoraj po węźle łączącym autostradę A1, A4 i DK44 (czyli ul. Pszczyńską) krążyli inspektorzy Wojewódzkiego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego i GDDKiA. Sprawdzali, czy na swoim miejscu jest m.in. ponad 250 znaków drogowych, bariery na łukach i oddzielające jezdnie. Jan Spychała, wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego, powiedział PDZ, że środa jest formalnie ostatnim dniem na odbiory techniczne.
- Moi inspektorzy nie stwierdzili większych uchybień. Wcześniej nie zgłosiła ich policja i straż pożarna. Odbiory zostałyby zakończone wcześniej, gdyby bardziej sprzyjała nam pogoda. To była żmudna robota, bo przecież sam węzeł liczy 33 km - mówi Jan Spychała.
Pozwolenie na użytkowanie będzie miało charakter tymczasowy. Na węźle wciąż bowiem trwają prace budowlano-bitumiczne i wykończeniowe. Szlaban stoi też w ciągu A1 na zabrzański węzeł Maciejów, którego budowa wciąż trwa.
- Trzeba się więc będzie jeszcze liczyć z niewielkimi utrudnieniami - dodaje Dorota Marzyńska, rzecznik katowickiego oddziału GDDKiA. (...)
Barierki utrudniające wjazd na budowany od lipca zeszłego roku węzeł mają być usunięte dziś o godz. 16. Ze względu na okres przedświąteczny i fakt, że termin uruchomienia inwestycji był tak niepewny, przedsięwzięcie warte 853 mln złotych zostanie otwarte bez fanfar, przecinania wstęgi i przemówień.



Ślązacy to twardziele
Gazeta Wyborcza 2009.12.22, Anna Malinowska Ślązak budował jachty w przydomowym ogródku
Ryszard Springer 20 lat temu popłynął z Gdyni do USA jachtem zbudowanym przez samouka w przydomowym ogródku. Teraz swoją morską przygodę opisał w książce.
Samouk, który założył sobie stocznię w przydomowym ogródku w Imielinie, to nieżyjący już Józef Komandera. Był nauczycielem zawodu w szkole górniczej przy katowickiej kopalni Wieczorek. Mało kto dziś pamięta, że był też genialnym szkutnikiem. W ogródku budował jachty, pierwszy już w 1936 roku. Zaraz po wojnie w Imielinie powstała Mewa, która pływała po Jeziorze Paprocańskim, po niej były Czajka, Pigmej i Czapla. Wszystkie także zbudowane w ogródku.
Pan Józef poprowadził mnie do niepozornej szopy. Jej wnętrze wprawiało w osłupienie - była to mała stocznia, olśniewająca szkieletami drewnianych żeber i wręg, czymś, co po kilku miesiącach ożyje. Wyobraziłem sobie gotową już łódź na wodzie - tak Springer wspomina pierwsze spotkanie z konstruktorem. (...)
- W Kotwicy chciałem pokazać, że na naszym Śląsku żyli i żyją ludzie z pasją i wizjonerzy. Żałuję tylko, że nie zdążyłem spisać wszystkiego przed śmiercią pana Józefa - mówi Springer.
Jerzy Lewicki we wstępie do Kotwicy zauważył, że Ślązacy w krótkim czasie stali się fenomenalnymi żeglarzami, himalaistami, nurkami. Wszystkie ich osiągnięcia to wysiłek niewielkich zespołów, których inteligencja pozwoliła wychodzić z niespotykanych w cywilizowanych krajach kłopotów. Książka Ryszarda Springera potwierdza tezę, że Ślązacy to twardziele.
Kotwicę można kupić w Księgarniach św. Jacka.



O górnośląskie kolory stadionu
www.raslaska.org 2009.12.17, Żółto-niebieski Stadion Śląski
5 tysięcy osób podpisało się pod petycją, którą działacze Ruchu Autonomii Śląska złożyli dziś marszałkowi województwa. Petycja dotyczy koloru krzesełek na Stadionie Śląskim. Obecny projekt zakłada barwy biało-czerwone, natomiast sygnatariusze zdecydowanie popierają wybór barw regionalnych: żółto-niebieskich.
Działacze RAŚ wywiesili baner z hasłem żółto-niebieski Stadion Śląski na galerii sali obrad sejmiku województwa (dawna sala plenarna Sejmu Śląskiego). W przerwie obrad wręczono marszałkowi petycję oraz grafikę, pokazującą stadion w barwach regionalnych.
Marszałek przyjął petycję i powiedział, że wybór koloru krzesełek będzie jeszcze przedyskutowany. Przy okazji pomylił się argumentując, że stadion ma być areną narodową reprezentacji, a nie klubową Ruchu Chorzów. Miał na myśli klub, którego barwy są niebiesko-białe, a nie żółto-niebieskie. To najlepszy dowód, że barwy regionu warto promować w każdym miejscu.



Świąteczna jazda Muzeum Śląskiego
www.muzeumslaskie.pl 2009.12.19
Stajenka w zabytkowym tramwaju? Tak, już po raz trzeci Muzeum Śląskie w Katowicach zaprasza na świąteczną przejażdżkę. Bożonarodzniowy tramwaj pojedzie w dniach od 18 grudnia 2009 do 6 stycznia 2010 roku do Katowic, Chorzowa, Bytomia, Rudy Śląskiej, Zabrza i Sosnowca. Przejazd - bezpłatny.
Pierwsza edycja Świątecznej jazdy z Muzeum Śląskim, czyli mobilnej wystawy zaaranżowanej w zabytkowym tramwaju poświęcona śląskiemu Bożemu Narodzeniu, odbyła się na przełomie 2008 i 2009 roku, druga podczas tegorocznych Świąt Wielkanocnych. Również i tym razem historyczny wagon tramwajowy będzie się przemieszczał przez miasta aglomeracji Górnego Śląska, zapraszając w ten sposób do odwiedzenia tego dodatkowego mobilnego oddziału Muzeum Śląskiego. Przygotowaną wewnątrz wystawę zwiedzimy na wybranych przystankach lub - dzięki przyłączeniu się do akcji KZK GOP - odbędziemy niecodzienną przejażdżkę w towarzystwie muzealnych eksponatów. Modułowy rozkład jazdy przygotowała firma Tramwaje Śląskie S.A.
A co tym razem zwiedzający-pasażerowie zobaczą w świątecznym tramwaju? Specjalnie na tę okazję wyrzeźbioną w drewnie oryginalną szopkę autorstwa Antoniego Toborowicza z Woli Libertowskiej koło Żarnowca. Postacie będą miały ponad metr wysokości, zaś drewniane zwierzęta będą na tyle duże aby dzieci mogły sobie zrobić na nich zdjęcie. Świąteczny nastrój stworzą także choinki przybrane tradycyjnymi ozdobami oraz reprodukcje archiwalnych fotografii i bożonarodzeniowych kartek pocztowych.
Dodatkowo każdy gość który odwiedzi tramwaj do Wigilii Bożego Narodzenia otrzyma mały upominek - torebkę z życzeniami i świątecznym siankiem.
Poprzednie edycje Świątecznej jazdy od pierwszej chwili spotkały się z bardzo ciepłym przyjęciem i sympatią mieszkańców naszego regionu, którzy chętnie w rodzinnym towarzystwie podróżowali muzealnym tramwajem. Podczas pierwszej akcji wystawę zwiedziło 1.600 osób, podczas drugiej już 2.500. Mamy nadzieję, że tym razem przewiezie jeszcze więcej pasażerów.
Śląskie Boże Narodzenie
Boże Narodzenie - jedno z największych świąt chrześcijańskich nazywano na Śląsku Godami lub Godnymi Świętami. To czas niezwykły, pojawia się uroczysty wystrój domu, charakterystyczne dla tego okresu potrawy, rozbrzmiewają kolędy, panuje uroczysty nastrój. Wyjątkowe jest nasze zachowanie i postępowanie.
Dbamy, by w ten niezwykły czas nie zabrakło w domu ustrojonej choinki, odwiecznego symbolu życia. Pamiętamy, by na stole w wigilijny wieczór były postne potrawy, a pod obrusem siano. Śląskie dzieci wciąż oczekują prezentów od Dzieciątka.
Siła tradycji sprzyja trwałości wielu zwyczajów i praktyk towarzyszących tym dniom. Splatają się w nich relikty obrzędowości starożytnej z treściami współczesnymi, a wierzenia pogańskie żyją w doskonałej symbiozie z treściami chrześcijańskimi.
Właśnie na czas Godów przypada w przyrodzie moment zimowego przesilenia słonecznego, czyli następuje wydłużenie dnia kosztem nocy. Pojawia się zatem nadzieja na odrodzenie życia w przyrodzie, konieczne staje się zapewnienie urodzaju, pomyślności i szczęścia domowi i jego mieszkańcom w nadchodzącym nowym roku. (...)
Rozkład jazdy Świątecznego Tramwaju Muzealnego



Wspólny śpiew Ślązaków
NTO 2009.12.17, Krzysztof Ogiolda W Kolonowskiem przy świątecznym stole zasiadło aż 80 osób
Miniona sobota była bardzo udanym dniem dla mniejszości niemieckiej w Kolonowskiem. Tamtejszy zarząd koła DFK zaprosił wszystkich członków na tradycyjne spotkanie adwentowe.
Inicjatywa spotkała się z żywym odzewem. Przy wspólnym stole usiadły trzy pokolenia miejscowych Niemców - razem blisko osiemdziesiąt osób.
Okazało się, że nic tak nie podtrzymuje dobrego przedświątecznego nastroju Ślązaków jak wspólny śpiew adwentowych pieśni i kolęd przy akompaniamencie instrumentów. (...)
- Liczny udział i serdeczna atmosfera są dowodem, że takie spotkania są bardzo potrzebne, bo służą integracji mieszkańców i kultywowaniu dawnej tradycji - mówi Krystyna Koziołek. - Razem z nami bawili się starosta strzelecki Józef Swaczyna oraz burmistrz miasta i gminy Kolonowskie Norbert Koston. To było to bardzo piękne popołudnie.



Stadion Śląski żółto-niebieski!
Dziennik Zachodni 2009.12.01, PS Stadion Śląski powinien być żółto-niebieski
Ruch Autonomii Śląska nawołuje do podpisywania petycji w sprawie górnośląskich barw dla Stadionu Śląskiego w Chorzowie, a internauci wymyślają chwytliwe grafiki reklamujące ten pomysł.
Stadion Śląski w niedługim czasie czeka zmiana barw. Wszystkie elementy, według projektantów, wraz z krzesełkami mają mieć barwy biało-czerwone i nawiązywać do narodowej flagi polskiej. Stadion Śląski jest bowiem nadal Stadionem Narodowym.
Zgoła inną koncepcję mają działacze śląscy, na czele z chorzowskim radnym Ryszardem Sadłoniem. Według niego stadion powinien mieć raczej barwy żółto-niebieskie, nawiązujące do kolorystyki górnośląskiej. Po pierwsze dlatego, że chorzowski gigant związany jest z tą ziemią, a po drugie dlatego, aby odróżnić się od budowanego w Warszawie nowego Stadionu Narodowego.
Drugi wniosek trafił na podatny grunt i został poparty przez Ruch Autonomii Śląska, który apeluje o podpisywanie specjalnej petycji ZNAJDZIESZ JĄ TUTAJ, która następnie przekazana zostanie marszałkowi województwa śląskiego Bogusławowi Śmigielskiemu.
- Chorzowski gigant powinien służyć promocji regionu i jego piłkarskich tradycji. Apelujemy o podpisanie petycji - głoszą przedstawiciele RAŚ.
Oto treść petycji:
Apelujemy do Zarządu Województwa Śląskiego, jako gospodarza Stadionu Śląskiego w Chorzowie, o nadanie modernizowanemu obiektowi kolorystyki nawiązującej do tradycji naszego regionu. Jesteśmy przekonani, że barwy żółto-niebieskie są najbardziej odpowiednie dla sportowej areny, która pozostaje symbolem potęgi górnośląskiego futbolu.
Wobec budowy nowych stadionów, chorzowski gigant służyć będzie w przyszłości przede wszystkim nie reprezentacji Polski, lecz klubom z Górnego Śląska i ich kibicom. Przemawia to za rezygnacją z planów nadania temu obiektowi barw biało-czerwonych, zwłaszcza, że, jak wynika z medialnych doniesień, taką kolorystykę otrzymają powstające areny Euro 2012. Stadion Śląski powinien zachować swój unikatowy charakter i stanowić instrument promocji naszego regionu oraz jego wspaniałych piłkarskich tradycji. Właściwą oprawą tej jego funkcji będzie kolorystyka żółto-niebieska.,/i>
Zaledwie kilkudniowa akcja już przyniosła wymierne efekty. Do wtorkowego wieczoru pod petycją podpisało się już około 1,5 tys. internautów mieszkających na Śląsku lub identyfikujących się z nim. Akcja nabiera rozpędu i nie ogranicza się do podpisów. Internauci tworzą już naklejki, koszulki i plakaty promujące żółto-niebieski pomysł. (...)



Apel Śląska do premiera
Dziennik Zachodni 2009.12.14, Agata Pustułka Apel śląskiej służby zdrowia do premiera
Śląskie środowiska medyczne wystąpiły z apelem skierowanym do rządu premiera Donalda Tuska. Apel dotyczy katastrofalnej sytuacji finansowej w jakiej znalazła się śląska służba zdrowia.
Zwracamy się o przyznanie środków na ochronę zdrowia w wysokości dającej gwarancję zabezpieczenia zdrowotnego mieszkańców województwa śląskiego - napisali uczestnicy debaty, która odbyła się w Mikołowie i zgromadziła grono przedstawicieli poszczególnych placówek zdrowotnych od klinik przez szpitale wojewódzkie, powiatowe, przychodnie specjalistyczne i podstawową opiekę zdrowotną.
Apel podpisali m.in. rektor Śląskiego Uniwersytetu Medycznego prof. Ewa Małecka-Tendera, prezes Śląskiej Izby Lekarskiej Jacek Kozakiewicz oraz Halina Cierpiał przewodnicząca sekretariatu zdrowia śląsko-dąbrowskiej Solidarności, a także wielu wybitnych lekarzy i menedżerów ochrony zdrowia.
- Dyskusji towarzyszyła atmosfera powagi - mówi posłanka Prawa i Sprawiedliwości Izabela Kloc jedna z organizatorek spotkania.
- Zwracano uwagę na zaniechania resortu zdrowia, w wyniku których utracono możliwość zwiększenia o ok. 2 mld zł środków finansowych na 2010 rok. Stało się tak wskutek rezygnacji z tzw. podatku Religi (OC), niefrasobliwej polityki lekowej, przekazania dodatkowych zadań do NFZ bez zabezpieczenia środków finansowych, np. na procedury wysokospecjalistyczne.
By poprawić sytuację uczestnicy debaty proponowali dofinansowanie NFZ z budżetu państwa, a w dalszej perspektywie podniesienie składki zdrowotnej z jednoczesnym reformowaniem systemowym opieki zdrowotnej w Polsce.
Podczas debaty przypomniano również, że nasz kraj jest na ostatnim miejscu w Europie jeśli chodzi o nakłady na służbę zdrowia. Odniesiono się też do aktualnych obietnic minister zdrowia Ewy Kopacz, która stwierdziła, że plan finansowy NFZ na przyszły rok będzie zmieniony i szpitale dostaną więcej pieniędzy.
- Niestety to, co obecnie proponuje minister Kopacz mieści się w aktualnym projekcie planu. Śląskowi nic to więc nie daje - ocenia Izabela Kloc, która jest członkiem sejmowej Komisji Finansów. (...)



Kolędy po niemiecku w Opolu
NTO 2009.12.12, Krzysztof Ogiolda Kolędy po niemiecku zabrzmiały w Opolu
70 zespołów i solistów, razem około 400 osób, wzięło udział w I Przeglądzie Kolęd w Języku Niemieckim. Od przedpołudnia do wieczora w auli Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Opolskiego śpiewano niemieckie kolędy.
- Jesteśmy bardzo zadowoleni, bo jak na pierwszy raz liczba uczestników przeszła nasze najśmielsze oczekiwania - mówi Marek Heince, organizator przeglądu. - Chętnych było tak wielu, że musieliśmy ograniczyć występy każdego z uczestników do jednego utworu.
Obok najbardziej popularnych niemieckich pieśni świątecznych (O du froehliche, Stille nacht czy O Tannenbaum) uczestnicy festiwalu przygotowali także mniej znane utwory. (...)
Przegląd zorganizowały: TSKN na Śląsku Opolskim, koło DFK Ochodze oraz Pro Futura.



Czekanie na język śląski
Dziennik Zachodni 2009.12.12, Katarzyna Piotrowiak
Zakończył się wstępny etap prac nad kodyfikacją gwary śląskiej. - Jest jeszcze sporo do zrobienia, chodzi zwłaszcza o uzupełnienie słownictwa o terminologię związaną z wprowadzeniem nowoczesnego sprzętu, takiego jak na przykład DVD czy komputer. Pomagają nam w tym wybrani 80-letni Ślązacy, bo naszym zdaniem to pokolenie nie zostało poddane powszechnej edukacji i wpływowi mediów, co w tym wypadku ma istotne znaczenie - mówi dr Józef Kulisz, prezes Tôwarzistwa Piastowaniô Ślónskij Môwy Danga. (...)
- Jeśli chodzi o gwarę z części przemysłowej Górnego Śląska, to różnice są znikome, więc może lepiej mówić o tym, co nas łączy niż dzieli. W przypadku klawiatury też nie widzę większych problemów, sam sobie z tym radzę z powodzeniem. Niektórzy z pewnością pamiętają początek lat 90., kiedy nie było polskich znaków na klawiaturze. Co do zgłosek, to ta uwaga świadczy tylko o tym, że gwara nie jest tożsama z językiem polskim i dlatego wymaga opracowania - komentuje dr Kulisz.
Zdaniem prezesa Dangi to praca na lata, więc trzeba się spieszyć. - Każdego dnia ubywa nam osób, które mogą być wzorcem prawdziwej śląszczyzny. Ich udział w tym projekcie jest bardzo istotny, ponieważ 80-latkowie są najlepszym źródłem wiedzy. Późniejsze pokolenia często nie wiedzą co jest po śląsku, co po polsku, a co w ogóle jest slangiem, czyli ani jednym ani drugim. Zależy nam, żeby śląszczyzna była piękna, a nie stała się jakimś bełkotem. Na przykład wiele błędów pojawia się w śląszczyźnie prezentowanej przez rozmaite zespoły - wyjaśnia prezes Dangi. (...)



Śląski sklepik w Carrefour!
www.raslaska.org, 2009.12.11, Dla członków RAŚ 20% zniżki!
W rybnickim markecie Carrefour - Galeria Śląska w pasażu uruchomiony został sklep z śląskimi gadżetami. Są tam flagi, książki, naklejki, naszywki, odzież itp. z kolekcji firm Instytut Ślůnskij Godki i Silesia Progress.
Ponadto można zamówić w normalnej cenie własne koszulki, nawet pojedyncze, gdzie oprócz dotychczasowych napisów pojawi się na przykład: Gůrny Ślůnsk - Rydułtowy albo Pszaja ci Krista...
Wszyscy, którzy okażą legitymację Ruchu Autonomii Śląska korzystają tam z 20-procentowej zniżki. Warto o tym pamiętać przy świątecznych zakupach.



Ulica Śląska wygrała sondę!
WielkiSlask.pl 2009.12.03, Angelus Silesius
Wczoraj zakończyła się sonda w której każdy mógł oddać głos na nazwę dla ulicy przy której powstaje stadion. Sonda wywołała wiele emocji bo okazało się, że mieszkańcy innych miast czynnie włączyli się w udział w tej sondzie, ale ostatecznie wygrała jedyna rozsądna i uniwersalna opcja...
Jeden z portali internetowych mający siedzibę w Poznaniu zgłosił nazwę dla ulicy, która brzmiała jak jego domena pod którą funkcjonuje. W związku z tym, że nazwa ta nie wzięła udziału w finale serwis ten zorganizował propagandę w której nawoływał do głosowania na ulicę Fair Play. Redaktorzy tego serwisu robili to z premedytacją bo chcieli by wygrała ta nazwa dla absurdu. Według nich ulica Fair Play jest nie zgodna ze standardami przy nadawaniu nazw dla dróg publicznych. Na Internecie rozpowszechniali łańcuszki z przekreśloną nazwą ulicy Śląskiej i powiększoną ulicą Fair Play i nawoływali do głosowania na tą ostatnią. (...)
Takie przypadki jak wyżej wymienione pojawiały się jeszcze w większej lub mniejszej skali, ale nie warto się nimi zajmować. Liczy się końcowy efekt, a jest on jednoznaczny. Blisko połowa głosów oddana została na ulicę Śląską. Wrocławianie i mieszkańcy całego regionu coraz bardziej świadomi swojej śląskości mówią coraz głośniej o swojej tożsamości. Teraz ostatnim etapem będzie zatwierdzenie wyniku sondy przez komisje. Sprawa nie jest ostatecznie przesądzona ponieważ wynik sondy nie jest wiążący dla urzędników. Miejmy nadzieje, że 8 grudnia jednak nie będzie niespodzianek, a ulica Śląska stanie się jedną z najbardziej prestiżowych ulic Wrocławia, w końcu stolicy całego Śląska.
Stowarzyszenie Wielki Śląsk, które zgłosiło zwycięską nazwę nie kryje satysfakcji. Ulica Śląska dla nowej, prestiżowej ulicy we Wrocławiu jest bardzo uniwersalna. Nawiązuje ona do regionu, którego Wrocław jest stolicą oraz do klubu WKS Śląsk, którego nazwa sławi tę piękną krainę. Miejmy nadzieje, że drużyna Śląska Wrocław na nowym stadionie będzie osiągać wielkie sukcesy i z czasem stanie się Dumą całego Śląska - powiedział Przemysław Piwowarski, prezes stowarzyszenia Wielki Śląsk.



Pacyfikacja śląskich kopalń
Dziennik Zachodni 2009.12.09, Grażyna Kuźnik Pacyfikacja śląskich kopalń - Prawda historii rozjechanej czołgami
Dlaczego doszło do masakry górników na początku stanu wojennego? Kto poważył się strzelać do nich z ostrej amunicji, kto za to odpowiada? Czy wszyscy winni zostali ukarani? Tragedia z 16 grudnia 1981 roku wciąż czeka na wyjaśnienia, bo wiele faktów sprawcom udało się ukryć.
Dzisiejsza konferencja naukowa Proces o pacyfikację śląskich kopalń. Dwie dekady walki o prawdę historii rozjechanej czołgami, przygotowana przez Instytut Pamięci Narodowej w Katowicach, będzie próbą odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. Wezmą w niej udział historycy i prokuratorzy IPN, uczestnicy wydarzeń, naukowcy z Uniwersytetu Śląskiego, a także nasza dziennikarka Teresa Semik, która od lat śledzi procesy związane z pacyfikacją Wujka. (...)
28 lat temu śląscy górnicy zaprotestowali przeciw stanowi wojennemu. Do walki z nimi użyto milicji i wojska.
- Dlaczego zomowcy zdecydowali się strzelać do górników? Pomijając to, że chodzi o ludzi z natury agresywnych, szkolonych do walk z terrorystami, wpłynął na to stan wojenny. W otoczeniu czołgów, w atmosferze przemocy, niektórzy z nich skorzystali z pokusy bezkarnego zabijania. Potem połączyła ich lojalność, która utrudniała dojście do prawdy. Dzisiaj usprawiedliwiają się i wypierają. Nie wiem, czy mają poczucie winy. Chyba nie, bo bardzo trudno z nim żyć. Gdyby tam się wtedy nie znaleźli, może byliby podziwianymi antyterrorystami, narażającymi życie dla dobra innych. Stali się zabójcami górników - mówi Czesław Kłosek, górnik z Jastrzębia Zdroju, uczestnik strajku w grudniu 1981 roku, który bierze udział w konferencji.
W pacyfikacji Wujka zginęło dziewięciu górników: Jan Stawisiński, Joachim Gnida, Józef Czekalski, Krzysztof Giza, Ryszard Gzik, Bogusław Kopczak, Andrzej Pełka, Zbigniew Wilk i Zenon Zając. W styczniu 1982 roku Prokuratura Garnizonowa w Gliwicach umorzyła śledztwo w sprawie ich śmierci. Uznała, że pluton specjalny działał w obronie koniecznej.
- Nie doszłoby do tej masakry, gdyby nie zgoda władz na konfrontację i na użycie siły wobec wszystkich, którzy są przeciw. Na ulicę wyszło wojsko, budząc strach. To ogłoszenie stanu wojennego pozwoliło na represje i eskalację przemocy w Wujku. Mijały lata bezkarności sprawców. Dopiero w 1989 roku, gdy zaczęła działać Komisja Specjalna Jana Rokity, prawda zaczęła z trudem wychodzić na jaw - mówi dr Jarosław Neja z IPN w Katowicach, jeden z prelegentów konferencji.
Zdaniem wielu badaczy, bez rozkazu władz, nikt by nie zdecydował się zabijać górników w sposób, który wyglądał na egzekucję.
Ale ukarano tylko narzędzia tego czynu. Proces karny ówczesnego szefa resortu spraw wewnętrznych Czesława Kiszczaka ciągnie się do dzisiaj.



Na Śląsku mamy talent
Dziennik Zachodni 2009.12.06, TES, KAP, RES Bo ludzie na Śląsku po prostu mają talent
Wirtuoz akordeonu, Marcin Wyrostek, absolwent, a obecnie wykładowca Akademii Muzycznej w Katowicach, wygrał finał telewizyjnego konkursu Mam talent, i 300 tys. zł.
W ten sam sobotni wieczór trafiła do sprzedaży internetowej jego pierwsza płyta Magia del Tango, nagrana z zespołem Tango Corazon Quintet, a wydana przez Polskie Radio Katowice.
Marcin Wyrostek nie ukrywał zdumienia, gdy okazało się, że jest w pierwszej trójce, a gdy Marcin Prokop ogłosił, że to on wygrał Mam talent!, był w szoku. Widzowie docenili jego wirtuozerię, pasję, z jaką grał, i skromność.
- To było dla mnie olbrzymie zaskoczenie, bo nie byłem zadowolony z występu. Wyrzucałem sobie, że mogłem zagrać lepiej, spokojniej, ale stres był olbrzymi, oglądało mnie w końcu mnóstwo ludzi - mówił nam wczoraj akordeonista.
W rankingach Wyrostek plasował się na trzeciej, czwartej pozycji. Nie dawano mu zbyt dużej szansy na wygraną także dlatego, że w żadnej edycji tego programu nigdy nie wygrał instrumentalista. Ale on zagrał fenomenalnie, słychać było orkiestrę, choć na scenie był sam.
- Grał duszą i sercem. Buchała z niego energia i wrażliwość - komplementuje swojego kolegę, Renata Danel, piosenkarka i nauczycielka muzyki w AM. (...)
Mam talent! spełnił również marzenie 37-letniego Alexandra Martineza, marynarza, fryzjera, muzyka, który mieszka w Siemianowicach Śląskich. Filipińczyk od kilkunastu lat nie był w ojczyźnie, jego córka Vanessa nigdy nie widziała dziadków ze strony ojca, a żona Żaneta - teściów. Jedno z biur podróży ufundowało całej trójce wycieczkę w rodzinne strony Alexandra.
- Jestem bardzo zadowolony. Widziałem radość na twarzach żony i córki. Dzięki temu cieszę się z tego wyniku jeszcze bardziej - mówił. Przed finałem programu Mam talent! Alexander Martinez zapowiadał, że zaprezentuje inną skalę głosu. I rzeczywiście - ujawnił swoje rockowe oblicze. Jego wykonanie przeboju grupy Europe Final Countdown przypadło do gustu i jurorom, i publiczności. Filipińczyk zajął trzecie miejsce.



Święty Mikołaj na Śląsku
www.slaskie-abc.com.pl 2009.12.06, Marek Szołtysek, fragment książki Żywot Ślązoka poczciwego
Czekej no pieronie jeden, przidzie świynty Mikołoj, to ci wyszczylo kobyrym po tych galotach, że ci żić spuchnie... - straszyło się za złe zachowanie dzieci na Śląsku. Czy ten aspekt liturgicznego wspomnienia św. Mikołaja, przypadającego na 6 grudnia, różni nas od pozostałych ziem chrześcijańskich?
Święty przynosi do śląskiego domu prezenty o dowolnej godzinie, ale tylko dnia 6 grudnia, lecz osobiście pojawia się u niektórych wyłącznie wieczorami. Jest ubrany w długi płaszcz, ornat lub kapę oraz w biskupią czapkę, czyli mitrę. I nie dziwi to nikogo, gdyż był przecież kiedyś, w IV wieku, biskupem miasta Miry.
Poczciwy brodaty starzec przychodzi najczęściej w asyście pomocników: diabła i anioła. Zadaniem pomocnika - diabła jest przypomnienie św. Mikołajowi o złych uczynkach dzieci, co często staje się przyczyną sprawiedliwego gniewu Świętego i wymierzenia stosownej kary. Diabeł wtedy trzepie kilka razy pasem i tak już sparaliżowanego ze strachu malca, na którego twarzy maluje się wyraźnie mocne postanowienie poprawy.
Później do akcji wkracza pomocnik - anioł, który tłumaczy św. Mikołajowi, że karany właśnie chrześcijanin ma jednak na swoim koncie kilka dobrych uczynków. I to powoduje, że święty odwiązuje wielki wór i wyciąga prezenty. Są to przeważnie słodycze, owoce, ubrania np. usztrykowane rękawiczki czy czopki, ale przede wszystkim zabawki. Typowe kiedyś na Śląsku, a może jeszcze dzisiaj, było wręczanie prezentów za złe uczynki. Te prezenty - ostrzeżenia to wągiel i oszkrabiny z kartofli, które dostaje się przeważnie w starej papierowej torebce, czyli tytce po mące lub cukrze. Bywa, że dostaje się i prezenty, i tytka z wąglym. Następnego dnia dzieci są jakby grzeczniejsze a rodzice z pedagogicznym wyczuciem mówią:
Widzisz jaki dobry jest św. Mikołaj, bo za te twoje zachowanie, od nas nie dostałbyś prezentu. Ale pamiętaj sobie, na drugi rok święty może stracić cierpliwość!
Kiedy zabawki od brodatego Świętego zaczynają powoli nudzić, z coraz większą przyjemnością myśli się o świętach Bożego Narodzenia i o następnych prezentach - od Dzieciątka. Na nie jednak również trzeba sobie zasłużyć.



Matuschka wreszcie na tablicy
NTO 2009.12.04, Krzysztof Ogiolda Michael graf von Matuschka ma tablicę w Opolu
Odsłonięcia dokonał dziś przy ul. Krakowskiej 53 hrabia Mario, syn byłego starosty opolskiego.
Przyszedłem na świat w tym domu na piętrze 27 lutego 1931 roku - mówił wzruszony hrabia Mario Matuschka przed dawną siedzibą starostwa - mogliśmy w tym domu pozostać tylko do roku 1933, kiedy ojciec został usunięty przez nazistów ze stanowiska. Musieliśmy wówczas opuścić Opole i mieszkaliśmy w Berlinie, potem We Wrocławiu, wreszcie w Katowicach.
Syn starosty przypomniał dzieje życia ojca aż po jego zamordowanie w berlińskim więzieniu 14 września 1944 roku.
- Śmierć w święto Podniesienia Krzyża św. była dla mojego ojca honorem danym mu przez Boga. Uroczystość, w której uczestniczymy, jest zaszczytem, jaki spotyka go od ludzi. Jestem przekonany, że przyczyni się ona do leczenia zranień w relacjach polsko-niemieckich.
Przypomnijmy, Michael graf von Matuschka urodził się w 1888 w Świdnicy. Był starosta opolskim w latach 1923-1933 i przeciwnikiem reżimu hitlerowskiego. Po zamachu Stauffenberga w lipcu 1944 został aresztowany.
- Był postacią barwną, mogącą zdobyć sympatię Polaków i Niemców - mówił o grafie Matuschce wicestarosta opolski Krzysztof Wysdak, przedstawiciel komitetu dla jego upamiętnienia - człowiekiem z fantazją, żołnierzem, który uciekał z niewoli rosyjskiej, urzędnikiem dbającym o rozwój regionu, kimś kto rozumiał ludzi żyjących na tej ziemi.
Na uroczystość przybył także, mimo poważnej choroby, autor wykonanej w piaskowcu tablicy ku czci Matuschki, Adolf Panitz. (...)
- Kończymy trwające blisko pięć lat wysiłki - powiedział Bruno Kosak z Zarządu TSKN - bo tyle czasu trzeba było, aby pokonać wszystkie prawne przeszkody. Obecność przedstawicieli władz miasta potwierdza, że dopełniliśmy wszystkich warunków. Cieszę się, że ta tablica się tu znalazła. Wierzę, że pomoże ona przełamać stereotyp, że wszyscy Niemcy byli w czasach nazizmu zwolennikami Hitlera. Przecież tylko jesienią 1944 razem z Matuschką zamordowano za sprzeciw wobec systemu ponad 200 osób.



Przywilej być górnikiem
Dziennik Zachodni 2009.12.04, Aldona Minorczyk-Cichy
- To przez te nadzwyczajne gesty, jakie wobec górników przez lata czyniono. Przez to ohydne przekupstwo środowiska, by z górnika wyłudzić nadzwyczajny wysiłek - podkreśla Jerzy Markowski, górniczy ekspert.
Przypomina, że w czasach PRL-u węgiel był najważniejszym, strategicznym surowcem i trwała walka o każdą kolejną wydobytą tonę. By zwiększyć wydobycie, wprowadzono m.in. książeczki G i górnicze sklepy zwane Gieweksami. I to one górnikom zrobiły najwięcej złego. To tego bogactwa na półkach im zazdroszczono. Zapominano, że aby je zdobyć, trzeba było pracować w soboty i niedziele, w czasie, kiedy ci poszkodowani chodzili do teściowej na obiad, z dziećmi do parku, albo po prostu leżeli na balkonie z nogami do góry.
- Górników przekupywano przez ich żony. Jak kobieta chciała kupić nowe firanki czy wymienić starą Franię na automatyczną Wiatkę, to goniła chłopa do roboty w sobotę i niedzielę. To była manipulacja mentalnością prostego człowieka. Tymczasem warto pamiętać, że ten wydobywany w trudzie węgiel nie był dla górników, tylko dla Polski - przypomina Markowski.
Dodaje, że Polacy górnika docenią tylko wtedy, gdy zamiast węglem spróbują napalić w piecu kamieniami.
- Mam dość chodzenia po górniczych pogrzebach i mam dość relacjonowania katastrof. Do kopalni jak na katorgę kierowano więźniów politycznych. Dla nich praca pod ziemią była ciężką karą, a dla nas czym? Tradycją? - pyta Markowski.
Wacław Czerkawski, szef ZZ Górników w Polsce, podkreśla, że nagonka na górników zaczęła się jeszcze za Edwarda Gierka. Tymczasem zapomina się o tym, że inne branże mają także spore przywileje i to większe od górniczych.
- W Polskiej Miedzi na Barbórkę pracownicy dostaną od 25 do 30 tysięcy złotych. Nasza dodatkowa wypłata, złożona z miesięcznych odpisów od zwykłych pensji, to przy tym naprawdę niewielkie pieniądze. Nie ma czego zazdrościć, no chyba że ciężkiej pracy - podkreśla.
Dodaje, że górnicze przywileje to przeszłość. Spółki węglowe co roku oddają do budżetu miliardy złotych.
- Jakoś tylko trudno się nam z tą informacją przebić do ludzkiej świadomości. Za to zarzucają nam, że jesteśmy zadymiarzami. O problemach branży mówi się tylko wtedy, gdy dojdzie do nieszczęścia - wyjaśnia Czerkawski. (...)



Wrocławski latarnik
Gazeta Wrocławska 2009.12.03, Magdalena Kozioł Latarnik z Ostrowa będzie miał ubiór, jak w XIX wieku
To będzie atrakcja dla turystów: latarnik włączający lampy przed katedrą ubierze się jak lord. Wrocławski latarnik, który gasi i zapala 91 lamp gazowych na Ostrowie Tumskim, będzie wreszcie miał reprezentacyjny strój. I to nie byle jaki. Ma on nawiązywać stylistyką do ubrań z II połowy XIX wieku, bo wtedy w Europie pojawiły się pierwsze gazowe lampy.
- To będzie wielka atrakcja dla turystów - zapowiada Ewa Mazur z Zarządu Dróg i Utrzymania Miasta, odpowiedzialnego za oświetlenie tej najstarszej części Wrocławia.
Na początku przyszłego roku latarnika zobaczymy w czarnym cylindrze, takim, jakie dzisiaj możemy zobaczyć na głowach kominiarzy. Ale nie tylko to ma wyróżniać okrycie wrocławskiego latarnika.
Do pracy będzie przychodził też z narzuconą na ramiona dwuczęściową peleryną. Długa, wykonana z czarnego, matowego materiału ma sięgać do kolan, krótka - do łokci latarnika. Charakterystyczną cechę peleryny stanie się nie tylko fason, ale też fakt, że musi ona mieć podwójną czerwoną i żółtą lamówkę na brzegach i taką samą przy stójce. Kolory wybrano nieprzypadkowo. Takie barwy ma flaga stolicy Dolnego Śląska.
Peleryna latarnika będzie zapinała się z przodu na piersi na dwie zapinki i guziki w kolorze złotym. Całość nowego ubioru ma dopełnić jeszcze kilka elementów: wyszyty herb Wrocławia na pelerynie, ciemne spodnie i buty sznurowane ze skóry lub wyrobu skóropodobnego w kolorze czarnym.
Wrocławski historyk, prof. Jerzy Maroń, nie kryje entuzjazmu.
- To świetny pomysł - mówi. - Gazowe latarnie przyciągają ludzi, bo we Wrocławiu zostały one tylko na Ostrowie Tumskim. Ta część miasta stanie się jeszcze bardziej atrakcyjna dzięki takiemu prostemu pomysłowi. Będzie można przenieść się choć na chwilę dwa wieki wstecz. (...)



Projekt: Claus Ogerman
Nowiny Raciborskie 2009.12.01, (m) Projekt: Claus Ogerman
Uroczyste obchody urodzin słynnego na całym świecie kompozytora, który pisał piosenki dla Franka Sinatry czy Barbary Streisand chce zorganizować w Raciborzu Michał Fita z RSS Nasze Miasto.
Muzyk urodził się w Raciborzu, skąd wyemigrował i zrobił karierę w USA. Stowarzyszenie rozmawia w tej sprawie z samorządem i sponsorami.



Jak Ślązacy z Czechami
NTO 2009.12.01 Klaudia Bochenek Województwo opolskie razem z Czechami zabiega o unijne dotacje
Pieniądze unijne to w tej chwili jedyna szansa dla naszej biblioteki na remont elewacji - twierdzi Joanna Kanin, dyrektor Miejskiej i Gminnej Biblioteki Publicznej w Nysie, która kilkakrotnie starała się już w ministerstwie o pieniądze.
- Ciężko jest się przebić z wnioskami, bo w pierwszej kolejności ministerstwo kultury chce wyremontować te najstarsze obiekty. A nasza biblioteka i jej freski to renesans, więc pozostaje nam czekać na swoją kolej albo pisać wnioski - dodaje Kanin.
Dyrektor wybrała rzecz jasna tę drugą opcję i włączyła się do transgranicznego projektu, który realizowany jest w ramach współpracy województwa opolskiego z regionem ołomunieckim w Czechach.
To projekt turystyczno-inwestycyjny, w ramach którego Muzeum Piastów Śląskich w Brzegu przygotuje sobie tematyczną ekspozycję, a nyska biblioteka odnowi zabytkową siedzibę. Oczywiście przy tej okazji wydany zostanie folder i materiały promujące ciekawe miejsca i zakątki po obu stronach granicy. - Mam nadzieję, że się uda, bo wymagań finansowych nie mamy zbyt wielkich. Wystarczy około 850 tys. zł - dodaje dyrektor Kanin.
Taka kwota to naprawdę niewiele w porównaniu do milionów, jakie udało się zdobyć powiatowi na wspólne remonty dróg. Jak choćby przebudowa drogi Zwanowice-Kałków, realizowanej wspólnie z województwem ołomunieckim. Grube miliony udało się też zdobyć Nysie na odnowienie dwóch fortów - wodnego w parku i Bastionu św. Jadwigi w centrum miasta.
Tu remont kosztował blisko 12 mln zł, z czego większość dołożyła Unia. - Ponadto co roku wspólnie z Czechami organizujemy imprezy, nasza młodzież wyjeżdża do nich, a czeskie dzieci wypoczywają u nas - podaje przykłady burmistrz Jolanta Barska. - Również Dni Twierdzy Nysa przygotowywane są dzięki unijnemu wsparciu.
Otmuchowskie Lato Kwiatów także. Kazimierz Mentel z wydziału rozwoju lokalnego w Otmuchowie przyznaje, że może 30 tys. euro nie jest powalającą kwotą, ale zawsze lepsze to niż nic.
- Dzięki tym pieniądzom od kilku lat w ramach Lata Kwiatów w jednej z otmuchowskich wsi organizujemy dni kultury polsko-czeskiej - tłumaczy Mentel. - Mieszkańcy mają okazję poznać się bliżej z naszymi południowymi sąsiadami i wspólnie pobiesiadować. Podobnie jak na imprezach na Placu Partnerstwa, którego nazwa wskazuje, że powstał dzięki współpracy i służyć ma zacieśnianiu więzi. (...)



Żółto-niebieski Stadion Śląski
www.raslaska.org 2009.11.29
Największa arena sportowa Górnego Śląska, stadion, który był świadkiem wielkich meczów górnośląskich drużyn, a który pominięto w staraniach o organizację Euro 2012, w związku z prowadzoną modernizacją ma uzyskać nowe barwy. Zgodnie z zaprezentowaną koncepcją mają to być kolory biało-czerwone - podobnie jak w przypadku budowanego Stadionu Narodowego w Warszawie. Chorzowski radny, Ryszard Sadłoń, złożył interpelację, w której zaproponował, by Stadionowi Śląskiemu nadano barwy górnośląskie - żółto-niebieskie.
Ruch Autonomii Śląska popiera tę inicjatywę, wychodząc z założenia, że chorzowski gigant powinien służyć promocji regionu i jego piłkarskich tradycji. Apelujemy o podpisanie PETYCJI W TEJ SPRAWIE - zostanie ona złożona na ręce marszałka województwa śląskiego.



Hokej na Czeskim Śląsku
NTO 2009.11.28, Marcin Sagan Sportowy kosmos 100 km od Opola. Czechy żyją hokejem
Co trzeba zrobić, żeby zobaczyć widowisko na nie znanym nam poziomie? Niewiele. Wystarczy pojechać do Czech na mecz ligi hokejowej. Szczęka opada. I wcale nie jest to droga przyjemność. Dla naszych południowych sąsiadów hokej na lodzie to sport narodowy. Przekonaliśmy się o tym, odwiedzając Ostrawę i oglądając mecz tamtejszego klubu Vitkovice Steel ze Zlinem.
- My nigdy nie dojdziemy do takiego poziomu - ocenia Andrzej Frysztacki, wiceprezes klubu GKS Jastrzębie, który współpracuje z Vitkovicami.
To dzięki niemu mogliśmy obejrzeć od kuchnii jak działa profesjonalny klub. Kilka godzin przed meczem oglądaliśmy zaplecze wielkiej hali CEZ Arena.
- Na trybunach zmieści się 10 tysięcy widzów - mówi dyrektor klubu z Ostrawy Jan Falter. - Tylu przychodzi na najważniejsze mecze w sezonie.
Razem z nim oglądamy cały budynek, a w nim rzeczy, które porównując z naszymi halami czy stadionami, są nie z tego świata. I to zaledwie nieco ponad 100 km od Opola. Z Prudnika, Kędzierzyna-Koźla czy Głubczyc jest jeszcze bliżej. Hala robi niesamowite wrażenie. Oprócz głównego lodowiska jest drugie, mniejsze, z trybunami na około 1000 widzów. (...)
- Za hokejem w Czechach idą wielkie pieniądze - tłumaczy Frysztacki. - Wszyscy wzorują się na zawodowej lidze NHL zza oceanu. Nic więc dziwnego, że poziom organizacji klubu jest tak wysoki.
Roczny budżet klubu z Ostrawy to około 7 milionów dolarów. Ponad trzy razy więcej niż naszego najlepszego i najbogatszego klubu w regionie - siatkarskiej ZAKSY Kędzierzyn-Koźle.
Po prawie godzinnym zwiedzaniu CEZ Areny mamy ponad dwie godziny do rozpoczęcia meczu. Kibice, którzy przyjdą wcześniej, wcale się nie muszą nudzić. W hali jest kilka stoisk gastronomicznych, stoiska z pamiątkami. W sąsiedztwie obiektu też nie brakuje barów.
Organizatorzy na meczu ze Zlinem spodziewali się około 5-6 tysięcy widzów. Było ich prawie 6400. To frekwencja porównywalna ze średnią na meczach piłkarskich w Czechach i Polsce. Do frekwencji na polskim hokeju nie ma jej nawet co porównywać. Poziom też jest oczywiście nieporównywalny. Kibice, którzy znają hokej tylko z telewizji, muszą wiedzieć, że oglądanie go na żywo to zdecydowanie inna jakość. Jeśli do tego dodamy poziom ligi czeskiej - mamy prawdziwe sportowe widowisko.
Hala przed meczem zapełnia się powoli, a i w trakcie gry nie wszyscy siedzą na swoich krzesełkach. Można iść na piwo (wiadomo, że czeskie to światowa ekstraklasa), na kiełbaski. Zresztą napełniając żołądek, nie traci się możliwości oglądania meczu. Przy stoiskach gastronomicznych są telewizory, na których można śledzić transmisje z meczu. Piwo jest moczopędne, ale to też nie jest problem. W toaletach bowiem też są telewizory.
Atmosfera na meczu piknikowa. Na trybunach całe rodziny z dziećmi. Wielu widzów poubieranych jest w wielkie koszulki hokejowe. Sympatycy gości spokojnie przechadzają się wśród tych z Ostrawy. Co więcej, jeden kibic ze Zlinu ubrany jest w koszulkę Vitkovic, a na głowie ma maskę - świński ryj. W naszym kraju - i to nie tylko na stadionach piłkarskich - taka prowokacja by nie przeszła.
U nas nie do pomyślenia jest też czeskie podejście do ochrony meczu. Nie ma napakowanych ochroniarzy, którzy przed wejściem na obiekt obmacują po całym ciele. Są tylko uprzejmi młodzi ludzie wskazujący nasz sektor. Nikt nas nie kontroluje. Spokojnie wnieślibyśmy na obiekt nawet bombę. Po co jednak kontrola, kiedy na meczach jest spokój? Policjantów widzieliśmy tylko po meczu, kiedy rozładowywali ruch na wielkich parkingach przy hali i przyległych ulicach. Mija dosłownie kwadrans od zakończenia spotkania, a hala jest pusta. Ludzi do innych dzielnic miasta rozwożą specjalnie podstawione tramwaje.
Gospodarze wygrywają 3-1, ale dla kibiców Vitkowic nie sam wynik ma znaczenie.
- Przychodzenie na mecze hokejowe to u nas w zasadzie stała rozrywka - mówi 25-letni Jirzi z pobliskiego Bohumina. - Niezależnie od tego, jak gra nasza drużyna.
My po sportowej uczcie wracamy do domów. W Opolu jesteśmy po niespełna dwóch godzinach jazdy. Tak blisko, a jednak po tym, co zobaczyliśmy w Ostrawie, tak daleko nam pod wieloma względami do wielkiego sportu.



Litery dla języka śląskiego
Dziennik Zachodni 2009.11.27, Barbara Kubica Aby pisać po śląsku, trzeba nowych liter
W połowie przyszłego roku - zdaniem posła Marka Plury - mowa śląska mogłaby zostać uznana za język regionalny. Takie zapowiedzi padły wczoraj podczas konferencji Zasady pisowni śląskiej - wyzwania współczesności, która odbyła się w ośrodku Uniwersytetu Śląskiego w Rybniku.
- Propozycja wpisania do ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych języka śląskiego jako drugiego, po kaszubskim, języka regionalnego spotkała się z wielką przychylnością. Podkreślano jednak, że należy przymierzyć się do kodyfikacji zapisów języka śląskiego. Zdaniem członków komisji ustalenie zasad pisowni naszej mowy, może być najważniejszym argumentem w tej sprawie - podkreślał poseł Plura.
Dlatego też podczas wczorajszego spotkania doktor Józef Kulisz przedstawił propozycję pisowni śląskich wyrazów. Projekt ten został opracowany przez przedstawicieli trzech stowarzyszeń: Pro Loquela Silesiana, Danga i Przymierza Śląskiego, pod przewodnictwem profesor Jolanty Tambor z Uniwersytetu Śląskiego. Zakłada ona wprowadzenie do alfabetu śląskiego trzech dodatkowych liter, które w piśmie obrazowałyby naleciałości regionalnej mowy na dane słowo. I tak na przykład wyraz wymawiany w gwarze śląskiej jako załorać zapisywano by jako zaorać, ale nad literką o pojawiłby się charakterystyczny daszek. - To jest bardzo wstępna propozycja, bo proces kodyfikacji naszego języka potrwa wiele lat. Musieliśmy się jednak do tego zadania przymierzyć. (...)



Flaga Olesna w Himalajach
NTO 2009.11.27, Mirosław Dragon Flaga Olesna zawisła na szczycie Ama Dablam w Himalajach
Oleski fotograf i himalaista Mirosław Dedyk zdobył szczyt Ama Dablam (6812 m n.p.m.) w Nepalu. Na szczycie rozwinął żółto-niebieską flagę swojego rodzinnego Olesna. Mirosław Dedyk dołączył do ekipy znanego polskiego himalaisty Ryszarda Pawłowskiego.
- Ekipa liczyła w sumie 14 osób z różnych stron świata: z USA, Norwegii, Wielkej Brytanii,Czech, no i oczywiście z Polski - opowiada Dedyk. - Spotkaliśmy się w nepalskim Katmandu, w hotelu Marsyangdi Mandala.
Uczestnicy himalajskiej wyprawy najpierw polecieli do Lukli. Stamtąd przez sześć dni wędrowali karawaną na jakach w kierunku himalajskich szczytów, aż dotarli do bazy, położonej na wysokości 5100 m n.p.m.
- Pierwszym naszym celem był szczyt Imjatse (Island Peak, 6186 m), uważany za najładniejszy szczyt trekkingowy w Nepalu, położony tuż przy majestatycznej ścianie Lhotse - opowiada Mirek Dedyk. - Celem tej wspinaczki była przede wszystkim była aklimatyzacja wysokościowa.
Po kolejnych kilku dniach wyprawa przeniosła się do bazy pod szczytem Ama Dablam, głównym celem wyprawy do Nepalu. Główna baza była położona na wysokości 4400 m. W kolejnych dniach himalaiści dwójkami zaczęli wspinać się do pierwszego obozu, rozbitego już na grani (5700 m).Stamtąd zdobywcy Himalajów wspinali się do obozu drugiego (5900 m) i po skalno-lodowej ścianie w rakach do trzeciego obozu (6300m).
- Ja wraz z Nepalczykiem Szerpą Sonamem pokusiłem sie o wejście na szczyt w tzw. stylu alpejskim, bezpośrednio z drugiego obozu - opowiada Mirek Dedyk. - Wyruszyliśmy o 4.00 rano, minęliśmy trzeci obóz i dotarliśmy na szczyt około południa. Pogoda była kiepska.
- Po zrobieniu zdjęć zjechaliśmy po poręczówkach od drugiego obozu, a potem brnęliśmy w śniegu do bazy głównej - opowiada oleski himalaista.- Na miejscu okazało się, że na 14 uczestników wyprawy szczyt zdobyło tylko 7, reszta musiała wycofać się ze względu na zdrowie. Niektórzy mieli obrzęk płuc, ja wróciłem do domu tylko z silnym zapaleniem oskrzeli.
reklama
Mirosław Dedyk to znany oleski fotograf. Od ponad 20 lat jest himalaistą. Pierwszy raz wyruszył do Nepalu w 1988 roku. Dotychczas zdobywał szczyty Himalajów już sześć razy. (...)



Pierwsze dwujęzyczne miasto na Śląsku?
NTO 2009.11.26, Mirosław Dragon Ryszard Galla: - Jest szansa na dwujęzyczne tablice w Oleśnie
Burmistrz Olesna wystąpił do Instytutu Śląskiego o weryfikację historycznych niemieckich nazw miejscowości z oleskiej gminy. (...) W oleskej radzie o polsko-niemieckie tablice upomina się regularnie radna Marta Wróbel (Mniejszość Niemiecka).
W poprzedniej kadencji radni odjęli nawet uchwałę o zamiarem wprowadzenia dwujęzycznych nazw. Od tamtego czasu sprawa stanęła jednak w miejscu. Dwujezyczne tablice stoją natomiast już w trzech sąsiednich gminach: w Radłowie, Zębowicach i Dobrodzieniu. Teraz jest jednak szansa, że w Oleśnie sprawa również ruszy.
- Burmistrz wystąpił już do Instytutu Śląskiego w Opolu o weryfikację historycznych niemieckich nazw miejscowości z gminy Olesno - informuje Krzysztof Baron, radny z Mniejszości Niemieckiej.
W spisie powszechnym z 2004 roku 23,8 procent mieszkańców gminy Olesno zadeklarowało narodowość niemiecką. Zgodnie z ustawą o mniejszościach narodowych nie trzeba zatem przeprowadzać konsultacji społecznych.
Innego zdania jest jednak burmistrz Sylwester Lewicki.
- Temat jest bardzo istotny dla funkcjonowania naszej gminy, a ustawa o samorządzie gminnym obliguje, aby dla tematów ważnych przeprowadzać konsultacje społeczne - orzekł burmistrz Lewicki na jednej z sesji oleskiej rady.
W rzeczywistości ustawa o samorządzie gminnym nie obliguje, ale daje możliwość przeprowadzania konsultacji. Mówi o tym artykuł 5a ustawy: W (...) sprawach ważnych dla gminy mogą być przeprowadzane na jej terytorium konsultacje z mieszkańcami gminy.
- Podchodzimy do tematu dwujęzycznych tablic ostrożnie,nie robimy niczego na siłę, ponieważ temat ten budzi niestety wiele złych duchów - mówi poseł Galla. - Jednak z drugiej strony Mniejszośc Niemiecka też ma prawa zagwarantowane przez ustawę, dlatego będę rozmawiał z burmistrzem Lewickim.
W tym roku Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej organizował w opolskich gminach spotkania z burmistrzami, wójtami i radnymi na temat nazw dwujęzycznych. W Oleśnie do takiego spotkania jednak nie doszło.
- Burmistrz Olesna nie wyraził zgody na takie spotkanie - wyjaśnia poseł Galla.
Władze Olesna czekają teraz na weryfikację historycznych nazw miejscowości. Później radni będą głosować nad wprowadzeniem nazw.
- Głosowanie odbywa się po zgłoszeniu wniosku. Wniosek złoży burmistrz lub ja jako radny Mniejszości Niemieckiej - wyjaśnia Krzysztof Baron.
W województwie opolskim polsko-niemieckie tablice ma już 10 gmin. Olesno byłoby jedynym miastem powiatowym w Polsce z dwujęzyczną nazwą.



Ubywa lekcji regionalizmu
NTO 2009.11.25, Krzysztof Ogiolda Ubywa godzin lekcyjnych na zajęcia z regionalizmu
Było to widać podczas poniedziałkowej konferencji pod hasłem Śląsk w kreatywnej edukacji regionalnej - w sali szkoleniowej Urzędu Marszałkowskiego było raczej pustawo. Może dlatego, że nauczaniu regionalizmu nie sprzyja nowa podstawa programowa, obowiązująca w szkołach od września 2009. Znikły z niej międzyprzedmiotowe ścieżki edukacyjne, w tym ścieżka regionalna.
- Nauczyciele powinni sami włączać elementy regionalne do pisanych przez siebie lub adaptowanych gotowych programów nauczania - mówi Helga Bieniusa, regionalistka, wicedyrektor PG w Zdzieszowicach i współautorka programu edukacji regionalnej Górny Śląsk dla wszystkich etapów kształcenia.
- Ale skoro tematyka regionalna jest nieobowiązkowa, łatwo może zostać zmarginalizowana i rozproszona. A przecież bez wartości, w tym wartości regionalnych, człowiek nie wie, kim jest. (...)
- Na zajęcia z regionalizmu brakuje godzin, nadal nie ma też dobrych podręczników - mówi Rafał Bartek - w przyszłym roku sfinalizujemy prace nad dziełem napisanym przez historyków polskich, niemieckich i czeskich. Nie jest to jeszcze klasyczny podręcznik, ale z pewnością będzie to dla nauczycieli pomoc przy pisaniu lekcyjnych konspektów. (...)
Ten sam kuchenny sprzęt dla jednego ucznia nazywa się firlok, dla drugiego mątewka, a dla trzeciego kałatuszka. Staram się pokazywać, że wszystko to jest wartością. A z połączenia tych różnych, dawniej nierzadko skonfliktowanych rzeczywistości i tradycji powoli wyrasta nowa regionalna świadomość naszych uczniów i ich rodziców. I to cieszy najbardziej.



Windy po śląsku zrobiły furorę
Rybnik.com.pl 2009.11.24, ww
W miniony weekend w galerii Focus Mall zakończyły się Dni Śląskie. Rybniczanie zapamiętają je głównie z wind, w których lektor obwieszczał komunikaty po śląsku.
Odwiedzający galerię w miniony weekend mogli poznać śląskie zwyczaje i kuchnię. W roli specjalistek w tej dziedzinie wystąpiły panie z Koła Gospodyń Wiejskich w Przegędzy. Gościem w Focusie był m.in. historyk i regionalista Marek Szołtysek oraz artystka Joanna Bartel. Etos górniczej pracy przybliżał kustosz Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu.
Furorę zrobiły też windy, w których obowiązującym językiem był śląski. Głosu do komunikatów udzielił Tadeusz Kolorz. Newsa o windach mogli zobaczyć nawet widzowie Teleexpressu TVP. Oto niektóre z komunikatów emitowanych w windach:
Synki, dziołchy. Chyćcie się mocnij rułek, bo szola jedzie na doł.
Poziom piyrszy. Piykne klajdy i arbaje.
Poziom drugi. Taszki, ancugi i dobre maszkety.
Parking poziom drugi. Sam tukyj mosz auto. Bier te taszki i ciś do dom.
(...)



Reprezentacja Śląska i przyjaciele
TVS, 2009.11.21, Anna Ujma Charytatywnie dla rodzin górników poszkodowanych w katastrofie
W nocy fedrowali, a za dnia zasiadali z rodzinami na trybunach stadionów. Jedno i drugie wykonywali z pasją. I tak przez lata górnicy z kopalni Wujek- Śląsk zacieśniali więzy sympatii ze śląskimi piłkarzami. Niestety, 18 września w wyniku zapalenia i wybuchu metanu zginęło aż 20 górników. Kilkadziesiąt rodzin do dziś przeżywa dramat. I właśnie z myślą o ich cierpieniu na stadionie Grunwaldu spotkali się piłkarze z całego Śląska. W dowód, że pamiętają zagrali charytatywny mecz.
W Rudzie Śląskiej pojawili się dziś m.in. piłkarze Ruchu Chorzów, GKS-u Katowice i GKS-u Tychy. Cel był jeden - pomoc rodzinom ofiar wypadku kopalni Śląsk. - Jeżeli takie mecze są, tym bardziej dla górników, to ja jestem bardzo otwarty na takie rzeczy. Sam w życiu przeżyłem podobną tragedię w rodzinie tak że bardzo chętnie - mówi Jacek Gorczyca, piłkarz GKS-u Katowice.
I te chęci było dziś widać na stadionie Grunwaldzkim. Piłkarze z różnych klubów zagrali w barwach jednej drużyny. Nie chodziło jednak o zdobycie jak największej ilości bramek, choć rezultat spotkania był ważny. - Ważne, że my jesteśmy z nimi, że pamiętamy - podkreśla Peter Langer, organizator meczu. (...)
Dziś trybuny opustoszały, ale jedynie dlatego, że część kibicujących górników wstała z krzeseł, by pamięć o kolegach uczcić na murawie. - Każdy przeżywa to indywidualnie i to się co jakiś czas odradza w człowieku. Szczególnie, że chodzimy w te rejony do pracy, gdzie nasi koledzy zginęli - to jest naprawdę ciężkie - wyznaje Artur Wodniok, górnik w KWK Wujek-Śląsk.
Wiedzą o tym nie tylko grający dziś piłkarze. Swoją pomoc ofiarowali też członkowie Zespołu the No-Mads. - Połowa mojego zespołu jest związana z kopalnią Śląsk, jest to Oskar nasz perkusista oraz Sylwia, której mąż Arnold również pracuje na dole - mówi Przemysław Latacz z zespołu The No-Mads. Muzycy jeszcze w tym miesiącu dochód ze swojego najbliższego koncertu przekażą na rzecz poszkodowanych rodzin.
Dzięki piłkarskiej akcji już udało się zebrać ponad 3 tys zł.



Dni Śląskie w Rybniku
Rybnik.com.pl 2009.11.10, Redakcja Focus Mall: bydom robić szpajza i wodzionka
Wiesz jak przygotowuje się wodzionkę, szpajzę i bryję? Umiesz kulać kluski? Chcesz poznać legendy i opowieści górnicze? Wiesz, co oznaczają kolory pióropuszy przy czako górniczym? Wszystkiego tego miłośnicy tradycji śląskiej będą mogli dowiedzieć się w trakcie Dni Śląskich organizowanych w dniach 12-22 listopada w galerii rozrywkowo-handlowej Focus Mall w Rybniku.
Przez 10 dni listopada na terenie galerii Focus Mall królować będzie tradycja i kultura regionu śląskiego. Już 12 listopada na I piętrze galerii pojawi się wystawa śląska, na której zaprezentowane zostaną tradycyjne śląskie stroje, wystrój izby i kuchni śląskiej. Pojawi się również bogata wystawa górnicza - zabytkowe lampki, kilofy, stroje górników, markownica, wózki górnicze, a także instrumenty orkiestr górniczych. Eksponaty zostały udostępnione przez Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu, Szkoły Podstawowe nr 15 i 16 w Rybniku oraz prywatnych kolekcjonerów. Ukoronowaniem wystawy będzie dwudniowa impreza, która odbędzie się w dniach 21-22 listopada.
W sobotę 21 listopada od godz. 10:00 rusza Dzień Śląski, wypełniony tradycyjnymi zabawami przy akompaniamencie akordeonu i skrzypiec oraz występami dziecięcych zespołów ludowych. Koło Gospodyń Wiejskich z Przegędzy opowie o śląskich zwyczajach, tradycjach rodzinnych i bożonarodzeniowych, przestawi typowe śląskie przyśpiewki śpiewane podczas wykonywania domowych czynności. Będzie można na żywo obejrzeć jak odbywało się deptanie kapusty i pranie w typowej śląskiej balii, a także jak zbijało się beczki piwne. Dla wielbicieli śląskich przysmaków od rana przewidziane będą degustacje żurku, klusek śląskich i szpajzy, a także pokazy gotowania typowych śląskich potraw. Będzie można również spróbować swoich sił w kulaniu klusek na czas lub wziąć udział w konkursie dotyczącym śląskiej kuchni. (...)
Niedziela 22 listopada to dzień dedykowany górnictwu. Od godz. 15:00 Focus Mall gościć będzie kustosza Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu, który opowie o zgromadzonych na wystawie eksponatach, a także przytoczy najciekawsze opowieści i legendy górnicze. W Focusie zagości również ekipa ratowników górniczych, która przeprowadzi pokaz akcji ratowniczej, opowie o zagrożeniach istniejących w kopalni i metodach ich zapobiegania.



Angelus docenił tłumaczy
tuWroclaw.com 2009.11.09, Magdalena Bober
Małgorzata Buchalik, Jan Stachowski, Magdalena Petryńska, Magdalena Jatowska czy Andrzej Jagodziński. Jeden z pięciu tłumaczy pozycji nominowanych do nagrody Angelusa otrzyma po raz pierwszy w historii tego konkursu nagrodę dla najlepszego tłumacza.
Nagroda Europy Środkowej Angelus jak mało która nagroda literacka w naszym kraju jest związana z pracą tłumaczy. Autorzy zgłaszani do tego wyróżnienia pochodzą z 21 krajów takich jak Albania, Austria, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Rumunia, Litwa, Macedonia czy Niemcy. Wśród 21 państw znajduje sie także Polska.
- Tłumaczę tzw. literaturę małych obszarów językowych, co znacznie ogranicza zainteresowanie wydawców. Ale z Rutą Tannenbaum było tak, że Monika Sznajderman, wiedząc, że tłumaczę Jergovicia, zaproponowała mi przekład - od tego się zaczęła przyjaźń z Jergoviciem, którego przedtem znałam wirtualnie - mówi Magdalena Petryńska, tłumaczka literatury serbskiej i chorwackiej i bośniackiej,która przełożyła nominowaną do Angelusa Rutę Tannenbaum.
(...) Fundatorem nagrody dla tłumacza jest Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Angelusa Silesiusa w Wałbrzychu.



Ulitzka tylko na tablicy?
Nowiny Raciborskie 2009.11.17, (m) Ulitzka w Ocicach? Na tablicy
Zakopiańska - taką nazwę ma nosić ulica, której pierwotnie miano w dzielnicy nadać imię Carla Ulitzki.
To boczna ulicy ks. Gadego, gdzie powstaje nowe osiedle domów. - Proponuję, by postać Carla Ulitzki uhonorować tablicą umieszczoną przy miejscowym kościele - mówi prezydent. Temat z ulicą w Ocicach pojawi się na listopadowej sesji Rady Miasta.



Odbudują zamek w Chrzelicach
BTO 2009.11.19, Krzysztof Strauchmann Zamek w Chrzelicach może zostać odbudowany
Pracownia architektoniczna OP Architekten z Warszawy zbadała ruiny zamku. Architekci, przy użyciu laserowych urządzeń, dokładnie zmierzyli wszystkie części budowli, zbadali stan stropów, ścian, murów i elementów konstrukcyjnych. Jest to niezbędne do przygotowania szczegółowego projektu zabezpieczenia ruin zamkowych, tak aby na nowo mogli tu wejść ludzie.
- Jest szansa zachowania cennych kolebkowych stropów w trzech pomieszczeniach na parterze i w trzech piwnicach - mówi Anna Orlik z fundacji Ortus, założonej przez nowych właścicieli zamku. (...)
Zamek popadł w ruinę w ciągu ostatnich 30 lat. Fundacja będzie występować do ministerstwa kultury o pomoc w sfinansowaniu prac. W pomieszczeniach ma powstać m.in. wystawa historyczna.



Dzień świętego Marcina w Śląsku
NTO 2009.11.18, Sylwia Michala, BB, TG W Kątach Opolskich obchodzono dzień świętego Marcina
W wielu miejscowościach i parafiach na Śląsku Opolskim - podobnie jak w Niemczech - żywa jest tradycja świętowania dnia św. Marcina z Tours. Od kilku lat obchody takie organizuje m.in. koło DFK z Kątów Opolskich.
Spotkanie zaczęło się późnym popołudniem w miejscowym kościele parafialnym, gdzie zgromadzeni mogli zobaczyć krótką scenkę z życia świętego Marcina: święty podzielił się połową swego płaszcza z marznącym żebrakiem.
Proboszcz, ksiądz prałat Gerard Sobotta, opowiedział o życiu św. Marcina. Następnie wszyscy przeszli ulicami wsi w pochodzie z barwnymi lampionami śpiewając piosenki o św. Marcinie. Przewodniczył im jeździec w płaszczu na koniu, który symbolizował patrona dnia.
Pochód zakończył się przy domu parafialnym, gdzie na wszystkich czekała ciepła herbata i słodkie rogaliki św. Marcina, tzw. martiny. Tradycyjnie do obchodów św. Marcina należy również pieczona gęś. Nie znalazła się ona w Kątach w karcie dań, ale każdy mógł upiec sobie przy ognisku kiełbaskę. (...)



Zasady pisowni śląskiej - wyzwania współczesności
www.raslaska.org 2009.11.17, ZAPROSZENIE
Towarzystwo Kultywowania i Promowania Śląskiej Mowy Pro Loquela Silesiana, Tôwarzistwo Piastowaniô Slónskiyj Môwy DANGA, Stowarzyszenie Przyjaciół Uniwersytetu Śląskiego mają zaszczyt zaprosić na konferencję pt. Zasady pisowni śląskiej - wyzwania współczesności, która rozpocznie się dnia 26 listopada 2009 o godzinie 15.00 w Auli Ośrodka Dydaktycznego Uniwersytetu Śląskiego na terenie kampusu w Rybniku przy ulicy Rudzkiej 13.
PROGRAM KONFERENCJI
15.00 Otwarcie konferencji - dr Zbigniew Kadłubek
15.10 Omówienie prac legislacyjnych nad nadaniem mowie śląskiej statusu języka regionalnego - poseł Marek Plura
15.20 Przedstawienie propozycji zapisu śląskiej mowy - dr Józef Kulisz
15.35 Referat Pana Mirosława Syniawy pod tytułem Standaryzacja języka-typowe problemy i sposoby ich rozwiązywania.
15.50 Referat Implementacja nowych znaków w komputerach
16.05 Przerwa na kawę
16.25 Zapis do chętnych do wyrażenia opinii na temat proponowanego zapisu, po 3 minuty
16.30 Głos w tej kwestii dla opiniujących.
17.00 Podsumowanie dyskusji i zakończenie obrad - dr Zbigniew Kadłubek.



Odnaleziono pomnik z 1918 roku
NTO 2009.11.16, Mirosław Dragon W Łowoszowie odnaleziono pomnik z 1918 roku
Pomnik z nazwiskami ofiar I wojny światowej przez kilkadziesiąt lat był zakopany w ziemi obok przedszkola. Na pomniku są nazwiska 39 mężczyzn, mieszkańców Łowoszowa poległych podczas I wojny światowej. Przez kilkadziesiąt lat (prawdopodobnie od 1945 roku) pomnik leżał zakopany w ziemi.
- Starsi ludzie opowiadali, że pomnik zakopywano pod nadzorem UB, która usuwała niemieckie ślady z tych ziem - opowiadają mieszkańcy Łowoszowa.
Pomnik odnalazł za pomocą różdżki pochodzący z Łowoszowa Piotr Stanik, zajmujący się radiestezją. Okazało się,że monument zakopano na placu przy dawnej szkole podstawowej (dzisiaj w budynku mieści się przedszkole). Pomnik został zakopany bardzo płytko, zaledwie ok. 30 centymetrów pod ziemią. (...)
O dalszych losach pomnika zdecyduje proboszcz ks. Lucjan Gembczyk. Mieszkańcy wsi chcieliby, żeby pomnik upamiętniający poległych na wojnie łowoszowian stanął na cmentarzu.



Tablica z napisem Oppelner Strasse
NTO 2009.11.14, Mirosław Dragon Działacz Mniejszości Niemieckiej z Dobrodzienia postawił tablicę z napisem Oppelner Strasse
Bernard Gaida na swój koszt zamontował obok swojego domu tabliczkę z dwujęzyczną nazwą ulicy: ulica Opolska - Oppelner Strasse.
Bernard Gaida to szef Związku Niemieckich Stowarzyszeń. Mieszka w Dobrodzieniu. Jego dom oraz rodzinna firma, produkująca akcesoria meblowe, stoi na ul. Opolskiej, przy drodze krajowej nr 46.
W ostatni poniedziałek (9 listopada) w Dobrodzieniu odsłonięto polsko-niemiecko tablice z nazwami miejscowości. Uroczystość odsłonięcia tablic zorganizowano właśnie przy ul. Opolskiej, tuż obok domu Bernarda Gaidy.
Szef Związku Niemieckich Stowarzyszeń poszedł za ciosem i po kilku dniach postawił przy drodze, na swojej posesji tablicę z polsko-niemiecką nazwą ulicy: ulica Opolska - Oppelner Strasse.
O Oppelner Strasse w Dobrodzieniu poinformowała w głównym wydaniu Wiadomości TVP1.
- Tablice stoją na prywatnej posesji, więc nie łamią prawa - oceniła burmistrz Dobrodzienia Róża Koźlik.
Postawiona samowolnie polsko-niemiecka nazwa ulicy nie wszystkim mieszkańcom Dobrodzienia się podoba, mimo iż w mieście mieszka aż 25 procent Niemców. (...)



Opolskie wypadnie na margines
Zarząd województwa przyznaje: dotknęła nas zapaść demograficzna, emigracja, brak nowych inwestycji. Niestety, problemów tych nie zauważa i nie rozwiązuje strategia rozwoju regionalnego na lata 2010-2020 przygotowana przez rząd.
Krajowa Strategia Rozwoju Regionalnego na lata 2010-2020 nie dzieli pieniędzy, nie proponuje konkretnych inwestycji. Ma jednak wskazywać kierunek, w jakim powinno iść ustawodawstwo, a za nim programy unijne i pieniądze. Kierunek wyznaczony przez projekt powoduje marginalizację Opolszczyzny.
Najprościej mówiąc, strategia zakłada bowiem Polskę dwóch prędkości rozwoju. Najpierw inwestuje się w rdzenie - lokomotywy rozwoju, czyli metropolie, a następnie one mają promieniować i dawać owoce reszcie, czyli peryferiom. Opolszczyzna znajdzie się między takimi dwiema lokomotywami: Wrocławiem i aglomeracją śląską.
Projekt zarządowi województwa opolskiego przedstawiła minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska. Nie zyskał akceptacji. Mimo, że minister obiecała odrzucenie podziału na: Warszawę, 9 metropolii i resztę, czyli m.in. Opole. Zarząd wskazał m.in. na brak pomysłu dla ośrodków nie zaliczanych do metropolitalnych, w tym Opola.
Władze województwa chcą też pieniędzy centralnych na walkę z problemami. A największymi na Opolszczyźnie są: zapaść demograficzna, emigracja, brak inwestycji. Do tego trzeba dodać słabość opolskich uczelni, a także Opola jako aglomeracji. Jako region położony między Wrocławiem i aglomeracją śląską jesteśmy skazani na porażkę. Co gorsza, projekt KSRR, który poddawany jest właśnie konsultacjom, idzie w kierunku podtrzymania, a nawet pogłębienia tych niekorzystnych dla Opolszczyzny tendencji. (...)



20. rocznica Myszy Pojednania
NTO 2009.11.12, 12 listopada 1989 - wspomnienie Mszy Pojednania Polaków i Niemców
Msza Pojednania w Krzyżowej 12 listopada 1989 z udziałem Helmuta Kohla i Tadeusza Mazowieckiego przyniosła mniejszości nadzieję na legalne istnienie.
Ten zimny i słotny listopadowy dzień po 20 latach może się wydawać jednym z najgorętszych w dziejach Polaków i Niemców.
Nie byłoby tego przełomu bez inicjatywy i odwagi opolskiego biskupa Alfonsa Nossola, który zaprosił Helmuta Kohla - przybywającego z wizytą do wychodzącej z komunizmu Polski - na mszę świętą.
Pierwszy pomysł był taki, by obaj premierzy przyjechali na Eucharystię w języku serca na Górę św. Anny. Premier Tadeusz Mazowiecki odradzał jednak to miejsce. Uważał, że na taką uroczystość w miejscu, gdzie spotykają się różne historyczne pamięci i wrażliwości, jest jeszcze zbyt wcześnie.
I wtedy wybór padł na Krzyżową. Miejsce szczególne - naznaczone działalnością Helmuta Jamesa von Moltke i Kręgu Krzyżowa, grupy opozycjonistów szukających dla powojennych Niemiec nowej drogi, w duchu Ewangelii i w absolutnym sprzeciwie wobec faszyzmu.
- Do Krzyżowej przyjechałem razem z drem Stefanem Olszówką, lekarzem z Reńskiej Wsi - wspomina po latach Joachim Niemann, od początku zaangażowany w działalność mniejszościową. - Muszę powiedzieć szczerze, że mieliśmy niezłego stracha. A im bliżej celu był on większy. Zastanowialiśmy się w duchu, czy nam tu aby nie przyleją. Nastroju nie poprawiało też otoczenie. Krzyżowa nie prezentowała się wtedy jak dziś. Była niemal ruiną.
Jeśli ktoś się bał, jego strach musiał się zmniejszyć w trakcie kazania biskupa Nossola. Wygłoszony najpierw po polsku, a potem po niemiecku tekst tchnął duchem Ewangelii. Biskup nie ukrywał ciężaru wspólnej historii, ani zbrodni dokonanych przez nazistów. Podkreślał, że nikt nie może oczekiwać zapomnienia tego, co się zdarzyło, ale też przypominał, że pamiętając można i należy przebaczyć, skoro odmawia się co dzień słowa: I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom.
A potem - przed Komunią - obaj premierzy objęli się mocno i przekazali sobie znak pokoju. Ten gest przeszedł do historii.
- Bardzo się wzruszyłem, kiedy oni się objęli - przyznaje Joachim Niemann. - Wtedy strach ustąpił. Pomyślałem wtedy, że jesteśmy na dobrej drodze do wolności, także dla powstającej wtedy spontanicznie mniejszości niemieckiej. (...)



Związek Śląskich Rolników w Bawarii
2009.11.10, Krzysztof Ogiolda, Członkowie Związku Śląskich Rolników wyjechali na kurs do ośrodka w Almesbach
Członkowie Związku Śląskich Rolników wyjechali na kurs do ośrodka w Almesbach. Zdobyte tam doświadczenia wykorzystają po powrocie w swoich gospodarstwach. Ośrodek szkoleniowy, w którym będą się uczyć opolscy rolnicy, leży w Bawarii, tuż obok czeskiej granicy.
- Organizatorzy wiedzą - mówi Bernard Dembczak, prezes Związku Śląskich Rolników - że na takie szkolenie jeżdzą sami producenci mleka, specjaliści. Więc kładą nacisk przede wszystkim na praktykę.
Tylko tam możemy doświadczalnie sprawdzić, jak bydło przyswoiło paszę i dowiedzieć się dokładnie które cząstki zostały strawione, a które nie. Albo sprawdzanie wentylacji w oborze odbywa się w ten sposób, że armatka tłoczy do obory dym, więc widać, jak on się potem rozchodzi.
Na seminarium razem z Bernardem Dembczakiem jedzie Krzysztof Szewior. Był już w Almesbach, ale to nic.
- Bo tam można zobaczyć różne techniczne nowinki - mówi pan Krzysztof, który hoduje 26 krów mlecznych, a w sumie ma 45 sztuk bydła i 40 - hektarów po uprawę. - Pierwszy raz zobaczyłem tu robota, który doi krowy zupełnie sam, bez obsługi. W Polsce mamy może jedną albo dwie sztuki takiego sprzętu.
Robot kosztuje 120 tys. euro. Pan Krzysztof przyznaje, że bardzo chciałby mieć takie cudo w gospodarstwie, ale na razie skończy się na marzeniach. - Może w przyszłości - mówi - jak się opłacalność u nas poprawi. (...)
Do Związku Śląskich Rolników należy tysiąc osób, a właściwie tysiąc gospodarstw, bo zwykle organizacja obejmuje całą rodzinę.
- Od 7 lat liczba naszych członków nie spada - cieszy się Bernard Dembczak. - A to już sukces, bo przecież rolników ubywa.
Czym Związek przyciąga swoich członków?
Proponuje mnóstwo szkoleń i kursów, nie tylko związanych z uprawą czy hodowlą. Na przykład strzałem w dziesiątkę okazało się szkolenie prowadzone przez policjantów na temat prawa i bezpieczeństwa na wsi. No i wyjazdy na Zielony Tydzień do Berlina, ale i na Ukrainę czy Białoruś. Bo uczyć się można od wszystkich. (...)
Poza edukacją Związek pomaga zwiększyć opłacalność na wsi. Więc wspiera przy zakładaniu gospodarstw agroturystycznych i promuje śląski kołocz jako produkt regionalny.
- No i podtrzymujemy tradycję - dodaje Klaudia Kluczniok - upowszechniamy zwyczaje, obrzędy dożynkowe, stroje śląskie itp. Dwie publikacje na ten temat ukażą się lada dzień.



Bez Śląska II RP nie stanęłaby na nogi
Dziennik Zachodni 2009.11.11, Trzeba mówić wyraźnie: bez Górnego Śląska nigdy II Rzeczpospolita nie stanęłaby na nogi
Z doktorem Piotrem Greinerem, historykiem, dyrektorem Archiwum Państwowego w Katowicach, rozmawia Agata Pustułka
Czy 11 listopada 1918 roku był ważnym dniem dla Ślązaków?
Ślązacy to mało precyzyjne określenie. Żywioł ten podzielony był na kilka opcji. Mamy więc Ślązaków prononiemieckich, propolskich i neutralnych. Dla tych propolskich było to święto narodowe, a może nawet więcej niż narodowe święto, bo także święto śląskie. Bez 11 listopada nie byłoby przecież przyłączenia Śląska do niepodległego państwa polskiego. Uroczystości rocznicowe w okresie międzywojennym, i to nie tylko za rządów wojewody Michała Grażyńskiego, miały niezwykle podniosły i autentyczny charakter. Nie były wymuszane. Do dzisiaj dotrwało wiele materialnych dowodów na to, choćby w postaci fotografii. Bije z nich spontaniczność, jakże różna od śmiertelnie nadętych i nudnych obchodów w ostatnich dwudziestu latach.
Rok 1918 w historii Śląska zaznaczył się potężnym kryzysem finansowym i gospodarczym?
Był to okres leczenia ran po I wojnie światowej. Gospodarka Niemiec załamała się i przeżywała niezwykle trudne chwile, bo trzeba było przestawić przemysł z tego ukierunkowanego na potrzeby wojenne, na ten, który miał służyć pokojowi, rozwojowi. Można w tym okresie mówić nawet o śląskiej biedzie. Był to czas, gdy podstawowe artykuły wydzielano na kartki, a na sklepowych półkach królowały ersatze, czyli produkty udające mięso, wędliny. Warto wspomnieć, że w czasie wojny produkowano nawet papierową bieliznę! Swoje znaczenie dla rozwoju sytuacji gospodarczej miał też powrót kombatantów, dla których trzeba było znaleźć miejsce na rynku pracy. Biorąc pod uwagę te wszystkie okoliczności trzeba powiedzieć, że w pewnym stopniu powstania śląskie były buntem klasy robotniczej, buntem, który, jak widać, miał mocne podstawy ekonomiczne.
Czy mogło dojść na Śląsku do powtórki rewolucji październikowej?
Nastroje wśród robotników były radykalne, wręcz rewolucyjne, ale o wystąpieniach takich jak w Rosji nie mogło być mowy. Warto jednak dodać, że w 1919 roku, w czasie I powstania śląskiego, niezwykle istotne były postulaty związane z poprawą warunków pracy.
Czy odzyskanie niepodległości przez Polskę obudziło nadzieje wśród mieszkańców Górnego Śląska?
I to głównie wśród ludności upośledzonej społecznie, biedniejszej, skazanej na powojenną wegetację. W większości byli to robotnicy i chłopi.
Chce pan powiedzieć, że do Polski lgnęli tylko ci skazani na klęskę, gorsi?
No cóż, elita śląska, nastawiona propolsko, była niewielka, ale bardzo wpływowa i aktywna. To właśnie ona, na czele z Wojciechem Korfantym, doprowadziła do wybuchu powstań, choć warto dodać, że Grażyński i jego powstańcza Grupa Wschód traktowali Korfantego jak pół-Polaka, pół-Niemca. Nie dowierzali mu. Stąd późniejszy ogromny konflikt między tymi wielkimi indywidualnościami.
Te podziały wśród Ślązaków musiały w sposób tragiczny odbijać się także na zwykłych rodzinach?
Nie należały do rzadkości przypadki, gdy wśród członków tej samej rodziny byli żołnierze Powstańczej Organizacji Wojskowej, walczący po polskiej stronie, i zwolennicy Niemiec z Selbschutzu. (...)
Zwykło się jednak powtarzać, że Józef Piłsudski z pogardą traktował kresy zachodnie Polski, a więc Górny Śląsk?
To nieprawda, to wielkie nadużycie! Po prostu z większym sentymentem traktował kresy wschodnie. Bez polskiego skrawka Śląska II Rzeczpospolita nie stanęłaby tak szybko na nogi. Aż 80 proc. eksportu stanowiły surowce wydobywane na Górnym Śląsku. Marszałek świetnie zdawał sobie z tego sprawę.
Na ile z perspektywy minionego czasu oraz badań historycznych można ocenić możliwość utworzenia Republiki Górnośląskiej, do czego w okresie przesilenia po I wojnie światowej dążyły dość aktywne grupy separatystów?
Koncepcja ta przewinęła się przez polityczne salony, a była forsowana przede wszystkim przez górnośląskich finansistów, którzy upatrywali w tym szansę dla pomnożenia własnych majątków. Była to tak zwana trzecia opcja. Już wtedy jednak skazana na klęskę, bo przyszłość Śląska mogła być rozstrzygnięta jedynie pomiędzy Polską a Niemcami, co też się stało. Mocarstwa zresztą uniemożliwiły mieszkańcom Górnego Śląska inny wybór i pytanie dotyczące trzeciej drogi nie znalazło się wśród pytań plebiscytowych. (...)



Głosujcie na śląskie sukcesy 20-lecia
Echo Miasta 2009.11.09, Wioleta Niziołek
Tylko do końca listopada potrwa plebiscyt na Sto Sukcesów Wolnej Polski. Głosując mamy szansę wypromować sukcesy naszego regionu.
W internecie trwa plebiscyt na Sto Sukcesów Wolnej Polski, a ich lista ma być prezentowana w czasie przyszłorocznych Targów EXPO 2010 w Szanghaju. Każdy region mógł zgłosić po 10 kandydatur Sukcesów Regionu w trzech kategoriach: człowiek, dzieło i otoczenie. To element projektu www.20latrp.pl, który wymyślili Witold Bereś, Tomasz Janowski i Artur Więcek Baron.
Kaliber 44 I Jerzy Gorzelik
- Projekt ma charakter apolityczny, lokalny. Chcemy, żeby ludzie sami pokazali z kogo i z czego w swoim regionie są najbardziej dumni - mówi Tomasz Janowski, menadżer projektu.
Propozycje nominacji zgłaszały samorządy, ale też np. internauci. Właśnie dzięki internautom do zestawienia największych dzieł trafiły na przykład dokonania śląskich grup hip-hopowych, Kalibra 44 i Paktofoniki. Są tu też wydarzenia kulturalne jak Off Festival i koncert U2, uczelnie - Uniwersytet Śląski i Politechnika Śląska czy Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu.
Młodzi lubią RAŚ i OFF
Z nominacji możemy być dumni, gorzej z frekwencją w głosowaniu. - Zaczęliście kiepsko - przyznaje Janowski. - Na koniec października śląskie było na 7. miejscu, ale ostatnio przesunęło się na miejsce 5. To dlatego, że sami kandydaci się promują - dodaje.
Najlepiej promocja idzie chyba Ruchowi Autonomii Śląska, który do głosowania zachęca między innymi na swojej stronie internetowej. I są efekty. Pierwsze miejsce w kategorii człowiek ma jak na razie Jerzy Gorzelik, szef RAŚ. Kolejne miejsca należą do Kazimierza Kutza, Wojciecha Kilara, Adama Małysza, prof. Zbigniewa Religi, Ryszarda Riedla, Jerzego Dudka, Jerzego Pilcha, Jerzego Buzka i Otylii Jędrzejczak.
RAŚ jest też na pierwszym miejscu w kategorii dzieło.
- Internet to jest medium, którego używają młodzi ludzie, wydaje się więc, że nasze działania zyskują akceptację młodego pokolenia, które nie jest obciążone spuścizną PRL-u. To już nie jest śląskość pokorna i spolegliwa, polegająca na filozofii trawy, która się pochyli jak wiatr zawieje - ocenia Jerzy Gorzelik. Warto też głosować na budynki i kreacje, a śląska lista jest wyjątkowo imponująca. Możemy być dumni m.in. z Centrum Nauki i Edukacji Muzycznej Symfonia w Katowicach, galerii Design Alive w Cieszynie czy Skansenu Górniczego Królowa Luiza w Zabrzu.
(...) Echo Miasta objęło plebiscyt swoim patronatem. Głosujcie na stronie www.20latrp.pl.



5-metrowa lampka nocna
PAP 2009.11.07, Przy głównej ulicy Gliwic stanęła 5-metrowa lampka nocna
Blisko 5-metrowej wysokości latarnia, przypominająca lampkę nocną, rozbłysła w sobotę po południu przy reprezentacyjnej arterii Gliwic, ulicy Zwycięstwa. Zmieniające się barwy jej światła mają wskazywać aktualną temperaturę powietrza, a ławeczka u podstawy służyć może odpoczynkowi przechodniów.
Władze miasta, które zaakceptowały inicjatywę regionalnego dystrybutora energii elektrycznej ustawienia lampki na skwerze w centralnym punkcie miasta, w pobliżu dworca kolejowego, wskazują, że to ciekawy pomysł, mogący przyciągać uwagę tak mieszkańców, jak i turystów.
- To ciekawostka w dobrym miejscu Gliwic, więc myślę że ludzie będą tu chętnie siadali i odpoczywali, tym bardziej że jest blisko przystanku - powiedział podczas prezydent Gliwic, Zygmunt Frankiewicz.
Przypominającą drewnianą nocną lampkę latarnię zaprojektowała Marlena Pardel z katowickiej Akademii Sztuk Pięknych. Podstawę, będącą jednocześnie okrągłą niską ławką, zbudowano ze szlachetnego drewna kwila z gatunku Intsia bijuga (zwanego także: ipil lub merbau). Klosz lampki wykonano z półprzezroczystego białego materiału rozpraszającego światło z zainstalowanych pod nim prawie
800 jednowatowych diod.
Barwa światła ma zależeć od pogody: w upały ma być fioletowa, w mroźne dni pomarańczowa. Lampka może też świecić na niebiesko, czerwono i zielono. Sama ławeczka została podświetlona na biało.
Uruchomieniu lampki towarzyszył happening związany z zakopaniem obok jej podstawy - z inicjatywy regionalnego dodatku Gazety Wyborczej - kapsuły czasu
ze specjalnym wydaniem zawierającym wizje Gliwic za 100 lat autorstwa czytelników. Nad wmurowaną pod nawierzchnię metalową tubą umieszczono tabliczkę: Otworzyć w roku 2109. (...)



Odznaczono Ruch Regionalistyczny
Gazeta Wrocławska, 2009.11.06, Maciek Raińczuk Odznaczono członków Ruchu Regionalistycznego
Znawcy i miłośnicy regionu zachwycający się historią swojej małej ojczyzny oraz ci, działający na rzecz jego upamiętnienia spotkali się w piątek na Dolnośląskim Spotkaniu Liderów Ruchu Regionalistycznego.
W Dolnośląskiej Bibliotece Pedagogicznej zgromadzeni rozmawiali na temat kształtowania tożsamości narodowej i regionalnej. Wymienili się również spostrzeżeniami i opiniami po VI Kongresie Kultury Polskiej, którego celem było pogłębienie refleksji nad miejscem, rolą i perspektywami dla kultury polskiej w dwadzieścia lat od przełomu ustrojowego.
W trakcie spotkania wicewojewoda Zdzisław Średniawski uhonorował odznaczeniami najbardziej zasłużonych dla regionalizmu i dla edukacji regionalnej na Dolnym Śląsku. Wręczył trzy Medale Zasłużony Kulturze Gloria Artis m.in profesorowi Mirosławowi Przyłęckiemu, który przez 15 lat sprawował funkcję wojewódzkiego konserwatora zabytków, a przez 30 lat dzielił się swoją wiedzą z architektury jako nauczyciel akademicki. Przyczynił się do wydania ponad 200 monografii przez Ruch Regionalistyczny.
Wicewojewoda wręczył również sześć Medali Komisji Edukacji Narodowej. Uhonorowany został między innymi ks. prof. dr hab. Józef Swastek, wykładowca Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu i autor licznych publikacji z zakresu historii regionu. (...)



Kuchnia śląsko-czesko-meksykańska
NTO 2009.11.05, Mariusz Jarzombek Meksykańsko-czesko-polskie gotowanie w Opolu
Blisko tysiąc klusek śląskich, cztery pieczenie z karczku ze słoniną i wielki gar zupy pomidorowej ugotowali wspólnie z kolegami ze szkół gastronomicznych z Meksyku i Czech uczniowie Zespołu Szkół Zawodowych w Opolu.
Na tym jednak nie skończyło się wielkie gotowanie.
- Wszystkiego najlepiej uczyć się w praktyce a wspólne gotowanie jest chyba najprzyjemniejsze - powiedział nto Nacho Fuentes, nauczyciel młodych kucharzy z Ameryki Południowej, którzy w ramach imprezy pt. Kulinaria Trzech Narodów zaproponowali z pikantne placki tacos, copes, nadziewane pastą z fasoli i boczku empenadas i zupę helpeno z chilli.
Z kolei młodzi kucharze z czeskiego Jesenika pokazali przy tej okazji jak robi się tradycyjne knedliki, pieczeń wołową z sosem warzywnym, zupę czosnkową i deser złożony z racuchów, bitej kwaśnej śmietany i sosu z owoców leśnych. (...)
Na koniec jednodniowej imprezy odbyła się wielka degustacja. W czasie, kiedy starsza, licealna młodzież gotowała, 400 gimnazjalistów z całego województwa przyglądał się pracom, część z nich mogło nauczyć się składania serwetek, nakrywania, zasad zachowania się przy stole, a także tworzenia ozdobnych rzeźb z owoców.



Paczków zrobił furorę w Zabrzu
NTO 2009.11.05, Klaudia Bochenek Unikalna kolekcja Muzeum Gazownictwa w Paczkowie zrobiła furorę na targach techniki w Zabrzu
Unikalna kolekcja Muzeum Gazownictwa w Paczkowie zrobiła furorę na targach techniki w Zabrzu. Ekspozycję uznano za najciekawszą na Międzynarodowych Targach Turystyki Dziedzictwa Przemysłowego i Turystyki Podziemnej w Zabrzu.
- Ponad 100-letnie junkersy to tylko niektóre z naszych eksponatów - reklamuje muzeum jego kustosz Adam Król.
- Okazaliśmy się lepsi nawet od muzeum papiernictwa, chleba, węgla, pożarnictwa i całej masy innych stoisk z technicznymi eksponatami - cieszy się Adam Król, kustosz Muzeum Gazownictwa w Paczkowie, które pod koniec listopada obchodzić będzie swoje 107. urodziny, a które niedawno wzięło udział w I Międzynarodowych Targach Turystyki Dziedzictwa Przemysłowego i Turystyki Podziemnej w Zabrzu.
Pojechali i od razu odnieśli sukces: - Nie mogliśmy się opędzić od zwiedzających - śmieje się Król. - Wszyscy koniecznie chcieli wiedzieć, gdzie ten Paczków i skąd mamy tyle eksponatów.
A kolekcja faktycznie jest imponująca. Samych gazomierzy muzeum ma przeszło 600, mnóstwo gazowych lamp i kinkietów, kuchenek, żelazka, lokówki, suszarki, silniki gazowe, junkersy, a nawet lodówkę i pralkę na gaz. Znaczna cześć eksponatów, których w zbiorach jest przeszło 3 tysiące, jest nadal sprawna technicznie.
- Na targach mieliśmy ze sobą skromne wyposażenie, ale za to ciekawe. Zabraliśmy nawet piec, który ponad sto lat temu ogrzewał gazem paczkowski kościół - tłumaczy kustosz paczkowskiego muzeum. - Ciepło wprawdzie marne dawał, gazu sporo ciągnął i był mało ekologiczny, ale za to jak wygląda!
- Byłem w podobnym muzeum w Pradze, ale tamte eksponaty są podmalowane i wyglądają, jakby były wyprodukowane wczoraj - mówi kustosz. - A przecież wtedy tracą cały swój urok...
(...) Zdarza się, że sami mieszkańcy powiatu i okolic nie maja pojęcia, że przy ul. Pocztowej w Paczkowie można zobaczyć taki kawał gazowej historii...



Śląska - prestiżowa ulica Wrocławia
tuWroclaw.com, 2009.11.04, autor: Piotr Kolisko Piłka nożna: Ulica Śląska
Czy ulica przy, której budowany jest nowy stadion we Wrocławiu powinna nosić nazwę ulicy Śląskiej?
Klub Śląsk Wrocław wraz ze Stowarzyszeniem Kibiców Wielki Śląsk postuluje by ulica przy, której stanie nowy stadion na wrocławskich Maślicach nosiła nazwę Śląska. Spółka odpowiedzialna za budowę wrocławskiego stadionu, który ma być areną zmagań piłkarzy podczas Mistrzostw Europy w 2012 roku, ogłosiła konkurs na nazwę ulicy stąd też propozycja Wielkiego Śląska.
Według działaczy i Stowarzyszenia taka nazwa nawiązywałaby nie tylko do wrocławskiego klubu ale też do regionu i jego bogatych tradycji. Ostateczną decyzję na temat nazwy ulicy podejmie komisja konkursowa, która swoją opinię w znacznym stopniu uzależnia też od woli wrocławian. Urzędnicy na maile w tej sprawie nazwy ulicy czekają do 15 listopada.
By zabrać głos w tak ważnej dla wszystkich fanów WKS-u kwestii, wystarczy wysłać wiadomość na adres mailowy: beu@um.wroc.pl w temacie wpisując słowo KONKURS, a w treści podając nazwę: ULICA ŚLĄSKA. (...)



Wieczór Trzech Kultur
www.raslaska.org, 2009.11.03
Ruch Autonomii Śląska Mysłowice oraz Muzeum Miasta Mysłowice zapraszają na Wieczór Trzech Kultur, który odbędzie się 5 listopada 2009 r. o godz. 17:00 w Muzeum Miasta Mysłowice. Gościem spotkania będzie dr Jerzy Gorzelik, który wygłosi wykład pt.: Wielokulturowość istotą śląskiej tożsamości.
Miejsce: Muzeum Miasta Mysłowice, ul. Stadionowa 7, Mysłowice.



Tajemnice Wrocławia dla obcokrajowców
tuWroclaw.com 2009.11.02, Magdalena Bober Tajemnice Wrocławia dostępne dla obcokrajowców
Wrocławskie Stowarzyszenie Multimedialne stworzyło niestandardowy przewodnik miejski prezentujący zagranicznym turystom najciekawsze zakątki Wrocławia z perspektywy jego mieszkańców.
Projekt skierowany jest do osób, które poszukują niecodziennych wrażeń, unikają sztampowych wycieczek, a typowe przewodniki nie zaspokajają ich potrzeb - mówi Jakub Mazurkiewicz z Wrocławskiego Stowarzyszenia Multimedialnego.
Dzięki mapce turyści spoza Polski mogą poczuć się jak mieszkańcy Wrocławia, uzyskując dostęp do kultowych miejsc, znanych wyłącznie autochtonom. Oprócz najbardziej charakterystycznych zabytków stolicy Dolnego Śląska, w publikacji można znaleźć rekomendacje wrocławskich artystów, animatorów lokalnej kultury. (...)
Przewodnik prezentuje kilka tras tematycznych. Można zrobić offowe zakupy, wyruszyć szlakiem piwnym, poszukać śladów filmów kręconych we Wrocławiu, przenieść się w lata 70. za sprawą perełek ówczesnej architektury czy odkryć skarby modernizmu.
Obcokrajowcy znajdą także patenty, czyli informacje o tutejszych zwyczajach, które dla osób z innych krajów mogą nie być oczywiste.
Wydawnictwo będzie dystrybuowane w klubach, instytucjach kultury, hostelach, hotelach, punktach informacji turystycznej. Mapa jest dostępna w wersji elektronicznej, do pobrania na stronie www.wsm.wroclaw.pl i tam również znajdzie się niebawem lista miejsc, gdzie będzie dostępna dla podróżnych.
Projekt został sfinansowany przez Biuro Promocji Miasta.



Niezwykły grób na Górnym Śląsku
NTO 2009.11.01, KS, Arti, Mir, MD, Drat Niezwykłe groby na Opolszczyźnie
Czasem kilka zdawkowych słów na nagrobku skrywa historię, która nie zmieści się na żadnej tablicy, ale tkwi w pamięci ludzi. O takich niezwykłych opolskich grobach chcemy wam tu opowiedzieć.
Ten grób znajdziecie na przełęczy pod Zamkową Górą w Górach Opawskich (508 metrów nad poziomem morza).
Znajdziecie go na przełęczy pod Zamkową Górą w Górach Opawskich (508 metrów nad poziomem morza).
To najwyżej położony i chyba najbardziej tajemniczy grób na terenie Opolszczyzny. Leży zaledwie pół metra od granicy polsko-czeskiej, w miejscu, gdzie zbiegają się granice trzech miejscowości: Pokrzywnej, Jarnołtówka i czeskiego Janova.
Na takiej ziemi niczyjej zawsze chowano wisielców albo społecznych wyrzutków. Według niemieckiej jeszcze legendy w Jarnołtówku żyła kiedyś samotna starsza kobieta, stroniąca od ludzi. Większość czasu spędzała w lesie na zbieraniu ziół i runa. Sąsiedzi posądzili ją o czary, zadawanie uroków i skutecznie uprzykrzyli jej życie. Według legendy nieszczęśliwa kobieta powiesiła się w lesie, u zbiegu trzech granic, na drzewie, które rosło na gruncie Pokrzywnej, ale gałęzie miało po stronie Janova.
Dlatego żadna z wiosek nie czuła się w obowiązku, aby pochować samobójczynię. W końcu grób dla czarownicy wykopał myśliwy, który znalazł w lesie jej ciało. Na grobie położył duży kawał skały kwarcytowej, żeby potępiona dusza nie wydostała się z ziemi. (...)



Marny kompromis zamiast prawdy
TVS, 2009.10.30, Marta Paluch Tablice niezgody w Świętochłowicach
Prawda o zagładzie rozmieniona na trzy języki w Świętochłowicach, bo gdy pamięć tamtejszego obozu Zgoda wreszcie przybrała postać trzech kamiennych tablic, to i mur sprzeciwu szybko zbudowano i kamienną erratę rzeźbić nakazano, bo kamień choć trwały, to podobno nieścisłą treść zawiera.
Bolesne wspomnienia często wywołują łzy. Byli więźniowie obozu w Świętochłowicach wspominają, że czas w nim spędzony był koszmarem. - Tu ludzie niewinni siedzieli... Tego się nie da opowiedzieć - mówi ze łzami w oczach Irma Lipińska, była więźniarka obozu. Ale wreszcie zostało napisane.
Dziś odsłonięto tablice, które upamiętniają ofiary świętochłowickiego obozu. Tablice, o które spór toczył się kilka lat. - Zostały przesłane do pana Przewoźnika, który zamiast tekst zaopiniować, ułożył swój tekst, który po protu był bardzo konfliktowy, bo mówił po prostu o obozie dla kolaborantów - stwierdza Andrzej Roczniok ze Związku Ludności Narodowości Śląskiej. (...)
Według ofiar na tablicy powinny się znaleźć informacje na temat tego, kto był komendantem obozu i co się z nim stało. I to znalazło się w pierwszej wersji tablicy przez nich ufundowanej. Dlatego teraz jednym tchem wyliczają wady obecnej. - Trzeba było napisać ostrzej, szerzej, a tu zawarto taki kompromis. Nie jest to wszystko. Miały powstać takie tablice objaśniające szerzej - denerwuje się Paweł Nowok, który pomaga rodzinom ofiar.
Jak zapewniają władze Świętochłowic, takie tablice powstaną, jak będą fundusze. - Trzeba poczekać, trzeba dopracować, muszą ją zanalizować historycy, żeby te treści, które tam były przekazane też nie drażniły nikogo - wyjaśnia Roman Penkała, rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego w Świętochłowicach.
Prawda historyczna nie może drażnić. Ani naginać się zależnie od okoliczności - podkreśla profesor Zygmunt Woźniczka. - Jest to przykład interpretacji, bardzo złej, który przeinacza historię, i który więcej szkodzi niż robi pożytku, ponieważ nie sprzyja pojednaniu polsko-niemieckiemu - uważa historyk.
Nie zgoda, a kompromis - tego symbolem są dziś tablice w Zgodzie. I nikt zdaje się nie pamiętać, że prawda kompromisów nie znosi.



Szlak Czarownic w Nysie
NTO, 2009.10.29, Klaudia Bochenek Nysanie podążają Szlakiem Czarownic. Kontrowersyjna wystawa otwarta
Kamienie hańby, żelazna dziewica, halabarda, zakute w dyby kobiety - to tylko niektóre eksponaty kontrowersyjnej wystawy, upamiętniającej mroczne dzieje średniowiecznego księstwa nyskiego.
Wstrząsające! Wierzyć się nie chce, że to prawda - przyznaje pani Kazimiera z Nysy, która nowootwartą wystawę obejrzała z zainteresowaniem, ale też przerażeniem.
Podobnie zresztą jak pozostali mieszkańcy, którzy stawili się we wtorek w nyskim muzeum. Były okrzyki przerażenia, kręcenie z niedowierzaniem głową. - Włosy stają dęba, jak na to patrzę - przyznaje sam komendant nyskiej policji Józef Barcik. - Dobrze, że czasy się zmieniły i dzisiaj mamy bardziej cywilizowane metody rozmowy z podejrzanymi...
W dwóch muzealnych komnatach, z których jedna robi za celę, można obejrzeć najbardziej wymyślne narzędzia tortur używane w czasie tzw. polowań na czarownice. A raczej ich wierne repliki. Jest zatem krzesło naszpikowane gwoździami, miecz, halabarda, żelazna dziewica, kamienie hańby albo... zając hiszpański:
- To taka kolczatka nawinięta na wałek, którym wiedźmy głaskane były po plecach - tłumaczy Piotr Malarz, pracownik nyskiego muzeum i artysta, który własnoręcznie wykonał najważniejsze eksponaty, czyli same czarownice. Ci, którzy je już widzieli, mówią, że wyglądają bardzo realistycznie.
Wystawa Szlakiem Czarownic wzbudza mieszane uczucia. - Od początku nie byłem do tego projektu przekonany - przyznaje Mirosław Aranowicz, przewodniczący rady powiatu, który rok temu podczas sesji głosował nawet przeciwko realizacji tego pomysłu. - No ale dzisiaj wiem, że można doszukać się pozytywnych stron. (...)
Cały projekt Szlakiem Czarownic realizowany był wspólnie z Czechami, którzy po swojej stronie również wytyczyli szlaki i zrobili wystawę. Całość kosztowała bez mała 400 tys. euro, przy czym 85 procent kwoty dołożyła Unia.



Kutz myśli o Księstwie Śląskim
Dziennik Zachodni 2009.20.28, Justyna Przybytek Kazimierz Kutz doceniony przez Luksemburczyków
Kazimierz Kutz od wczoraj może chwalić się Orderem Zasługi Wielkiego Księstwa Luksemburga.
- Dostrzegamy wiele podobieństw między Śląskiem a Luksemburgiem. Tu są problemy, z którymi Luksemburg musiał radzić sobie w przeszłości - między innymi chodzi o społeczeństwo, które musi odnaleźć się w postindustrialnej rzeczywistości. Kazimierz Kutz, to artysta, który pokazuje właśnie ludzi radzących sobie z takimi problemami. Śląsk może być dumny, że ma Kazimierza Kutza, najbardziej znanego obywatela Śląska na świecie - mówił wczoraj Ronald Dofing, ambasador Luksemburga w Polsce.
- Czuję wzruszenie i zdumienie tym wyróżnieniem. Myślę, że ma wymiar symboliczny i będzie moim natchnieniem, żeby poważnie myśleć o Wielkim Księstwie Śląskim - żartował Kutz. - Mogę tylko wznieść okrzyk Niech żyje i rozwija się Wielkie Księstwo Luksemburga.
Sam order ma wymiar prestiżowy. - Takiego w zielonej obwódce jeszcze nie miałem - oceniał Kutz. Przed nim podobny otrzymało zaledwie dwóch Polaków. We wrześniu tego roku wręczono go Krzysztofowi Pendereckiemu, a wcześniej Jackowi Jonakowi (przed uruchomieniem ambasady Luksemburga był honorowym konsulem Wielkiego Księstwa Luksemburga w Polsce).
- Ambasador zawnioskował także o odznaczenie orderem Andrzeja Wajdy - zapowiada Katarzyna Stanczew z ambasady Księstwa Luksemburga. (...)



Ślązacy w Wehrmachcie
Dziennik Zachodni 2009.10.25, Adrian Ołdak Film o Ślązakach w niemieckim wojsku
Piętno, że miałem ojca w Wehrmachcie i się do tego przyznawałem, mało tego, otaczałem go pamięcią, wytykano mi przez wiele lat - mówi Alojzy Lysko, bohater filmu pt. Dzieci Wehrmachtu warszawskiego reżysera Mariusza Malinowskiego.
Premiera obrazu wyprodukowanego przez Wytwórnię Filmową Czołówka i TVN Discovery Historia (przy koprodukcji Silesia Film) zaplanowana jest na styczeń przyszłego roku. W czwartek wieczorem obejrzeli go mieszkańcy Bojszów (pow. bieruńsko-lędziński), o których film opowiada.
Z tej małej śląskiej wsi do Wehrmachtu trafiło około 400 mężczyzn, z wojny nie wróciło 100. W gronie poległych był także urodzony w 1912 roku Alojzy Lysko, ojciec narratora filmu, także Alojzego. Materiał opowiada o poszukiwaniu jego grobu. - Gdy dwa lata temu przystępowaliśmy do przedsięwzięcia, mieliśmy plan, że będziemy tego grobu szukać, ale nie wiedzieliśmy, czy się uda go znaleźć - mówi Mariusz Malinowski.
Udało się. Rok temu w miejscowości Krupskoje na Ukrainie. W finałowej scenie filmu Alojzy Lysko, syn, składa kwiaty na grobie ojca. Na twarzy dojrzałego, liczącego ponad 60 lat mężczyzny, pojawiają się łzy. Ojca, którego w 1944 roku zabrała mu wojna, nie pamięta, ale poszukiwanie miejsca jego pochówku stanowiło treść życia. Oprócz opowieści Lyski (kamera towarzyszy mu w Niemczech, Włoszech i na Ukrainie) film zwiera dziesiątki dramatycznych relacji Ślązaków wcielonych do wojska niemieckiego. - Było nas wtedy 162. Gdy spotkaliśmy się z czołgami, na ot-wartej przestrzeni, to nas zostało tylko dwóch - wspomina przeżycia z frontu wschodniego Augustyn Stolarski. Na ekranie wiekowi już ludzie opowiadają, że strzelali do innych, żeby przeżyć. To bardzo osobiste wyznania.
Mariusz Malinowski przyznaje, że zrobił ten film, by Polska dowiedziała się, że przymusowa służba w Wehrmachcie była doświadczeniem wielu ludzi, którzy nie byli Niemcami. Oblicza, że w Polsce około 3,5 mln ludzi może mieć krewnych, którzy się o nią otarli. Chodzi o Ślązaków, Kaszubów, ale także Wielkopolan. Prof. Ryszard Kaczmarek z Uniwersytetu Śląskiego tłumaczy w filmie, że na Śląsku nie było wyboru. Volksdeutschem zostawało się nie z własnej woli, ale z decyzji niemieckiego urzędnika. Na dawnym pruskim Śląsku na Volkslistę wpisało się 90 proc. ludności. Do wojska trafiło 300 tys. mężczyzn. Alternatywy nie było. Tym bardziej w Bojszowach, oddalonych o trzy kilometry o KL Auschwitz. Ludzie wiedzieli, co się tam dzieje. Wiedzieli, że za dezercję trafia się do lagru. (...)



Nojlepij godajónce Ślónzoczki
Dziennik Zachodni 2009.10.26, Teresa Semik Najlepiej godające Ślązaczki
Jestem kobietą spełnioną - powiedziała 57-letnia Otylia Trojanowska ze Studzianki odbierając w niedzielę tytuł Ślązaczki Roku 2009. Zachwyciła jury i publiczność opowieścią o swoim małżeństwie z góralem z Beskidu Sądeckiego, który przyjechał na Śląsk za pracą.
- Jest przy mnie jak ten krzok, pierwszy werbus we wsi, któremu się wydaje, że potrafi godać po naszymu. Ale wodzionkę ugotuje - przekonywała. Na tegoroczne finały konkursu Po naszymu, czyli po śląsku do Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu przyjechał z nią cały autobus kibiców - członków zespołu Studzieńczanie, w którym występuje.
Konkurs gwarowy jest takim właśnie niezwykłym świętem lokalnych społeczności rozmiłowanych w rodzimych tradycjach. Znakomicie konserwuje i gwarę, i kulturę śląską. Poziom tegorocznych zmagań był bardzo wysoki i wyrównany.
- Tak trudnego wyboru jeszcze nie mieliśmy - mówił prof. Jan Miodek, przewodniczący konkursowego jury. - Zachwyciła nas nie tylko piękna gwara uczestników, ale także konstrukcja wystąpień pod względem literackim i zawarta w nich mądrość życiowa.
Do finału zakwalifikowały się same kobiety, a każda mówiła inną gwarą śląską. 48-letnia Gabriela Kuc z Katowic, zdobywczyni drugiej nagrody, przywołała tę z Janowa i opowiedziała o swoim szczęśliwym dzieciństwie, kiedy nie było komputerów, za to jeździli na kole i bawili się w indianerów. Trzecią nagrodę otrzymała debiutująca w tym konkursie 25-letnia Łucja Dusek z Jaworzynki w Beskidzie Śląskim. Nauczyła wszystkich, jak jest chrząszcz brzmi w trzcinie po istebniańsku. To chrobok siuści w charapuści.
Młodzieżowym Ślązakiem Roku został Damian Wojnar z Suszca. Grupa uczniów startujących w konkursie jest coraz większa. (...)



Dni Twierdzy Nysa są najlepsze
NTO 2009.10.22, Klaudia Bochenek Dni Twierdzy Nysa zostały uznane za najlepszy polski produkt turystyczny
Certyfikat za najlepszy polski produkt turystyczny przyznała Nysie Polska Organizacja Turystyczna. Dziś nagrodę na targach turystycznych w Poznaniu odebrał Aleksander Juszczyk, wiceburmistrz miasta.
- To dla nas spora nobilitacja, uznanie, które zapewne nada nową rangę imprezie - mówił Aleksander Juszczyk tuż po dzisiejszej uroczystej gali.
Nysa dostała certyfikat za organizacje corocznych Dni Twierdzy, czyli rekonstrukcji wielkiej bitwy z okresów wojen napoleońskich, jak również przywrócenie do życia całej infrastruktury z tym związanej - nyskich fortyfikacji, na których odnowienie miasto wydało już grube miliony.
Juszczyk przyznaje, że takie wyróżnienie będzie przepustką do tego, by w organizację przyszłorocznych Dni Twierdzy włączyły się nie tylko lokalne samorządy i organizacje, ale również władze Opolszczyzny.
- W końcu dzięki Nysie certyfikat od POT po raz pierwszy trafił do naszego województwa, a Dni Twierdzy z roku na rok przyciągają tutaj coraz więcej turystów - dodaje Juszczyk. (...)



Powrót Śląskiego rozprawiania
NTO 2009.10.22, Krzysztof Ogiolda Rozprawianie po niemiecku - Śląskie rozprawianie Anny Myszyńskiej
Dziesięć lat temu ukazała się pierwsza część Śląskiego rozprawiania Anny Myszyńskiej. Wkrótce ukaże się nowe wydanie tych felietonów - gwarą śląską i w języku serca.
Pierwsza część Śląskiego rozprawiania, czyli radiowych felietonów Anny Myszyńskiej, ukazała się w roku 1999 i dawno jest wyczerpana. Miłośnicy jej gwarowych tekstów mogą się powoli cieszyć. Na ukończeniu są bowiem prace nad ich przekładem, a to oznacza, że już wkrótce ukaże się nowe, śląsko-niemieckie wydanie.
- Już dwa lata temu myślałam o wznowieniu Rozprawiania - opowiada Anna Myszyńska - a kiedy nawiązałam kontakt z Komisją Historyczną Powiatu Prudnickiego, czyli prudniczanami mieszkającymi od lat w Niemczech i badającymi i opisującymi historię tutejszego Heimatu, zachęcili mnie do wydania książki także po niemiecku.
Pierwszą wersję tłumaczenia pani Anna opracowała we współpracy z miejscową młodzieżą. (...)
Dwujęzyczny tom - opatrzony czarno-białymi zdjęciami stron rodzinnych autorki - ukaże się w Niemczech w nakładzie około 600 egzemplarzy. Połowa powinna się bez trudu rozejść na Śląsku Opolskim (jest już co najmniej 100 subskrybentów gotowych ją nabyć), druga połowa ma zostać sprzedana w Niemczech.
- Sprawę dystrubucji książki wzięła na siebie Komisja Historyczna - mówi Anna Myszyńska. - Mam nadzieję, że czytelnikami tego tomu będą także dzieci, również te już urodzone w Niemczech, i że będą miały okazję nie tylko posmakować gwary śląskiej, ale i dowiedzieć się z tych krótkich opowiadanek, jak wyglądało życie ich rodziców i dziadków. Tym bardziej, że te śląskie teksty brzmią po niemiecku dobrze. Abp Nossol, który napisał wstęp do tej mojej książki, podkreślił, że pielęgnowanie gwary, nie jest tylko strzeżeniem popiołów.
Jest ona nadal czymś żywym i to mnie bardzo cieszy.



Czytali baśnie po niemiecku i śląsku
NTO 2009.10.15, Radosław Dimitrow Strzelce Opolskie. Konsul Ludwig Neudorfer czytał dzeciom baśnie braci Grimm
Najpopularniejszych baśni po polsku, śląsku i po niemiecku słuchały dzieci w wypełnionej po brzegi sali Strzeleckiego Ośrodka Kultury. Czytali je m.in. konsul Ludwig Neudorfer i jego małżonka.
Te baśnie, czytane po niemiecku żywo kojarzą mi się z dzieciństwem - mówi były poseł Helmut Paździor, który gościł na imprezie. - Kiedy byłem dzieckiem, sam sięgałem po opowieści braci Grimm. Wczytany w niesamowite historie potrafiłem godzinami spędzać nad książką.
To było pierwsze takie spotkanie w Strzelcach. Baśnie czytali dzieciom - obok konsula - wiceburmistrz Strzelec Opolskich Maria Feliniak, przewodnicząca rady Teresa Smoleń, sekretarz powiatu Ewelina Jelito oraz radny Karol Mutz.
Dzieci miały w tym czasie za zadanie odgadnąć, jaka to baśń. Nie miały kłopotów z rozpoznaniem Śpiącej Królewny, Królewny Śnieżki, Króla Drozdobrodego oraz Czerwonego Kapturka. Tę ostatnią historię dzieci wystawiły ponadto po Śląsku.
- To spotkanie pokazało, że zbiór baśni jakie napisali jeszcze w XVIII wieku bracia Grimm, do dziś niosą ze sobą uniwersalne wartości - przekonuje Waldemar Gaida, przewodniczący koła DFK w Strzelcach Opolskich. (...)



Odkrycie podziemi zamku w Raciborzu
www.goraciborz.pl 30-03-2009, WAW Sensacyjne odkrycie podziemi na zamku
Podczas prac przy odbudowie budynku bramnego raciborskiego zamku, robotnicy natrafili na wejście do tajemniczych podziemi. Biegną w kierunku Mechanika, pod ulicą Zamkową. Są tak obszerne, że dorosły człowiek może w nich swobodnie stanąć.
(...) Pracująca tu teraz ekipa budowlana Borbudu poszerzyła wykop i to na tyle, że w pewnym momencie przebiła się do nieznanych wcześniej podziemi. Sklepienie korytarza leży około pół metra poniżej poziomu posadzki pomieszczenia. Sam korytarz ma kilka metrów długości i kształt leja. Biegnie ostro w dół w kierunku ulicy Zamkowej, na zewnątrz budynku bramnego. W niższych partiach staje się coraz wyższy. Przy ścianie zewnętrznej budynku jest już tak wysoki, że dorosły człowiek może tu swobodnie stać.
Przejście dalej jest niemożliwe. Dochodzimy bowiem do ściany z bezładnie ułożonych cegieł. Wygląda to tak, jakby ktoś zamurował tu korytarz. U podnóża jest jednak przebicie. Wyraźnie widać, że korytarz biegnie dalej poza zamek, wzdłuż ulicy Zamkowej. (...)
Trudno jednoznacznie orzec, czemu służył korytarz pod budynkiem bramnym, jednym z najstarszych elementów zabudowy zamkowej, sięgającym genezą II połowy XIII wieku. Od średniowiecza aż do XVIII wieku przed obiektem przepływała odnoga Odry. Do siedziby książęcej wchodziło się przez pomost. Jeśli korytarz pochodzi sprzed przynajmniej 300 lat, wówczas musiałby biec pod korytem tego cieku. Nie wiadomo, jakie mogło być wówczas jego przeznaczenie. Wydaje się zbyt duży, by służył jedynie odprowadzaniu ścieków, które zresztą najprawdopodobniej spuszczano w kierunku Odry.
Jeśli jest późniejszy, powstały np. podczas wielkiej odbudowy zamku po pożarze z 1859 r., wówczas najprawdopodobniej biegł tu drewniany wodociąg, doprowadzający wodę z ujęcia źródlanego w Oborze. Służyła do warzenia zamkowego piwa. Linia przebiegu tego wodociągu znana jest z kilku XIX-wiecznych map, m.in. datowanej na połowę tego stulecia tzw. mapy Schneidera, tej samej, na której naniesiono tajemne przejście z zamku w kierunku klasztoru dominikanek (obecnie Muzeum). Wodociąg biegł wzdłuż ulicy Zamkowej. Łączył się z zamkiem właśnie na wysokości budynku bramnego. Nie można wykluczyć, że na końcowym odcinku położono go wewnątrz podziemnego korytarza. Wejście do niego może się również znajdować w skarpie naprzeciwko Mechanika. Widać tu teraz tylko sklepienie korytarza. Jeszcze w latach 80. można było do niego wejść.
Nie jest to pierwsze tego typu odkrycie na zamku. W 2001 r., na miejscu po nieistniejącym budynku wschodnim, natrafiono na zejście do korytarza prowadzącego do przyziemia starej baszty. W obszernym pomieszczeniu pod dziedzińcem do dziś znajduje się zamurowane przejście w stronę Odry.



Tryptyk Górnośląski
www.raslaska.org 2009.10.13
Pod takim tytułem Ruch Autonomii Śląska, Starostwo Powiatowe w Rybniku oraz Muzeum w Rybniku organizują prezentację nowości wydawniczych - książek śląskich autorów o Śląsku i Ślązakach.
W dniu 21.10.2009 o 17.00 w rybnickim kampusie Uniwersytetu Śląskiego Alojzy Lysko opowie o drugim tomie swojej trylogii Duchy wojny, zatytułowanym W okopach Wału Atlantyckiego. Tydzień później o tej samej porze w Muzeum w Rybniku odbędzie się spotkanie z Janem Rduchem, autorem książki Śląsk - ziemia nieznana. Dnia 4 listopada o 17.00 w Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej Jan F. Lewandowski zaprezentuje swą biografię Wojciecha Korfantego.



Wieża w Prudniku po 200 latach
NTO, 2009.10.12, Krzysztof Strauchmann Wieża Woka w Prudniku otwarta po 200 latach
Nowa atrakcja województwa będzie otwarta dla turystów bezpłatnie do końca października w każdą sobotę i niedzielę od 11.00 do 15.00. Wejście przez furtę od strony placu Zamkowego.
(...) Kilkuset mieszkańców Prudnika przyszło w piątkowy chłodny wieczór na uroczystość otwarcia nowej atrakcji turystycznej, po trwającym ponad pół roku remoncie. Historyczne inscenizacje i występy zakończyły się szturmem na wieżę, którą można było zwiedzić po raz pierwszy od dwustu lat.
Ta XIII-wieczna kamienna budowla warowna, jedna z najstarszych w Polsce, to jedyna pozostałość po zamku w Prudniku, który spłonął w 1806 roku. Zamek wzniósł czeski rycerz Wok z dzisiejszego Rużomberka na Słowacji, który założył też miasto. Przez ponad 200 lat kamienna wieża niszczała. Obecne władze miejskie postanowiły zrobić z niej atrakcję turystyczną i udostępnić zwiedzającym jako punkt widokowy.
W 2009 roku do wieży dobudowano drewnianą klatkę schodową, bowiem w średniowieczu wchodziło się do środka z poziomu murów miejskich. W kamiennym wnętrzu zrobiono kolejne schody, a całość przykryto drewnianym hełmem, który kryje taras widokowy.
Nowa atrakcja województwa będzie otwarta dla turystów bezpłatnie do końca października w każdą sobotę i niedzielę od 11.00 do 15.00. Wejście przez furtę od strony placu Zamkowego. Ponowne uruchomienie planowane jest wiosną 2010 roku (...).



Konkurs MÓJ PIYKNY ŚLÓNSK
PLS 2009.10.10, Henryk
Konkurs literacki i fotograficzno-plastyczny dla dzieci i młodzieży szkół podstawowych i gimnazjalnych Mój piykny Ślónsk.
Jaki jest Śląsk w waszych oczach? Szary, ponury, zaniedbany, nudny czy raczej barwny, radosny, intrygujący, ciekawy. Być może, zwiedzając w czasie wakacji nasz region, natraficie na miejsca , zakątki, obiekty, które warto opisać, sfotografować, narysować lub namalować. Spodziewamy się, że ich poszukiwanie może Wam dostarczyć wiele radości i satysfakcji, a jest też możliwe, że dostrzeżecie rzeczy przez nikogo do tej pory nie zauważone!
Cele konkursu
1. Rozwijane umiejętności obserwacji, dostrzegania piękna w bliższym i dalszym otoczeniu - przyrody, zabytków, nieznanych zakątków wartych obejrzenia i pokazania innym.
2. Rozwijanie osobistych zainteresowań, wrażliwości estetycznej i indywidualnych zdolności twórczych.
3. Wykształcenie umiejętności tworzenia świadomego, indywidualnego przekazu werbalnego i wizualnego.
4. Prezentacja twórczego spojrzenia młodego pokolenia na swój region.
Warunki uczestnictwa
1. Uczestnikami konkursu mogą być uczniowie szkół podstawowych i gimnazjalnych
2. Konkurs odbywa się w trzech kategoriach wiekowych:
klasy 1 - 3
klasy 4 - 6
klasy 1 - 3 gimnazjum
3. Na konkurs literacki prace (w formie opowiadania, reportażu itp.) mogą być przesyłane w dowolnej formie. Mile widziane będą prace napisane w całości po śląsku.
4. Na konkurs fotograficzny należy przesyłać odbitki barwne lub czarno-białe w formacie nie mniejszym niż 10x15 cm i nie większym niż 15x21cm.
5. Na konkurs plastyczny można nadsyłać prace wykonane dowolną techniką w formacie A4 lub A3.
6. Do udziału w konkursie dopuszczone będą wyłącznie prace dotyczące miejsc położonych w historycznych granicach Śląska.
7. Wskazane jest nadsyłanie prac poprzez szkoły (przesyłka powinna być sztywno opakowana).
8. Każda nadesłana praca powinna zawierać następujące dane: tytuł, imię i nazwisko autora, wiek, nazwę szkoły. Na pracach fotograficznych i plastycznych dane te należy umieścić na odwrocie pracy.
9. Oceny zdjęć dokona jury powołane przez organizatorów.
10. Czas trwania konkursu od 01.07.2009 do 31.10.2009.
11. Ostateczny termin nadsyłania prac upływa 31.10.2009. Prace należy przesyłać na adres:
Szkoła Podstawowa nr 24
ul. 17 Sierpnia 1
41- 503 Chorzów
12. O terminie podsumowania i rozdania nagród szkoły zostaną poinformowane telefonicznie.
Zastrzeżenia organizatorów
1. Zgłoszone prace traktowane będą z należytą starannością, jednak organizatorzy nie biorą odpowiedzialności za uszkodzenie fotografii w czasie przesyłki.
2. Organizatorzy zastrzegają sobie prawo do nieodpłatnego reprodukowania prac w celu promocji konkursu.
3. Fotografie z chwilą nadesłania przechodzą na własność organizatorów.
4. Prace zgłoszone na konkurs nie będą odsyłane
5. W konkursie mogą brać udział wyłącznie prace wykonane samodzielnie przez autora!
Organizatorzy:
- Szkoła Podstawowa nr 24 im. Powstańców Śląskich w Chorzowie
- Starochorzowska Fundacja Kultury
- Pro Loquela Silesiana Towarzystwo Kultywowania i Promowania Śląskiej Mowy
Fundatorem nagród jest firma PHU Hanysek z Chorzowa.



Śląski wynalazca prysznica
nto 2009.10.09, Vincenz Priessnitz - genialny samouk i prekursor wodolecznictwa
Prekursor medycyny niekonwencjonalnej i naturalnej urodził się 4 października 1799 w Lazne Jesenik (na Górnym Śląsku - red.). Nazywany jest wodnym lekarzem. Najmłodszy z sześciorga rodzeństwa był analfabetą. W wieku 17 lat spadł z konia i złamał dwa żebra.
Nie mając dostępu do medycznej pomocy, przyłożył do rany opatrunek nasiaknięty zimną wodą i ciasno zabandażował. Żebra zrosły się bardzo szybko.
Vincenz kontynuował eksperymenty z wodą i zyskał wkrótce przydomek wodnego lekarza. Dla przybywających coraz liczniej pacjentów zbudował kuracyjny dom z łaźnią. Nie przeszkodziły mu nawet oskarżenia o znachorstwo. Został uniewinniony, bo poza całkowicie naturalną wodą nie stosował żadnych lekarstw ani ziół.
Chętnie za to zalecał swoim pacjentom zimne okłady i diety oparte na mleku i wodzie. Zachęcał też do spacerów i gminastyki. Do terapii stosował także kąpiele, sauny i - w celu hartowania - lodowate prysznice.
Po rozbudowie - w roku 1832 - w jego zakładzie kuracyjnym mogło leczyć się nawet stu pacjentów równocześnie. W 1846 roku cesarz Austrii odznaczył go złotym medalem zasługi. Kiedy umierał - po udarze mózgu - w roku 1851, jego majątek szacowano na 10 milionów guldenów. (...)



Wystawa o górnośląskich piłkarzach
www.raslaska.org, 2009.10.08
W dniu 17.09.2009 o godzinie 17.00 w Muzeum Miejskim im. Maksymiliana Chroboka w Rudzie Śląskiej odbyło się uroczyste otwarcie wystawy Górnoślązacy w reprezentacjach narodowych w piłce nożnej wczoraj i dziś.
Wystawa zorganizowana została przez Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej w Gliwicach, Ruch Autonomii Śląska koło Ruda Śląska oraz Muzeum Miejskie w Rudzie Śląskiej. Głównej wystawie towarzyszą dwie mniejsze ekspozycje przedstawiające osiągnięcia wybitnych piłkarzy Ruchu Chorzów: Gerarda Wodarza i Jana Benigiera. Otwarcia wystawy dokonał dyrektor Muzeum Miejskiego Bernard Szczech oraz przewodniczący koła Ruchu Autonomii Śląska w Rudzie Śląskiej Roman Kubica. Następnie głos zabrali syn Gerarda Wodarza Antoni oraz Jan Benigier.
Dodatkową atrakcją było wystąpienie Norberta Klosa, Ślązaka 2007 roku, który zaprezentował dwa monologi o tym, jak się kiedyś grało w piłkę nożną na tak zwanym hasioku. Między występami pana Norberta kustosz wystawy Krzysztof Gołąb przedstawił krótki opis oraz historię wystawy.
Wystawa będzie czynna do 11 października.



Ślązak wreszcie na tablicy w Opolu!
NTO 2009.10.07, W Opolu stanie tablica ku czci Michaela von Matuschki
Dobiegają końca procedury związane z umieszczeniem na dawnym budynku starostwa w Opolu tablicy ku czci hrabiego Michaela von Matuschki. Pozostaje wyznaczyć termin i zaprosić gości.
Tablica z piaskowca wykonana przez Adolfa Panitza czeka od dawna na umieszczenie na na ścianie budynku przy ul. Krakowskiej 53. Obecnie prawie nic już nie stoi na przeszkodzie, by się tam znalazła. (...)
- Pozostaje już tylko w Inspektoracie Nadzoru Budowlanego zgłosić zamiar rozpoczęcia robót - mówi Krzysztof Wysdak, wicestarosta opolski ziemski i jeden z inicjatorów uhonorowania Matuschki. - Okazuje się, że w naszym mieście możemy rozmawiać o wspólnej przeszłości i jesteśmy w stanie się porozumieć.
Bo też tysiącletnia historia Opola jest niezmiennie historią miejscowych i przybyszów.
Przypomnijmy, Michael von Matuschka był w latach 1923-1933 starostą opolskim. Utracił swą funkcję po dojściu Hitlera do władzy. Człowiek niezłomnych przekonań i silnej wiary związał się z opozycją antyhitlerowską i po nieudanym zamachu na Hitlera został zabity 14 września w dniu Podwyższenia Krzyża Świętego w 1944 roku.
W Niemczech trwają starania o rozpoczęcie jego procesu beatyfikacyjnego.
- Matuschka to ciekawy przykład dla młodzieży - dodaje Krzysztof Wysdak. - Pasjonat sztuki, trochę jak w Polsce Wieniawa-Długoszowski, był człowiekiem o szerokich horyzontach w sam raz na ciężkie czasy. Po plebiscycie pomagał wracać nauczycielom, by mogli tworzyć polskie szkoły mniejszościowe. Stojący w opozycji wobec systemu jest postacią bliską polskiej wrażliwości. (...)
Ale tak czy inaczej graf Matuschka doczeka się wreszcie swojej tablicy. Wreszcie, bo od pomysłu prof. Joanny Rostropowicz, by go upamiętnić, upłynęły już trzy lata. Spełnienie wszystkich warunków wszelkich instytucji budowlanych i politycznych, w regionie i w Warszawie było - nie waham się powiedzieć - gehenną. Na szczęście to wszystko jest już za nami.



Kandydaci na Ślązaka Roku przed finałem
Dziennik Zachodni 2009.10.06, Teresa Semik Kandydaci do tytułu Ślązaka Roku walczą o wejście do finału
Trwają przesłuchania tegorocznych uczestników konkursu Po naszymu, czyli po śląsku. Zgłosiło się tym razem ponad 80 osób, które idee miłości do Małych Ojczyzn praktykują od dawna. Dziś od godz. 15.00 w studiu Radia Katowice zaprezentują się ostatni kandydaci do tytułu Ślązak Roku 2009.
Wielki finał odbędzie się 25 października w Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu. Wtedy przed szeroką publicznością zmierzą się finaliści. Ich znajomość gwary i historii regionu ocenią jurorzy w składzie: prof. Dorota Simonides, prof. Jan Miodek i ks. prof. Jerzy Szymik.
Zwycięzca, prócz tytułu Ślązak Roku 2009, otrzyma bon towarowy na kwotę 15 tys. złotych. Drugą nagrodą jest serwis obiadowo-kawowy dla 12 osób z Porcelany Śląskiej, a trzecią - wczasy dla rodziny w ośrodku Pod Giewontem w Zakopanem. Niektórzy laureaci pojadą na wycieczkę do Brukseli, dokąd zaprosi ich europoseł Jan Olbrycht, ubiegłoroczny laureat zaszczytnego tytułu: Honorowy Ślązak Roku.
Konkurs Po naszymu, czyli po śląsku, wymyślony i organizowany przez senator Marię Pańczyk, wieloletnią dziennikarkę Radia Katowice, jest największą imprezą regionalną krzewiącą gwarę i kulturę śląską. Od 1993 roku wzięło w niej udział prawie 2 tys. osób, które pielęgnują swoje tradycje z ogromnym pietyzmem i godnością. (...)
Usłyszeć można nie tylko rodowitych Ślązaków.
- Dla mnie ten konkurs nazywa się: Po waszymu..., bo jestem gorol z Galicji. Przyjechałem na Śląsk fedrować i wtedy nauczyłem się gwary - mówił Karol Tabisz, były górnik z kopalni Staszic.



Marsz Jedności Górnośląskiej
2009.10.05, www.marszjednosci.pl
Dnia 17 października (sobota) przez centrum Opola przejdzie Marsz Jedności Górnośląskiej. Wydarzenie organizowane jest przez Ruch Autonomii Śląska z okazji 90. rocznicy powołania Prowincji Górnośląskiej. Celem marszu jest podkreślenie jedności podzielonego między dwa województwa regionu. Po marszu uczestniczy udadzą się na Górę św. Anny, gdzie o 16.00 odprawiona zostanie coroczna Msza Św. w intencji pomyślności mieszkańców Śląska.
Postulat stworzenia Województwa Górnośląskiego, oprócz odzyskania autonomii, jest głównym celem RAŚa. Odrzuca on administracyjny podział Górnego Śląska na województwo opolskie i śląskie, który w jest w ich ocenie sztuczny. Stworzenie województwa opartego na tradycji historycznej, ma dać natomiast podwaliny pod budowę spójnej tożsamości regionalnej i przyczynić się do odzyskania przez Górny Śląsk należnej pozycji wśród regionów Polski i Europy.
Jedność Górnośląska - ideał, który przyświeca opolskiemu marszowi, jeszcze 90-100 lat temu był oczywistością. Mimo granic państwowych, w podziale administracyjnym poszczególnych krajów łatwo można było dostrzeć zarys granic Górnego Śląska. W Polsce, Prusach, Austro-Węgrzech ziemie górnośląskie należące do danego państwa znajdowały się w granicach jednego organizmu - rejencji, prowincji, województwa czy kraju.
Obecny podział administracyjny Polski z 1999 roku jest efektem uchwalenia dwa lata wcześniej konstytucji. Niestety, ówczesna ustawa wprowadzająca podział kraju na województwa, naruszyła artykuł 15 polskiej konstytucji. Z drugiego ustępu tego artykułu wynika, że podział terytorialny musi uwzględniać więzi społeczne oraz jedne z dwóch: gospodarcze albo kulturowe. Nie da się ukryć, że Górny Śląsk to jedność społeczna i kulturowa, a także gospodarcza. Poza tym trudno nie zauważyć wspólnoty historycznej. Dlatego podział Górnego Śląska między dwa województwa był sprzeczny z konstytucją.
Ilość i granice województw nie są określone w konstytucji, w związku z czym stworzenie województwa górnośląskiego nie wymaga jej zmiany. (...) Stworzenie województwa górnośląskiego to korzyści finansowe dla budżetu państwa i dla budżetów samorządów. Polegają one na tym, że zniknie formalnie jedno województwo, jeśli ziemie górnośląskie zostaną zjednoczone, a małopolskie ziemie należące do województwa śląskiego zostaną przyłączone do województwa małopolskiego. W krótkim okresie przysporzy to pewnych kosztów, związanych głównie ze zmianą nazwy, przeniesieniem biur i adresów. Długofalowo będą to jednak oszczędności na miarę jednej wojewódzkiej administracji rządowej i jednej samorządowej.
Po przeniesieniu wojewody do Opola mieszkańcy nie stracą na zmianach. Wszystkie sprawy, które załatwiane są obecnie w katowickim urzędzie wojewódzkim, będą rozpatrywane w delegaturze - takie rozwiązanie funkcjonuje w Bielsku-Białej i Częstochowie. Władze samorządowe mogłyby pozostać w Katowicach.
Dla mieszkańców GOP organizowany jest przejazd autokarem, który odjedzie spod dworca PKP w Mysłowicach o 8.45 i z Placu Sejmu Śląskiego w Katowicach o 9.15. Koszt - 25 zł od osoby. Zapisy przyjmuje Czesław Cieślik - e-mail: czcieslik@interia.eu, tel. 507611928. Należy podać imię, nazwisko, adres oraz PESEL. Chętni z okolic Rybnika proszeni są o zgłaszanie się do Adriana Wowry - e-mail: adrianwowra@gmail.com, tel. 502144446. Specjalna strona marszu: MARSZ JEDNOŚCI



Śląsk to rzetelność, pracowitość i fantazja
NTO 2009.10.04, Józef Kotyś Śląsk to rzetelność, pracowitość i fantazja
Na całość śląskiej tożsamości składa się najpierw to, co należy do wielopokoleniowej tradycji tego miejsca i jest cechą ludzi związanych od wielu pokoleń z tą ziemią. Te tradycyjne cechy śląskie to w sferze etycznej pobożność i pracowitość, a sferze językowej gwara śląska.
Niekwestionowanym składnikiem śląskiej tożsamości jest także otwartość jego zasiedziałych od wieków mieszkańców, bo ludzie żyjący na pograniczu od stuleci spotykali się z kulturą polską, niemiecką i czeską. I żadna z nich nie była dla nich obca. Także wtedy, gdy do jednej z nich przywiązywali się bardziej.
W wyniku wojny na Śląsku Opolskim powstała nowa mieszanka tożsamościowa. Tak jak kiedyś docierali tu osadnicy z Niemiec, m.in. w ramach kolonizacji fryderycjańskiej, tak po wojnie na Śląsku Opolskim zamieszkali Polacy z Kresów wschodnich Rzeczypospolitej i z innych regionów Polski, wtapiając się już od kilku pokoleń w górnośląską rzeczywistość.
Dwadzieścia lat życia w wolności po roku 1989 potwierdziło, że Śląsk jest krainą gościnną i tolerancyjną. Zarówno w relacjach między dawnymi i nowymi mieszkańcami, jaki i w stosunkach międzypokoleniowych zazwyczaj górę bierze u nas zdrowy rozsądek i chęć do zgody nad skłonnością do sporów i ideologicznych konfliktów.
Pewnie każdy ma swoją definicję śląskiej tożsamości. Abp Nossol chętnie mówi o Śląsku jako o krainie myślącego serca i kochającego rozumu. Ja chętnie promuję Śląsk za granicą, podkreślając walory wzrastania razem, budowania mostów. Bo jesteśmy z pewnością jedyną krainą, w której spotykają się i łączą niemiecka rzetelność, śląski etos pracy i gotowość do dawania z siebie dla Heimatu oraz polska fantazja. To nas jako region i jako jego mieszkańców wyróżnia w całej Europie.
A gdzieś z tyłu głowy zachowaliśmy jeszcze coś co nas wszystkich łączy - prawdziwą niefasadową religijność śląską. To ona każe nam tym silniej innych szanować.
Józef Kotyś, wicemarszałek województwa opolskiego (...) uczestniczył w miniony czwartek w Kamieniu Śląskim w dyskusji panelowej pt. Czy Śląsk potrafi zbudować wspólną tożsamość? w ramach XIV Seminarium Śląskiego.



Tramwajem po stolicy Śląska
Gazeta Wrocławska 2009.20.03, Eliza Głowicka Wrocław widziany z tramwaju
Piotr Herba, twórca popularnego we Wrocławiu serwisu internetowego o zabytkach i architekturze miasta Hydral.com.pl i jeden z założycieli stowarzyszenia przyjaciół Wrocławia Wratisla-viae Amici, wpadł na nowy pomysł. Dokumentuje to, co dzieje się na ulicach miasta, nagrywając filmy z perspektywy pasażera tramwaju.
Całą trasę tramwaju danej linii nagrywa, montując kamerę w kabinie motorniczego.
- Chciałem zachować obraz miasta dla potomnych, by za kilkadziesiąt lat zobaczyli, jak wyglądał Wrocław. Tak jak teraz my z ciekawością oglądamy przed-wojenne filmy pokazujące dawne Breslau - tłumaczy motywy projektu Piotr Herba.
Przyznaje, że zainspirował go kolega, który sfilmował przejazd zlikwidowaną w styczniu linią nr 12 w Chorzowie.
Początki nie były łatwe. Herba próbował najpierw nagrywać filmy z tyłu wagonu, ale nie dość, że strasznie tam trzęsie, to często szyba była brudna, porysowana lub zaklejona reklamą.
- Motorniczowie pukali się w czoła, gdy mówiłem o co chodzi i prosiłem o mopa, aby umyć tylną szybę. Kiedyś nawet kilku pasażerów poprosiło, by przy okazji umyć im szybę, przy której siedzą - wspomina ze śmiechem wrocławianin.
Po jakimś czasie motorniczowie się przyzwyczaili do nietypowego pasażera-filmowca.
- Kręciłem z ręki, ale trzęsło, bo tory są nierówne i materiał się do niczego nie nadawał. Kupiłem więc przyssawkę do szy-by, a potem specjalny statyw na kamerę, którą montuję z przodu wagonu - opowiada nietypowy filmowiec.
Były też inne problemy, np. trudno filmować pod słońce lub gdy pada deszcz. Najgorsza pod tym względem jest trasa linii 20, bo tramwaj jedzie tam co chwilę w innym kierunku. Herba musiał nakręcić kilka filmów, aby wreszcie zrobić takie, które można bez wstydu pokazać innym.
Dotąd zarejestrował trasy linii 2, 4, 6, 8, 9, 10, 15, 17, 20, 23 i 74. Teraz wyzwaniem dla niego jest jedyna nocna linia: 43, kursująca z Pilczyc do Leśnicy. - Mało kto o niej wie - mówi Herba. (...)
Piotr Herba, 28-letni wrocławianin, od zawsze interesował się historią miasta. W 1995 r. kupił książkę ze zdjęciami pokazującymi Wrocław z przełomu XIX i XX w. Zdziwiło go to, że nie mógł rozpoznać wielu ulic i że tylu starych budynków już nie ma. W 2001 r. założył stronę wroclaw.dolnyslask.pl, którą po kilka latach przeniósł na serwer Hydralu. Ludzie zaczęli tu umieszczać swoje stare zdjęcia z Wrocławiem.
Filmy nagrane z kabin motorniczych tramwajów znajdziesz na naszej stronie www.polskagazetawroclawska.pl



XIV Przegląd Śląskiej Twórczości Artystycznej
NTO, 2009.10.02, Krzysztof Ogiolda W Dobrodzieniu odbył się XIV Przegląd Śląskiej Twórczości Artystycznej
Wiedziymy wom niewiasta ze złota - śpiewali w drodze na scenę XIV Przeglądu Śląskiej Twórczości Artystycznej członkowie Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca z Osin. I po chwili przed oczami publiczności odbyło się prawdziwe śląskie wesele. Prawdziwe, bo w autentycznych strojach i z dawnymi przyśpiewkami.
- To było dla mnie piękne przeżycie, bo jak patrzyłam na to wesele, przypomniały mi się zdjęcia ślubne mojej babki ubranej jak ci tancerze i śpiewacy po chłopsku - mówi Róża Koźlik z Dobrodzienia, która na przegląd przyszła z mężem Hubertem i małą córeczką, Anią.
- Tych piosenek, których można tu posłuchać, już się na co dzień w domu nie śpiewa - dodaje pan Hubert - dlatego tym bardziej warto było tu przyjść, bo to kawałek naszej historii, tradycji i tożsamości. (...)
- Ten koncert jest piękny, bo jest różnorodny - uważa Bernard Kus, członek zarządu TSKN i od lat widz na przeglądzie. - Tu na widowni spotykają się ludzie różnych opcji. Dlatego tu przyjeżdżamy, bo ja czuję się dobrze i wśród Niemców, i wśród innych. A i nasze rodziny często są już mocno przemieszane. Między innymi dzięki takim imprezom nie zanika nasza piękna gwara. Kiedyś się z nią trochę kryliśmy, zwłaszcza w szkole. Teraz uczniowie wychodzą na przerwę i godają aż miło słuchać, a i po niemiecku wielu z nich potrafi mówić z piękną intonacją.
Ewelina Klaka, która na przegląd przywiozła grupę młodzieżową Bluemmelein, przyznaje, że najłatwiej do śpiewania i tańczenia śląskiego folkloru namówić dzieci młodsze. Później młodzież ma coraz więcej zajęć i wciągają ją atrakcje inne niż śląska muzyka ludowa.
- Największą zachętą są wyjazdy - przyznaje pani Ewelina. - Także takie jak ten do Dobrodzienia. Ale występowałyśmy już w Bawarii i na dożynkach w Holandii.
Z każdą godziną i każdym kolejnym występem na widowni przybywało publiczności.
- Cieszymy się, bo niemal przez cały program sala była pełna, a to znaczy, że kultura śląska żyje - mówi Anna Kostka-Skuballa. - Na scenie pojawiło się i starsze pokolenie artystów i najmłodsi, którzy przy rodzicach uczą godać, szprechać i mówić.
Tegorocznemu przeglądowi towarzyszyła wystawa Na granicy. Rzecz o czasach, ludziach i miejscach opowiadająca o międzywojennym losie Górnego Śląska.



Oddajcie nam lekcje o regionie!
Dziennik Zachodni 2009.10.01, Dorota Niećko, Michał Wroński Oddajcie nam lekcje o regionie
Śląscy nauczyciele walczą z Ministerstwem Edukacji Narodowej o powrót edukacji regionalnej do szkół. MEN wyciął ten przedmiot z programu nauczania pod koniec 2008 r.
W rezultacie rozpoczęty przed miesiącem rok szkolny jest pierwszym od 10 lat, w którym w szkołach nie ma zajęć z wiedzy o regionie. Zdaniem MEN, ta zmiana wynika z nowatorskiego podejścia obecnej ekipy rządzącej do edukacji i wychowania młodych Polaków. Nauczyciele na Śląsku widzą w tym przejaw arogancji Warszawy wobec regionów, braku szacunku dla lokalnej kultury i historii.
Edukację regionalną wprowadzono do szkół w 1999 r. jako przedmiot dodatkowy. Dzięki temu dzieci mogły uczyć się historii swojego regionu, poznawać gwarę, miejscowe tradycje, lokalnych bohaterów i wybitnych twórców kultury. Były szkoły, w których ten przedmiot trzeba było zaliczyć, a adnotacja o nim pojawiała się na świadectwie. Grudniowa reforma MEN, wprowadzająca nową podstawę programową, radykalnie zmienia sytuację: zaoszczędzone kosztem regionalizmu godziny mają być przeznaczone na dodatkowe lekcje przedmiotów ścisłych, a niezadowolonym z takiego rozwiązania pedagogom MEN radzi, by tematykę regionalną poruszali na lekcjach z historii lub języka polskiego.
- W tak napiętym programie? Może jeszcze w ramach przygotowań do matury? - ironizują nauczyciele. (...)
W obronie nauczania regionalnego powstaje koalicja nauczycieli z Górnego Śląska (...) i Wielkopolski. Do końca roku zamierzają oni stworzyć silną grupę nacisku, która wymusiłaby na MEN stworzenie pełnoprawnego przedmiotu szkolnego pod nazwą wiedza o regionie.
Tego, że nauczanie historii regionu nie jest fanaberią, dowodzą tegoroczne badania socjologów Uniwersytetu Śląskiego. Za najważniejsze dla regionu osoby śląscy gimnazjaliści i licealiści uznali m.in. Adama Małysza i Jerzego Dudka. A jakie postaci z przeszłości najbardziej cenią? W tym przypadku ogromna większość uczniów nie potrafiła wskazać nawet jednego nazwiska.



Już 9 gmin ma dwujęzyczne nazwy
NTO 2009.09.30, Krzysztof Ogiolda Dwujęzyczne nazwy miejscowości ustawiono już w 9 gminach województwa opolskiego
W całej Polsce do ministerialnego spisu gmin, na terenie których używa się podwójnych nazw miejscowości wpisano tych gmin 21. Aż 15 z nich leży w granicach województwa opolskiego.
- Te liczby mówią same za siebie - komentuje Rafał Bartek, sekretarz TSKN. - Jesteśmy nie tylko największą mniejszością, ale i najbardziej dynamicznie korzystamy ze swoich praw.
Ale wpisu do rejestru nie oznacza od razu postawienia tablic. Zwykle między jednym a drugim upływa rok. Tyle potrzeba na przeprowadzenie całej procedury i przekazanie pieniędzy z budżetu MSWiA.
Przypomnijmy, starania o ustawienie tablic z dwujęzycznymi nazwami można - bez przeprowadzania referendum - podjąć wszędzie tam, gdzie według ostatniego spisu mniejszość stanowi co najmniej 20 procent. Takich gmin jest w województwie opolskim aż 27. Łatwo więc policzyć, że proces zabiegania o podwójne nazwy jest u nas mniej więcej na półmetku, skoro kilka gmin zabiega o tablice, choć mniejszość stanowi tam mniej niż jedną piątą. Czy znajdą się i tam dwujęzyczne nazwy? Mieszkańcy zdecydują w referendum.
Zdaniem Rafała Bartka, przeprowadzenie procedury mniej więcej w połowie tzw. gmin mniejszościowych jest wynikiem dobrym, ale nie olśniewającym.
- Martwi przede wszystkim to, że w kilku gminach, w których mieszka znaczny odsetek mniejszości, zrobiono niewiele - uważa Bartek. - Myślę m.in. o Polskiej Cerekwi i Reńskiej Wsi, które są nadal w punkcie wyjścia. Ślimaczy się także procedura w Lasowicach. Jakby ci samorządowcy zapomnieli, że tablice są wizualnym symbolem obecności mniejszości na naszym terenie.
Pierwsza przeszła przez procedurę i postawiła w ubiegłym roku tablice gmina Radłów zarządzana przez wójta Polaka, Włodzimierza Kierata. To przetarcie szlaków było dla środowiska mniejszości bardzo ważne, bo ośmieliło innych.
- Te pierwsze tablice odsłanialiśmy z pompą, przy dużym udziale samorzadowców - mówi Norbert Rasch, przewodniczący zarządu TSKN. - I dobrze, że tak się to odbywało. Pewna bariera została przełamana. Dwujęzyczne tablice stały się czymś normalnym i należą do zwykłego porządku świata. Niestety, na razie do porządku świata należy też ich zamalowywanie.
- Na początku tego niszczenia było u nas dużo - mówi Franz Dylla, lider MN w Tarnowie Opolskim. - Teraz jest spokojniej. Zresztą moim zdaniem, tablice zamalowują raczej frustraci odreagowujący np. utratę pracy niż wrogowie Niemców. (...)



Śląskie Archiwum Historii Mówionej
NTO 2009.09.27Archiwum Historii Mówionej - projekt Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej pod patronatem nto
45 uczniów i studentów zebrało już około 90 relacji świadków przeszłości w ramach Archiwum Historii Mówionej. Archiwum Historii Mówionej to zbiór świadectw ludzi pamiętających wojnę i lata PRL-u. Dzięki grupie młodych entuzjastów te wspomnienia nie przepadły. Łatwo się o tym przekonać, wchodząc na stronę www.e-historie.pl, gdzie można ich posłuchać - po polsku, po niemiecku lub gwarą śląską.
Rozmowy ze świadkami historii przeprowadzili m.in. Ania Cedzich z Szymiszowa i Adam Kubik z Rożniątowa. Oboje są studentami. Dla obojga spotkania z żywą historią były ciekawym, ale i niełatwym doświadczeniem.
- Historia, którą znałam z podręczników, nie jest tym samym, co spotkanie z żywą pamięcią, nierzadko bardzo wzruszającą - mówi Ania. - Dopiero zbierając materiał do Archiwum Historii Mówionej, uświadomiłam sobie, jak bardzo tamten czas wciąż przeżywa moja babcia, której wojna zabrała i ojca, i matkę wywiezioną w głąb Związku Radzieckiego. Inna mieszkanka mojej miejscowości opowiadała, jak podczas wojny znęcał się nad nią nauczyciel za mówienie po śląsku. Co człowiek to odrębny los.
Adamowi Kubikowi udało się m.in. utrwalić wspomnienia swego dziadka pamiętającego przejście frontu przez Rożniątów. I śmierć wielu żołnierzy i cywilnych mieszkańców.
Ania i Adam przekonali się, że najłatwiej namówić na wspomnienia ludzi ze swojej miejscowości, bo wtedy świadkowie mieli najwięcej zaufania do ankieterów, a młodzież wiedziała, kogo o co najlepiej pytać. (...)
- Na pewno warto było archiwum założyć - mówi Adam Kubik - i z pewnością powinno być tworzone nadal. Przecież mój dziadek wiele razy opowiadał o dzieciństwie i młodości, a dopiero w sieci udało się te wspomnienia zapisać i w pewnym sensie uwiecznić.
- To wspominanie nie jest dla osób starszych łatwą sprawą - dodaje Ania Cedzich. - Zdarzało się, że ktoś godził się na wywiad, a na widok dyktafonu i na wieść, że wszyscy będą go mogli słuchać w internecie jednak odmawiał. To było wstrząsające, że tyle lat po wojnie strach ciągle jest obecny w tych, którzy przeżyli.



Czesi chcą przedłużyć linię wąskotorówki
NTO, 2009.09.23, Sławomir Draguła Czesi chcą przedłużyć linię wąskotorówki z Osoblahy do Racławic Śląskich
Inwestycja warta ponad dwa miliony euro mogłaby być zrealizowana za pięć lat. Projektem zainteresowany jest czeski inwestor, który w letnie weekendy organizuje turystyczne przejazdy wąskotorówka na trasie Tremesna - Osoblaha. Wspierają go pasjonaci kolejnictwa oraz samorządowcy z południa Opolszczyzny.
Teraz tory kończą się tuż przy granicy z Polską w okolicach podgłubczyckich Pomorzowiczek. Z końcowej stacji do Racławic Śl. jest ponad kilometr. Inwestycja ma kosztować około 2,5 miliona euro. (...) Budowa linii kolejki wąskotorowej z Tremesnej do Osoblahy rozpoczęła się latem 1898 roku. Pokonanie dwudziestokilometrowej trasy pociągowi retro zajmuje 1,5 godziny. Na szlaku znajduje się 36 przejazdów niestrzeżonych, cztery mosty i aż 102 zakręty.



Ruszyły niemieckie szkółki sobotnie
NTO 2009.09.21, W jedenastu kołach DFK ruszyły szkółki sobotnie
Dzieci w wieku od 6 do 10 lat będą się w nich uczyć i bawić w języku serca. Paulinka Ziaja z Dobrodzienia będzie chodzić do szkółki sobotniej. Chce bardzo, bo lubi się uczyć niemieckiego i lubi mówić w tym języku.
- Dzięki temu mogę się łatwo dogadać z moimi kuzynkami, jak przyjeżdżają do nas z Niemiec albo jak my jedziemy do nich - mówi Paulina. - A spotykamy się kilka razy w roku, więc okazji do rozmów nie brakuje.
Niemiecki nie jest dla Paulinki czymś nieznanym, nie tylko dlatego, że uczy się go w szkole. W jej domu w języku serca mówią wszyscy. Najlepiej tato, który jest tłumaczem. Więc to on najczęściej czyta córce bajki po niemiecku.
- Podczas wakacji szlifowaliśmy język niemiecki na plaży, świetnie się przy tym bawiąc - mówią Lukas i Olivia - starsze rodzeństwo Pauliny. - Znaleźliśmy w Świnoujściu takie miejsce, żeby opalać się dokładnie na granicy. Kiełbaski z grilla kupowaliśmy po polsku, a na lody chodziliśmy do niemieckiej budki po drugiej stronie plaży.
- Ja nauczyłem się niemieckiego zupełnie naturalnie - mówi Martin Ziaja, tata Paulinki. - Dziadek i babcia nie znali polskiego, więc komunikowaliśmy się po niemiecku. Kiedy żyli rodzice rozmawialiśmy pół na pół w obu językach. Zapisaliśmy Paulinkę do szkółki sobotniej, bo każda forma, dzięki której może ćwiczyć język, jest dobra. Poza tym ten sposób nauki nie będzie się jej kojarzył ze szkołą.
Zajęcia w szkółkach sobotnich będą się odbywać po niemiecku, ale mogą w nich uczestniczyć także te maluchy, które jeszcze tego języka nie znają. (...)
W Dobrodzieniu zajęcia w szkółce sobotniej poprowadzi Anna Kostka-Skuballa.
- Na pewno damy sobie wspólnie radę, bo chcemy się przede wszystkim dobrze bawić - mówi pani Anna. - Zaczniemy od łatwych rzeczy - wycinanek, gier kołowych, śpiewania prostych piosenek i zabaw w Indian. Będziemy chodzić na wycieczki i robić razem świąteczne lampiony. Nauczymy się też podstawowych modlitw po niemiecku. Bo szkółka sobotnia to więcej niż język. To poznawanie elementów tożsamości, tradycji i historii. Poprzez dzieci chcemy z nimi dotrzeć także do pokolenia rodziców.
Większość kosztów szkółek wziął na siebie Konsulat Generalny Niemiec we Wrocławiu. Rodzice płacą za cały semestr 100 zł, a jeśli dziecko będzie uczestniczyć w 80 proc. Zajęć, połowę tej sumy dostaną z powrotem.



Żałoba w Górnym Śląsku
Dziennik Zachodni 2009.09.21, (HW-M, AW) Żałoba na Śląsku
Po piątkowej tragedii w Rudzie Śląskiej wrze. Po wybuchu metanu w kopalni Wujek-Śląsk nie żyje 13 górników, a 40 bardzo ciężko poparzonych walczy o życie w śląskich szpitalach. Tymczasem ich rodziny i związkowcy oskarżają nie tylko dyrekcję kopalni, ale także władze kraju o lekceważenie zdrowia i życia ludzi - dla zysku.
Kilka godzin po wypadku, podczas zamkniętego spotkania rodzin górników z premierem Donaldem Tuskiem, omal nie doszło do rękoczynów.
- Śląsk był i jest traktowany jak jakiś dodatek do Polski, jak obiegowa moneta, którą się wyciąga tylko wtedy, gdy coś można za nią utargować - mówi najbardziej znany w stolicy Ślązak, poseł Kazimierz Kutz.
Jak obliczyli specjaliści z Wyższego Urzędu Górniczego - w kopalniach węgla kamiennego każdego dnia wydarza się ponad siedem różnych wypadków. Takich danych nie chce się upowszechniać, a jeśli już - to szybko się zapomina.
O piątkowej tragedii przez najbliższe dwa dni pamiętać będzie cała Polska. To dlatego, że prezydent Lech Kaczyński ogłosił na dziś i jutro żałobę narodową. Dlaczego z tak dużym opóźnieniem? Prezydent tłumaczył wczoraj podczas kolorowych dożynek w Spale, że to z powodu natłoku imprez związanych z ostatnim weekendem lata.
W Rudzie Śląskiej jednak siedmiodniowa żałoba trwa już od piątku. W mieście odwołano wszystkie imprezy kulturalne i sportowe. Przez weekend otwarty był hol Urzędu Miejskiego z wystawioną księgą kondolencyjną. Wpisywali się nie tylko mieszkańcy Rudy.
Wczoraj za spokój zmarłych i szybki powrót do zdrowia rannych w kopalni modlono się w kościołach. Także dziś w parafii Trójcy Przenajświętszej w Rudzie Śląskiej-Kochłowicach o godz. 18 rozpocznie się msza święta w intencji ofiar katastrofy i ich rodzin. Przewodniczył jej będzie metropolita katowicki, arcybiskup Damian Zimoń.
Rodzinom górników, przebywających w szpitalach, Caritas Archidiecezji Katowickiej przekazał po 1500 zł. Po 3 tys. zł przeznaczono dla rodzin zmarłych. Władze Rudy Śląskiej zadecydowały o przyznaniu dodatkowo po 5 tys. zł rodzinom poszkodowanych w wypadku rudzian. Pod bramą kopalni Wujek-Śląsk cały czas gromadzą się ludzie, płoną znicze. (...)



Europejskie Dni Dziedzictwa w Niemodlinie
NTO 2009.09.19, Sławomir Draguła
Na podzamczu dziś i jutro na gości czeka wiele atrakcji. Od rana na niemodlińskim podzamczu trwa wielka impreza. Każdy, kto tu przyjdzie, może skosztować chłopskiego jadła, napitków oraz zobaczyć plenerową wystawę prac studentów uczelni artystycznych. Od 20.00 w kine letnim pokaz filmu Mamma Mia, a o 22.00 - Quantum of Solace.
Z kolei w ośrodku kultury o 17.30 odczyt Aleksandry Paszkowskiej Zamek i jego właściciele - wybrane fragmenty dziejów, połączony z wystawą przygotowaną przez Niemodlińskie Towarzystwo Regionalne -Zamek niemodliński w inkografii od początku XVIII wieku.
Jutro od 10.00 do 18.00 kreatywne warsztaty i intalacje artystyczne z udziałem dzieci, młodzieży i dorosłych, od 11.00 do 15.00 zwiedzanie zamku z przewodnikiem, a na 12.00 zaplanowano konkurs plastyczny dla dzieci i dorosłych.
O 13.00 wystąpi zespół MOYRA, o 14.30 - nosuXes, a o 16.00 - zespół HAJAT.



Śląski Oktoberfest w Pawłowicach
NTO 2009.09.18, Mirosław Dragon Śląski Oktoberfest w Pawłowicach Gorzowskich potrwa 2 dni
Będą śląskie biesiady, koncerty, występ mażoretek, zawody w grillowaniu oraz pokaz sztucznych ogni. Wszystko to w Pawłowicach koło Gorzowa Śląskiego. Impreza rozpocznie się w najbliższą sobotę o godz. 16.00.
Barwny korowód, prowadzony przez amazonkę na koniu i mażoretki z Ciasnej, przemaszeruje przez wioskę na plac festynowy przy remizie. Tam uroczyście odbita zostanie pierwsza beczka piwa i od tej pory złocisty trunek będzie się lał strumieniami.
- Oktoberfest w tym roku organizujemy już trzeci raz - mówi Eryka Jonek, będąca sołtyską Pawłowic od 34 lat. - Zabawa jest tak samo świetna, jak na Oktoberfeście w Monachium! Zapraszamy do nas.
Po otwarciu beczek z piwem koncert rozpocznie orkiestra dęta z Ciasnej. Muzycy wystąpią razem z mażoretkami. Później rozpocznie się biesiada z Klaudią Chwołką. Gwiazdą wieczoru będzie Tobi z Monachium. Do późnej nocy można będzie się bawić na zabaw tanecznej z zespołem Mega.
W niedzielę uczestnicy Oktoberfestu będą imprezować od godz. 14.00.
O tej godzinie rozpoczną się zawody w grillowaniu.
Później na scenę w namiocie festynowym wejdą muzycy z orkiestry dętej Jamy-Kozłowice, a po nich zespół folklorystyczny Przysieczanki. Potem rozstrzygnięte zostaną konkursy:
- na króla i królową Oktoberfestu
- Najbardziej Zielone Gospodarstwo
- Zielona Wieś to Wieś Naszych Marzeń
- zawody w grillowaniu Gotowanie to Sztuka
Po przyznaniu nagród rozpocznie się biesiada śląska z duetem Karo. Po nich biesiadników zabawiać będzie zespół B.A.R., muzyczna gwiazda śląskiej piosenki znana z TV Silesia. Wieczorem rozpocznie się zabawa taneczna z zespołem Relax. Dodatkową atrakcją będzie pokaz sztucznych ogni, który rozpocznie się o godz. 22.00. Konferansjerem na Oktoberfeście w Pawłowicach będzie Francik Opolski, znany ze śląskich audycji w Radiu Opole.
Oktoberfest w Pawłowicach jest współfinansowana z programu Opolskie kwitnące.



Muzeum Śląskie nauczy języka śląskiego!
Gazeta Wyborcza 2009-09-16, Przemysław Jedlecki Koniec gadania o godce. Czas się jej uczyć
Wystawom poświęconym tematyce regionalnej w Muzeum Śląskim towarzyszyć będą prelekcje po śląsku. A żeby rozumieli je nie tylko ludzie, którzy na co dzień godają, dyrekcja placówki zamierza uruchomić kursy językowe.
Za tę decyzję na głowę dyrektora Leszka Jodlińskiego pewnie posypią się gromy. No bo czy to wypada, żeby w tak szanowanej instytucji, pośród płócien najlepszych polskich malarzy i skarbów narodowej kultury, ktoś wypowiadał się jak, nie przymierzając, Bercik? W ostateczności przymknąć by można oko na rzucony po śląsku dowcip, ale czy da się powiedzieć coś na serio o sztuce, używając słów, których nie ma w żadnym słowniku języka polskiego? - Toż to profanacja! - wykrzykną obrońcy polskiej mowy.
A mnie wiadomość o śląskich lekcjach w muzeum ucieszyła. Miałem już serdecznie dosyć niekończącej się dyskusji o tym, czy wypada używać śląskiej godki w mowie i piśmie. Owszem, jest z tą godką wiele problemów, bo nie ma powszechnie uznanych zasad wymowy i pisowni, ale to żaden powód, by ją wpychać tylko do rubasznych żartów o Francku i Antku.
Mowa śląska, choć daremnie jej szukać w urzędowym spisie języków regionalnych, nie jest skamieliną czy kawałkiem odpustowego folkloru, lecz narzędziem, za pomocą którego komunikują się ze sobą tysiące ludzi. Chwała Jodlińskiemu, że choć nie Ślązak z urodzenia, zdecydował się ten fakt uznać i w swoim muzeum popiera. To nie on jako pierwszy stwierdził, że trzeba chronić nasze dziedzictwo i mowę, która jest jego elementem, ale nie przypominam sobie, by ktoś inny spróbował u nas przekuć takie deklaracje w czyn. Okazuje się, że zamiast czekać w nieskończoność na łaskę posłów, którzy nie chcą uznać śląskiego za język regionalny, można skutecznie go propagować.
Dyrektor muzeum, zamiast deliberować nad urodą śląskiej mowy i hamletyzować, czy aby wystarczająco dużo ludzi nią się interesuje, wprowadza ją do użycia w miejscu, gdzie dotąd jej nie było. A ponieważ zajęcia poprowadzić mają znani ze swej pasji członkowie Towarzystwa Piastowania Mowy Śląskiej Danga i Towarzystwa Kultywowania i Promowania Śląskiej Mowy Pro Loquela Silesiana, można mieć nadzieję, że nie będzie to marnowanie czasu. Przekonamy się wkrótce - jedna z pierwszych okazji nadarzy się przy wystawie o śląskim życiu codziennym w międzywojniu. (...)
A ja wolałbym, by mi wyjaśnił, co w tym widzi złego. Może to już ostatni moment, zanim mowa śląska zostanie ostatecznie zawłaszczona przez masztalszczyznę?



Rydzyk: Śląsk się germanizuje
Dziennik Zachodni 2009.09.16, Sławomir Cichy, KK Niemcy idą, czyli Śląsk według ojca Rydzyka
Manipulacja faktami mająca na celu podsycanie wśród Polaków niemieckiej fobii i nieufności w stosunku do Ślązaków - tak najkrócej można określić artykuł pt. Germanizacja małymi krokami, który ukazał się w Naszym Dzienniku, gazecie ojca Tadeusza Rydzyka.
Nasz Dziennik uważa, że na Górnym i Dolnym Śląsku powstaje coraz więcej inicjatyw promujących niemiecki, a zwłaszcza pruski okres w historii obu regionów. Mają o tym świadczyć według gazety m.in. walka o prawo do wywieszania na stadionach transparentów z napisem Oberschlesien (Górny Śląsk), powracanie przez lokalne samorządy do poniemieckich nazw pod hasłem dekomunizacji, dwujęzyczne tablice z nazwami miejscowości czy pojawiające się coraz to nowe pomysły z dziedziny kultury na eksponowanie niemieckich akcentów, takie jak choćby otwarcie 17 września wystawy w Muzeum w Rudzie Śląskiej pt.Górnoślązacy w reprezentacjach narodowych w piłce nożnej wczoraj i dziś.
Koronnym dowodem na postawioną w materiale tezę jest otwarcie w Katowicach Muzeum Hansa Klossa, gdzie można kupić kubki z bohaterami w niemieckich mundurach. Zdaniem gazety o. Tadeusza Rydzyka to tylko niektóre działania idące ku podkreśleniu odrębności Śląska od Polski.
Senator Kazimierz Kutz nie ma wątpliwości. - Nasz Dziennik manipuluje faktami, a miejscami wręcz pisze nieprawdę - twierdzi Kutz. Zwłaszcza informacja o tym, że przywracanie dwujęzycznych nazw miejscowości jest przykładem na działania wbrew interesom narodowym musi budzić sprzeciw i oskarżenia o manipulowanie faktami. Przecież takie prawo zostało uchwalone przez polski Sejm w ustawie o mniejszościach narodowych z 2005 r. Warunkiem jest tylko to, by przedstawiciele mniejszości stanowili ponad 20 proc. mieszkańców danej gminy. W całym kraju z takiego przywileju może skorzystać tylko 51 z 2489 gmin. Prawo to nie dotyczy tylko nazw niemieckich ale także czeskich, litewskich, białoruskich czy ukraińskich.
Z kolei profesor Ryszard Kaczmarek, historyk, kierownik Zakładu Historii Śląska UŚ, uważa tezy zawarte w materiale za niedorzeczne. - W wielu wypadkach nawet wskazane jest używanie oryginalnych nazw niemieckich. W przeciwnym razie dochodzić może wręcz do fałszowania historii. Używanie dla Auschwitz polskiej nazwy Oświęcim mogłoby przecież sugerować, że Polacy mieli coś wspólnego z obozem zagłady - dowodzi historyk. Badając tekst Naszego Dziennika uzyskaliśmy potwierdzenie, że w kilku wypadkach autorzy napisali wprost nieprawdę aby wzmocnić wydźwięk materiału.
Regermanizacja Górnego i Dolnego Śląska staje się faktem. Dzieje się tak za sprawą nie samych Niemców, ale o dziwo w głównej mierze przez nieprzemyślane działania władz samorządowych. Takie rewelacje przynosi wczorajszy Nasz Dziennik manipulując faktami i co gorsza wypowiedziami osób występujących w tekście pt. Germanizacja małymi krokami. (...)
Zarzuty Naszego Dziennika dotyczące regermanizacji Dolnego Śląska, a w szczególności Wrocławia również są zaskakujące. Pierwszy dotyczący zmiany nazwy Hali Ludowej na Halę Stulecia, która to nazwa zdaniem Naszego Dziennika upamiętnia historyczne zwycięstwo Prusaków nad Napoleonem (w Bitwie Narodów pod Lipskiem, w 1813 roku), przypomina strzał kulą w płot. Dr Jerzy Ilkosz, szef Muzeum Architektury we Wrocławiu, już wielokrotnie tłumaczył, że wbrew obiegowej opinii, Hala wcale nie została wystawiona przez władze Wrocławia dla upamiętnienia Bitwy Narodów. (...)
Kolejny podnoszony argument o poważnych przymiarkach do zmiany nazwy mostu Grunwaldzkiego na Cesarski (obchodzący za rok stulecie most przed II wojną światową nosił nazwę Kaiserbruecke) wart jest doprecyzowania - nigdy na sesji rady miejskiej Wrocławia nie stanął taki wniosek. I wreszcie ostatni zarzut dotyczący lekcji muzealnych mających odkryć przed młodzieżą szkolną tajemnice ratusza, których temat brzmiał Rozprawa sądowa i złożenie hołdu królowi pruskiemu. Dla Naszego Dziennika i jego eksperta, prof. Grzegorza Kucharczyka, to kolejny dowód na pełzającą strategię regermanizacyjną. Dla większości wrocławian jest to jedna z wielu lekcji o skomplikowanej przeszłości miasta. (...)
Kazimierz Kutz, nie kryje zażenowania oceną sytuacji na Śląsku przez gazetę redemptorysty. - Kiedy czytam teksty w Naszym Dzienniku, które pod płaszczykiem obrony historycznej prawdy i interesu narodowego fałszują ją albo manipulują faktami, zawsze się zastanawiam, czy jest to robione z rozmysłem, czy z głupoty. Chcę wierzyć, że chodzi o to drugie, bo wówczas wystarczy otworzyć specjalny szpital leczący określone jednostki chorobowe i skierować tam autorów takich bzdur, by nie zarażali nimi innych - podsumowuje Kutz.



Na lenistwo dobry Roczniok?
Gazeta Wyborcza Przemysław Jedlecki, 2009-09-15 Godka śląska opóźniona przez Rocznioka
Śląscy posłowie nie złożą teraz w Sejmie projektu ustawy, który uzna mowę śląską za język regionalny. - Musimy poczekać aż ucichnie sprawa oświadczenia Andrzeja Rocznioka - wyjaśniają. W zamian za to zabierają się za promowanie Górnego Śląska w Warszawie.
Poseł Marek Plura (PO) przyznaje, że chciał jak najszybciej złożyć projekt ustawy w sprawie uznania śląskiego za język regionalny. Państwo musiałoby wspierać wydawane po śląsku książki, a w szkołach - w razie potrzeby - organizować nauczanie po śląsku. Plurę w tych staraniach wspierają posłowie Maria Nowak z PiS i Lucjan Karasiewicz z Polski XXI.
Parlamentarzyści uznali jednak, że teraz jest kiepski moment na złożenie projektu u marszałka Sejmu. Chcą poczekać, aż umilkną echa sierpniowej wypowiedzi Andrzeja Rocznioka ze Związku Ludności Narodowości Śląskiej. ZLNŚ, podobnie jak rosyjscy krytycy Polski, uznał, że władze II RP są odpowiedzialne za wyprowadzenie w 1934 roku hitlerowskich Niemiec z międzynarodowej izolacji, bo zawarły z nimi deklarację o niestosowaniu przemocy. W dodatku jako wsparcie polityki Hitlera przez Polskę - zdaniem ZLNŚ - należy odbierać udział Polski w rozbiorze Czechosłowacji. Oświadczenie wywołało burzę w Polsce i na Górnym Śląsku. Rocznioka skrytykował m.in. Jerzy Gorzelik z Ruchu Autonomii Śląska.
- Byłbym szczęśliwy, gdybym nie musiał się przejmować tym, jak ludzie w Polsce patrzą na Ślązaków. Ale prawda jest taka, że każda kontrowersyjna wypowiedź dotycząca Śląska budzi negatywne emocje. Można powiedzieć, powtarzając za Kazimierzem Kutzem, że budzi demony polskiego nacjonalizmu. Teraz musimy wokół Śląska zbudować przyjazną atmosferę - mówi Plura. Jego zdaniem wrześniowy termin złożenia projektu jest nierealny.
Rafał Adamus z Pro Loqeula Silesiana - Towarzystwa Kultywowania i Promowania Śląskiej Mowy - rozumie Plurę. - I wcale mu się nie dziwię. Mam tylko nadzieję, że sprawę języka śląskiego uda się załatwić jeszcze w tej kadencji - mówi. (...)
Andrzej Roczniok twierdzi zaś, że jego oświadczenie z pewnością nie zaszkodziło sprawie mowy śląskiej. - Zaatakowała nas po nim prasa, ale racja była po naszej stronie. W Polsce zawsze były głosy przeciwne Śląskowi i to, co mówią posłowie, to zwykła wymówka - uważa Roczniok.



Zobacz wirtualne Muzeum Śląska Opolskiego
NTO 2009.09.14, Artur Janowski
Wystarczy wejść na internetową stronę www.muzeum.opole.pl i kliknąć w zakładkę wirtualne muzeum. Podróż rozpoczynamy od placu przed Muzeum Śląska Opolskiego.
Potem głównym wejściem wchodzimy do środka, gdzie możemy zobaczyć sale z obrazami przepiękną porcelaną, a także wnętrze dawnej apteki. Wirtualne prezentacje pozwalają na rozglądanie się w dowolnym kierunku. Widok da się również do pewnego stopnia przybliżać i oddalać.
- Ale tylko niektóre obrazy można dokładnie zobaczyć - zastrzega Urszula Zajączkowska, dyrektor MŚO. - To celowe, bo prezentacje mają zachęcić do odwiedzin naszego muzeum, a nie go zastąpić. (...)



Tysiące pielgrzymów na św. Annie
NTO 2009.09.12, Radosław Dimitrow Tysiące pielgrzymów przybyło na Górę św. Anny
Tłumy pątników uczestniczyły w nabożeństwie ze świecami, które odprawione zostało w Grocie Lurdzkiej. Dzisiejsze nabożeństwo to część obchodów Wielkiego Odpustu Kalwaryjskiego, który rozpoczął się w czwartek.
Uroczystościom przewodniczył ks. bp. Andrzej Czaja, biskup opolski. Nabożeństwo rozpoczęła procesja z krzyżem, który zniesiony został do groty.
Tegoroczne uroczystości wiążą się z 300-ną rocznicą wybudowania kalwarii na Górze św. Anny. Powstała ona z inicjatywy Melchiora Ferdynanda Gaschina.
Obecnie 28 kaplic kalwaryjnych jest odrestaurowanych. Odnowiła je Fundacja Sanktuarium Góra św. Anny, która działa od 12 lat.



Festiwal Kultury Mniejszości Niemieckiej
www.breslau.diplo.de, 2009.09.12
III Festiwal Kultury Mniejszości Niemieckiej w Polsce odbędzie się 12 września 2009 roku we wrocławskiej Hali Stulecia, pod patronatem Ministra Spraw Wewnętrznych Polski Grzegorza Schetyny i Federalnego Ministra Spraw Wewnętrznych Niemiec Wolfganga Schäuble.
Organizacji podjęły się Związek Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Opolu i Niemieckie Towarzystwo Kulturalno-Społeczne we Wrocławiu. Festiwal otworzy uroczysta Msza Święta we wrocławskiej katedrze o godzinie 10.00. Mszy św. będzie przewodniczył Ks. Arcybiskup Marian Gołębiewski. Kazanie wygłosi ks. André Schmeier.
Program kulturalny festiwalu rozpocznie się o 12.00 w Hali Stulecia. Na scenie hali wystąpią grupy taneczne, zespoły, chóry oraz orkiestry dęte, które przedstawią niemiecki dorobek kulturalny. Na wystawach wewnątrz jak i na zewnątrz Hali związki i towarzystwa mniejszości niemieckiej zaprezentują i przybliżą zwiedzającym kulturę niemiecką. Festiwal Kultury Mniejszości Niemieckiej w Polsce odbędzie się już po raz trzeci. Przy tej okazji mieszkający w Polsce Niemcy chcieliby przybliżyć polskiemu społeczeństwu swoją kulturę i tradycje. Celem festiwalu jest również wspieranie idei dialogu kulturowego i przyczynienie się do porozumienia i pojednania między Polakami a Niemcami.
Więcej informacji o festiwalu: www.kulturfestival.vdg.pl



Zamów mszę z kazaniem po śląsku
Gazeta Wyborcza 2009.09.10, Przemysław Jedlecki \\
Miłośnicy mowy śląskiej chcą ją wprowadzić nie tylko pod strzechy, ale też do świątyń. Teraz każdy może poprosić o to, by w jego kościele mówiący gwarą duchowny wygłosił kazanie po śląsku.
To najnowszy pomysł Towarzystwa Piastowania Mowy Śląskiej Danga. Jego prezes Józef Kulisz przyznaje, że chce promować mowę śląską także w kościele. Do tej pory raz w miesiącu kazania w gwarze można było posłuchać w kościele Mariackim w Mysłowicach. Wygłaszał je m.in. ks. Joachim Zok, pochodzący z Olesna misjonarz, dziś rektor Domu Misyjnego św. Małgorzaty w Bytomiu.
Kulisz zapewnia, że nie ma w tym nic wywrotowego. - Kaszubi mają całą liturgię po swojemu, pieśni kościelne, modlitwy. Górale też śpiewali i modlili się do Ojca Świętego po góralsku. Świat się nie zawalił, a Polska się nie rozpadła - mówi. Przyznaje jednak, że do tej pory nie wszystkich udało mu się przekonać do połączenia spraw wiary z mową śląską. Danga chciała, żeby jedna z katolickich gazet publikowała teksty po śląsku, ale do współpracy nie doszło.
Zamiast tego Kulisz chce, by kazań po śląsku można było wysłuchać także w innych kościołach. Chętni wierni, oczywiście po ustaleniu szczegółów ze swoim proboszczem, mogą napisać na adres jozef.kulisz@gmail.com mail w tej sprawie.
- Kazania po śląsku pozwolą zerwać z kabaretowym traktowaniem tej mowy. Ona może być dostojnym językiem i wyrażać wiarę. Jeśli śląszczyzna ma być żywym językiem, musi się pojawiać w całym naszym życiu, także w kościele - mówi Kulisz.
Dodaje, że kazania będą wygłaszali ks. Arkadiusz Sitko z Jastrzębia i ks. Zok. - Nie dam gwarancji, że wszędzie uda nam się dojechać. Wszystko będzie się odbywać w miarę możliwości, księża mają swoje obowiązki. Ks. Zok np. często wyjeżdża zagranicę - podkreśla Kulisz.
Ks. Zok mówi, że śląski to jedyny język, w którym może się zupełnie wysłowić. - Prawie przez 20 lat byłem zagranicą, mówiłem w obcych językach. Teraz już czas mówić w rodzimej mowie. Wiem, że tak łatwiej docieram do ludzi - podkreśla.
Tematy kazań po śląsku wybiera starannie. Zwykle traktują o rodzinie, małżeństwie, wychowaniu dzieci. - To te wartości, które są dla Ślązaków najważniejsze - wyjaśnia duchowny. Swoje ostatnie kazanie w Mysłowicach zakończył apelem do wiernych. - To niy drudzy ludzie, ale to ty sóm musisz być uczciwy, ty sóm musisz gedać ze swojymi dziećmi po ślónsku, ty sóm musisz piastować ślónskość - mówił ks. Zok.
Ksiądz Piotr Kurzela, dyrektor Wydziału Duszpasterskiego Archidiecezji Katowickiej, nie ma nic przeciwko gwarze. - Może się pojawić w kazaniu, gdy jest msza, np. na zlocie Górnoślązaków. Generalnie jednak przyjęło się, że kazania powinny być wygłaszane poprawną polszczyzną. Gwara jest ważna, ale nie można przesadzać - mówi Kurzela.
Ks. Paweł Buchta, proboszcz parafii św. Piotra i Pawła w Katowicach, również nie jest przeciwny kazaniom po śląsku. - Jestem za. Obawiałbym się tylko, czy wszyscy wszystko zrozumieją, ale z drugiej strony mowa śląska jest piękna, zawsze warto jej posłuchać i jej się nauczyć - mówi ks. Buchta.



Śląskie kuszenie turysty
Dziennik Zachodni Justyna Przybytek, 2009-09-10
Śląskie. Na wyciągnięcie ręki, Pozytywnie nakręceni polecają - czy wielkie kampanie promocyjne, które miały zmienić wizerunek naszego regionu przyniosły skutek? Czy wciąż trzeba szukać pomysłu na turystyczny Śląsk?
Od 2008 roku na zlecenie Urzędu Marszałkowskiego przeprowadzono trzy kampanie promocyjne w regionie, dwie wewnątrz województwa i ogólnopolską. Kampania Śląskie - pozytywna energia w założeniach miała przełamywać stereotypy dotyczące regionu. W opinii specjalistów od wizerunku, promocja województwa na stereotypach bazuje i przewrotnie je utrwala.
Na zlecenie Rzeczpospolitej GfK Polonia zapytała Polaków, które hasła promocyjne najbardziej zachęciłyby ich do wizyty w danym mieście czy regionie. Bezkonkurencyjny okazał się pomysł Mazury - cud natury, firmowany przez Urząd Marszałkowski woj. warmińsko-mazurskiego. Bardzo źle w rankingu wypadło woj. śląskie. Słabo oceniono nie tylko hasło promujące region, ale i hasła poszczególnych miast: Rudy Śląskiej (Miasto otwartych możliwości), Mysłowic (Mysłowice... dobrze brzmiące) i Katowic (Katowice - miasto wielkich wydarzeń).
W czym problem? - Pokazujemy to, co typowo śląskie, szyby górnicze i kopalnie. I to co zawsze, czyli kościół w Piekarach Śląskich i zamek w Pszczynie. Warto postawić na nowoczesne miejsca kultury i młodych ludzi - ocenia Tomasz Pietrzak z agencji Guarana Communications.
Tymczasem z danych Śląskiej Organizacji Turystycznej wynika, że nie jest tak źle. W ubiegłym roku nasz region odwiedziło 3 mln turystów, czyli osób, które spędziły tu chociaż jedną noc. Śląski Urząd Marszałkowski ocenia z kolei, że dzięki kampaniom promocyjnym wizerunek naszego regionu znacznie się polepszył, a ok. 6 mln osób chciałoby zobaczyć tutejsze atrakcje. Wymierne efekty tegorocznej kampanii promocyjnej, czyli wzrost liczby turystów, mamy poznać na początku 2010 r. (...)
- Problemem jest wybór tego, co nas odróżnia od innych regionów. To musi być coś wspólnego dla całego regionu, nie wystarczy muzeum Hansa Klossa, które tej roli nie spełnia. Unikalna jest turystyka industrialna. Nie ma w Polsce kopalni, do której można zjechać 320 metrów pod ziemię i dwóch największych w kraju browarów, które są otwarte dla zwiedzających. Mimo to w kampanii pokazujemy nie tylko kopalnie, ale Beskidy, Jurę, czy Szlak Zabytków Techniki. Nie możemy uciec od naszego dziedzictwa i specyfiki województwa - tłumaczy Adam Hajduga z Urzędu Marszałkowskiego.
Śląskie od kuchni, czyli tradycja może smakować. Specjaliści od turystyki industrialnej z Francji, Belgii i Niemiec gościli wczoraj w Nikiszowcu. Wieczór spędzili w jednym z mieszkań górniczych, zaadaptowanym na apartament.
- Chcemy im przybliżyć markę Śląskie inaczej - mówił Adam Hajduga z Urzędu Marszałkowskiego. Goście mieli okazję spróbować śląskiego piwa, tradycyjnej rolady, a nawet lepienia klusek.
Dziś eksperci będą debatować w Zabrzu o tym, jak zarządzać zabytkami techniki i promować turystykę industrialną.



Nysa znowu traci cegły
NTO, Klaudia Bochenek 8.09.2009, Ze średniowiecznych obwarowań w Nysie odpadają cegły
- To najstarsze ślady historii naszego miasta. Warto chyba o nie zadbać - twierdzi Kazimierz Staszków z nyskiego muzeum, który nie może odżałować cegłówek odpadających z muru przy ulicy Chodowieckiego.
Zwłaszcza, jak mówi, że takie poluzowane kamienie są niebezpieczne, bo mogą spaść jakiemuś dziecku na głowę.
Bezpieczeństwo to jedno, a kawał związanej z murem historii to druga sprawa. Kiedyś tuż za nim płynęła fosa, a zasypano ją dopiero pod koniec XIX wieku. Nieopodal usytuowany był koński targ, a później również koszary, gdzie, zdaniem Staszkowa prawdopodobnie przetrzymywany był w 1916 roku Charles de Gaulle, późniejszy prezydent Francji.
W nyskim urzędzie miejskim o niszczejącym murze już wiedzą i twierdzą, że pierwsze kroki ku jego zabezpieczeniu zostały już podjęte. - W piątek ekipa miała go podreperować - zapewnia wiceburmistrz Aleksander Juszczyk.
Istotnie, w jednym miejscu obwałowania zostały załatane, ale na całej ich rozciągłości dalej jest mnóstwo odpadających cegłówek. Juszczyk obiecuje sprawdzić osobiście, co jeszcze należałoby zabezpieczyć.
Niezależnie od tego do końca września ma być gotowa dokumentacja na remont całego średniowiecznego muru. Remont zostanie jednak przeprowadzony dopiero w 2010 roku. - Odbudujemy go i zabezpieczymy nowa warstwą cegieł - tłumaczy wiceburmistrz. - Rzecz jasna, wszystko pod okiem konserwatora zabytków.



Góra św. Anny na dawnej pocztówce
Gazeta Wyborcza 2009-09-07, amd
Co się wydaje. W opolskich księgarniach i na stoiskach na Górze św. Anny pojawił się album ilustrujący dzieje tego miejsca z perspektywy... pocztówki. Autorami są Krzysztof Spałek i Erwin Mateja.
Gdyby zginęły wszystkie biblioteki, wszystkie galerie, wszystkie źródła, z których przyszłość kiedyś czerpać będzie mogła znajomość naszych czasów, a zachowały się trafem tylko ilustrowane karty pocztowe w tych czasach wydane - wystarczyłyby one zupełnie do odtworzenia dziejów cywilizacji ludzkiej od końca XIX wieku - cytuje w przedmowie prof. Adama Ładę-Cybulskiego prof. Stanisław Nicieja. I rzeczywiście, w tej książce pocztówka jest swojego rodzaju tropem, pozwala trochę inaczej spojrzeć na doskonale przecież opisaną Górę św. Anny.
- W książce - tak jak na pocztówce - widać miejsca pielgrzymkowe, ale też przyrodę, historię czy kulturę. Patrząc, jak to miejsce wyglądało kiedyś, można łatwo dostrzec, ile się zmieniło - mówi Krzysztof Spałek, jeden z autorów publikacji i kolekcjoner pocztówek. Górę św. Anny darzy sporym sentymentem, a jego kolekcja licząca ok. 250 kart pocztowych zaczęła się od... targu staroci, kiedy znalazł tam starą, choć już kolorową kartę pocztową. Po przeszukaniu internetowych aukcji i niezliczonej liczby giełd staroci postanowił swoją pasją się podzielić. (...)
W książce - oprócz ponad 100 pocztówek ilustrujących ostatnie 140 lat zmieniających się krajobrazu, mody czy architektury - znalazły się też teksty poświęcone przyrodzie Góry św. Anny i jej historii. Autorami publikacji są naukowcy z Uniwersytetu Opolskiego: Krzysztof Spałek i Erwin Mateja. Wydanie Góry Świętej Anny na dawnej pocztówce było możliwe dzięki sponsoringowi cementowni Górażdże i firmy Kler. Książka kosztuje 27 zł w miękkiej okładce i 35 zł w twardej. Nakład wynosi 2 tys. sztuk.



Ślady średniowiecznego grodu w Opolu
NTO, 04-09-2009, Artur Janowski, W Opolu odkryto ślady średniowiecznego grodu
Podczas budowy nowego amfiteatru natrafiono na fragmenty ceramiki i drewna. Dziś zapadła decyzja, że archeologowie dokładnie przebadają teren starej sceny.
Do tej pory naukowcy tylko towarzyszyli pracom budowlanym, teraz mają prowadzić samodzielne wykopaliska archeologiczne. W rejonie sceny pokazała się bowiem warstwa kulturowa, czyli ziemia z fragmentami ceramiki i drewna. To ślad po Ostrówku, wczesnośredniowiecznej osadzie, która stała na miejscu amfiteatru.
- Wiemy już, że ziemia coś kryje, teraz musimy to dokładnie sprawdzić - mówi Magda Przysiężna - Pizarska, archeolog z Uniwersytetu Opolskiego. (...)



Koniec historii w Gliwicach
Gazeta Wyborcza 2009-08-31, Jacek Madeja Gliwickim tramwajom zagrali marsz żałobny
Kilka śląskich miast szykuje się do sporych inwestycji w tramwaje. Gliwice na odwrót, całkowicie z nich zrezygnowały. W poniedziałek odbyło się uroczyste pożegnanie, z marszem żałobnym i przemowami.
O tym, że tramwaje są zbyt drogie i bardziej opłaca się je zastąpić autobusami, gliwickie władze zaczęły wspominać na początku roku. Urzędnicy wyjaśniali, że remontowanie wysłużonych torowisk i dokładanie do zdezelowanego taboru to finansowy worek bez dna.
Później sprawy potoczyły się błyskawicznie. Kiedy prezydent Zygmunt Frankiewicz oficjalnie przyznał, że nie chce tramwajów w mieście, rozpętała się prawdziwa burza. Magistrat pikietowali gliwiczanie i związkowcy. Domagali się, by o losie tramwajów mogli zdecydować w referendum wszyscy mieszkańcy. Przeciwko planom magistratu jednoznacznie opowiedzieli się też naukowcy i specjaliści od transportu. Przekonywali, że decyzja Gliwic to coś wyjątkowego na tle innych europejskich miast, bo większość z nich docenia zalety pojazdów na szynach. Urzędnicy pozostali jednak głusi na te argumenty i przesłali do Komunalnego Związku Komunikacyjnego GOP wniosek o zawieszenie obydwu linii 1 i 4, które kursują w mieście. Po tym, jak KZK GOP na ten wniosek przystał, los gliwickich tramwajów został przypieczętowany.
W poniedziałek kilkudziesięciu, najbardziej wytrwałych przeciwników likwidacji spotkało się przed magistratem, by jeszcze raz zamanifestować swoje przywiązanie do tramwajów. Przypomnieli 115-letnią karierę komunikacji szynowej w mieście, a gdy na przystanek nieopodal urzędu podjechał przystrojony czarnymi zasłonami wagon, rozległ się marsz żałobny. - Podjęcie takiej decyzji to skandal, a prezydent powinien się wstydzić. Stracą na tym wszyscy: mieszkańcy, bo będą mieli gorszy dojazd do Zabrza i kierowcy, bo centrum się zakorkuje - przekonywał Jerzy Blicharz, jeden z uczestników manifestacji. (...)
Pożegnanie ostatniego tramwaju w Gliwicach (naprawdę ostatni kurs wyznaczono we wtorek na godzinę 3.22 z pętli w Wójtowej Wsi) wcale nie oznacza jednak finału całej historii. Społecznikom z Obywatelskiego Komitetu Obrony Tramwajów nie udało się zmusić władz Gliwic do cofnięcia decyzji, więc teraz - wspólnie z innymi organizacjami - dążyć będą do ich odwołania. W poniedziałek wszystkim świadkom manifestacji rozdawali naklejki z wizerunkiem tramwaju i liczbą 33 000. Chodzi o to, że tylu gliwiczan musiałoby wziąć udział w referendum w sprawie odwołania prezydenta, żeby głosowanie było ważne. W połowie sierpnia organizatorzy akcji przekazali komisarzowi wyborczemu listy z podpisami mieszkańców pod wnioskiem o zorganizowanie referendum. Ten najprawdopodobniej na początku września po zweryfikowaniu listy podejmie decyzję w tej sprawie. Obrońcy tramwaju już teraz są przekonani, że do takiego głosowania dojdzie. - Odwołamy prezydenta, wybierzemy nowego, a wtedy tramwaje wrócą - zapewniała pod urzędem Katarzyna Lisowska z OKOT. (...)



Śląski skarb będzie filarem autonomii?
Dziennik Zachodni, Agata Pustułka 2009.02.11, Śląski skarb ma szansę stać się filarem autonomii
Europejski Bank Inwestycyjny - czyli bank Unii Europejskiej, udzielający długoterminowych pożyczek - stwarza niepowtarzalną możliwość powołania przez Górnośląski Związek Metropolitalny Funduszu Urbanistycznego. Mógłby on się stać namiastką śląskiego skarbu!
Powołując Fundusz, Związek dostałby sporą gotówkę i możliwość realizacji wspólnych inwestycji na miarę metropolitalnych ambicji. Dziś GZM pozostaje instytucją o niewielkim wpływie na rzeczywistość. Praktycznie jedyny sukces GZM to stworzenie wspólnego systemu naboru do szkół ponadgimnazjalnych. Powołując Fundusz, GZM zyskałby na znaczeniu i dysponowałby pieniędzmi niezależnymi od budżetu państwa.
Jest jednak kilka problemów: po pierwsze gminy musiałyby się złożyć na Fundusz, po drugie Fundusz musiałby uzyskać zgodę ministra finansów na rozpoczęcie działalności.
Wkład własny gmin powinien wynieść minimum 10 mln euro (ok. 45 mln zł). W przeliczeniu na jednego mieszkańca miast wchodzących w skład GZM byłoby to ok. 23,5 zł.
- Europejski Bank Inwestycyjny oferuje pomoc techniczną. Fundusz musiałby powołać swoją radę, która kontrolowałaby działania Funduszu i opiniowała wspólne projekty. Wiem, że to niełatwe, ale pomoc z Unii nie będzie wieczna, a taki Fundusz może z powodzeniem funkcjonować przez wiele lat. Tak działa chociażby Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska - mówi eurodeputowany Jan Olbrycht.
Zdaniem posła PO, Jana Rzymełki, Fundusz nie mógłby funkcjonować poza systemem finansowym Polski, a zatem jego powołanie wymagałoby prawdopodobnie jakiś rządowych gwarancji.
- Generalnie podstawą działania metropolii są pieniądze. Konieczny byłby zapis w konstytucji, że metropolie, tak jak choćby powiaty, mają swoje źródła dochodów - twierdzi poseł Rzymełka. - Musimy wywalczyć ten zapis przy nowelizacji konstytucji.
Górnośląski Związek Metropolitalny powstał na fali zachłyśnięcia się ideą metropolii. Jednak reszta kraju z niechęcią patrzy na śląskie ambicje. W tym należy też upatrywać ogromnych problemów z ustaleniem ostatecznej wersji ustawy metropolitalnej (...)
Śląsk gwałtownie potrzebuje nowych pomysłów i ma potężne atuty, by je realizować. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego wraz z Instytutem Badań nad Gospodarką Rynkową w tym roku po raz kolejny najwyżej w Polsce oceniły atrakcyjność inwestycyjną województwa śląskiego w trzech kategoriach: przemysłowej, usługowej i zaawansowanej technologiczne. (...)



Naprawdę śląskie Muzeum Śląskie
Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki, 2008.11.09, Muzeum Śląskie chce być naprawdę śląskie
W nowym Muzeum Śląskim będzie stała wystawa poświęcona historii i tradycji regionu. Opisy będą także w mowie śląskiej. - Jeśli ekspozycja ma być wiarygodna, to nie może zabraknąć również języka mówionego, którym posługują się mieszkańcy - mówi dyrektor muzeum Leszek Jodliński.
Budowa nowej siedziby muzeum, na terenie dawnej kopalni Katowice rozpocznie się dopiero w 2010. Choć potrwa dwa lata, pracownicy już dziś planują, jak wykorzystają nowy gmach. Kiedy okazało się, że w Muzeum Śląskim nigdy nie było stałej wystawy o Śląsku, jego szef Leszek Jodliński zdecydował, że taka wystawa być musi. - Chodzi przecież o tworzenie tożsamości regionu. Musimy pokazać Śląsk jako miejsce na mapie Europy - mówi Jodliński.
Dyrektor chce, by opisy na tej wystawie były także w mowie śląskiej. - To niematerialne dziedzictwo, których muzea muszą również strzec. Opisy w mowie śląskiej zwiększą szansę na jej przetrwanie w przyszłości. Będzie to też pewna nobilitacja języka mówionego, którym posługuje się wielu mieszkańców regionu - wyjaśnia Jodliński.
To nie koniec nietypowych pomysłów na Muzeum Śląskie. W miejscu gdzie zostanie wybudowane, nie zabraknie zieleni. Jodliński nie chce wyłącznie roślin, które można kupić w każdym dobrze wyposażonym sklepie ogrodniczym, czy znaleźć w branżowych katalogach. Woli by teren muzeum upiększały również rzadkie i zagrożone wyginięciem rośliny z Górnego Śląska. (...)



O Biesie Wańku po śląsku, polsku i niemiecku
Gazeta Wyborcza, Przemysław Jedlecki, 2008-11-03
Nauczyciel z Górek Śląskich postanowił, że przy wjeździe do wsi stanie tablica z legendą o powstaniu tego miejsca. Zapisano ją po polsku, niemiecku i śląsku. To pierwsza taka tablica w regionie.
Bardzo downo tymu, niyjaki Miyszko, kery był piyrszym ksiyńciym śląskim, postawiył wielko warownia nad brzegym Odry i dali ji na miano Racibórz. Było to nojprzod pora drzewiannych chałup ogrodzonych płotym ze zaszpicowanych kołow, przed kerym wykopali glymboki przikopy i napuscili do nich wody ze rzyki - tak rozpoczyna się legenda o powstaniu Górek Śląskich, którą napisał Henryk Postawka, mieszkaniec wsi i nauczyciel w rybnickim Gimnazjum nr 4 oraz sekretarz Towarzystwa Piastowania Mowy Śląskiej Danga. Z polskiego na śląski opowieść przetłumaczył Bogdan Dzierżawa, laureat pierwszego konkursu Po naszemu, czyli po śląsku z 1993 roku.
Dzięki staraniom Postawki tablica z tekstem legendy stanęła niedawno przy wjeździe do Górek Śląskich. Oprócz wersji śląskiej, legendę spisano jeszcze po polsku i niemiecku.
- Dla prestiżu śląskiej mowy ważne jest, żeby wyszła z domów na ulice i place wsi i miast. Takie tablice pomogą uświadomić młodym Ślązakom, że język naszych dziadków to nie jakaś ułomna i gorsza odmiana języka polskiego o ograniczonej funkcjonalności - wyjaśnia swoje intencje Postawka.
Przyznaje, że zainteresowanie historią swojego heimatu zawdzięcza nieżyjącemu już Zygfydowi Weinerowi, który prowadził kronikę miejscowości w języku polskim i niemieckim. - Zacząłem szukać informacji o Górkach Śląskich, ale jak chce się rozmawiać z ludźmi stąd, to trzeba mówić po śląsku. Odwiedzałem więc mieszkańców i z kawałków ich opowieści ułożyłem legendę o Wańku, rycerzu który założył wieś - dodaje Postawka.
Według legendy Waniek, właściciel Bożej Góry (tak zwano jeszcze wtedy wieś) z rycerza stał się pospolitym rozbójnikiem, który napadał na kupców. Nazywano go Jastrzębiem lub Biesem. W końcu jego eskapady przerwał książę raciborski, który zorganizował wyprawę przeciw rzezimieszkowi. Wańka zabito, a w Górkach osiedlili się nowi mieszkańcy.
Tablica z legendą w trzech wersjach kosztowała 3 tys. zł. Sfinansował ją Urząd Gminy w Nędzy.
Anna Iskała, wójt Nędzy jest dumna z tablicy i jej pomysłodawcy. - Jestem Ślązaczką i język śląski jest mi bardzo bliski. Musimy się nim chwalić. Nie mam też żadnych uprzedzeń narodowościowych i gdyby na tablicy było więcej miejsca, to legenda byłaby też po angielsku. W końcu jesteśmy w Europie - mówi Iskała. (...)



Tragedia Ślązaków w Discovery!
Przegląd Lokalny Knurów, B. Kwiatkowska, III.2008
Tradycyjnie w pierwszą niedzielę po obchodach św. Jadwigi Śląskiej na Górze Św. Anny odprawiona zostanie Msza Św. w intencji ofiar śląskiej tragedii z lat 1945-1948 oraz o pomyślność wszystkich mieszkańców historycznego Górnego Śląska. Kazanie zostanie wygłoszone już po raz trzeci w języku śląskim. Po Mszy przewidziano także krótki wykład na temat możliwości zastosowania języka śląskiego w liturgii.
Zapraszamy w niedzielę, 19 października, o godz. 11.30 na Górę św. Anny.
Przegląd Lokalny:
- Asiu światło. Kręcimy! Teraz niech pan kucnie, proszę zapisywać coś w zeszycie, bohater pisze pamiętnik... nie tak miarowo, to musi wyglądać naturalnie, spontanicznie - takie komendy padały z ust reżyser Marii Miętus, która kręciła w Knurowie fragmenty dokumentu poświęconego wywózce górników z Górnego Śląska do łagrów sowieckich.
Ekipa filmowa stacji telewizyjnej Discovery Historia TVN gościła w knurowskiej Izbie Tradycji 27 lutego. Dzięki uprzejmości kopalni Knurów, a za pośrednictwem kustosza Izby, Bogusława Szyguły mogła skorzystać z jej pomieszczeń oraz eksponatów, które miały oddać charakter wydarzeń z 1945 roku.
Realizacją projektu zajmuje się dziennikarka, reżyser Maria Miętus, która korzysta z scenariusza autorstwa Jolanty Drużyńskiej oraz Stanisława M. Jankowskiego.
Pierwsza część dokumentu pod tytułem Wielkie polowanie dosłownie przedstawia polowanie żołnierzy Armii Czerwonej na oficerów Armii Krajowej, pochodzących z Lubelszczyzny, Śląska, Krakowskiego, Białostocczyzny, Tarnowskiego. Druga, bliższa może mieszkańcom Knurowa, poświęcona jest wywózce górników z terenów Śląska do sowieckich obozów pracy. - Chcemy przede wszystkim pokazać ogrom tej tragedii. Film ma przypominać te traumatyczne wydarzenia, o których się nie mówiło, pomijało milczeniem - wyjaśnia intencję dokumentu Jolanta Drużyńska.
Scenariusz opracowany został na podstawie rozmów z ludźmi, którzy przeżyli wywózkę, z rodzinami ofiar, między innymi z synem pierwszego dyrektora kopalni w Knurowie, Maksymiliana Chroboka, wywiezionego do sowieckiej niewoli. - Współpracujemy także z historykami Instytutu Pamięci Narodowej. Otrzymaliśmy od nich dokumentację, fotografie rodzin wywiezionych. Tutaj należą się wielkie podziękowania dr Dariuszowi Węgrzynowi, który opatrzył komentarzem historycznym te wydarzenia.
Ale najważniejszym, żywym dowodem na to, co się stało w 1945 roku są rozmowy, jakie przeprowadziliśmy z osobami, bezpośrednio dotkniętymi tą tragedią. I to one są bohaterami naszego dokumentu - zaznacza Jankowski.
Ekipie filmowej udostępniono tak że nadszybie szybu Paweł. Opuszczający właśnie szychtę górnicy wzięli udział w ujęciach, które odtwarzały moment przejęcia pracowników kopalni przez żołnierzy Armii Czerwonej. W Izbie Tradycji nakręcono fragmenty, przedstawiające podróż górników wagonami bydlęcymi do łagrów ówczesnego ZSRR, pobyt w łagrach, a także sceny z przymusowej pracy w kopalniach rosyjskich.
Wskazówek oraz sugestii, co do zgodności szczegółów fabularnych z rzeczywistością wydarzeń historycznych, udzielał ekipie również Bogusław Szyguła, który nie tylko przyglądał się pracy profesjonalistów, ale co więcej, wcielił się w postać Maksymiliana Chroboka i zagrał w jednej ze scen.
- To niesamowite wrażenie. Jednak najbardziej cieszę się z tego, że dzięki Discovery cały świat dowie się o tej naszej regionalnej tragedii. Niestety, podobnie jak o zbrodni katyńskiej, mówi się o tym tylko lokalnie, więc powstanie tego dokumentu to szansa na zapoznanie z tym tematem nie tylko innych regionów Polski, ale ponadto innych części świata - dzielił się z nami emocjami towarzyszącymi kręceniu dokumentu Szyguła.
Gotowy dokument o zbrodniach sowieckich będzie można obejrzeć prawdopodobnie najwcześniej w okolicach września.



Dyktando Śląskie po raz drugi!
www.ZobaczSlask.pl, 2008.10.13
Już po raz drugi możemy sprawdzić swoją znajomość języka śląskiego w ogólnopolskim dyktandzie - ruszyło II Dyktando Śląskie!
Do 10 listopada 2008 roku można przysłać e-mailem swoją pracę po śląsku. Jak to zrobić? Bardzo prosto - wystarczy wejść na stronę www.dyktando.org, odsłuchać nagranie dyktanda, zapisać je i przesłać je drogą elektroniczną. Lista uczestników wraz z ocenami prac będzie udostępniona na www.dyktando.org, a zwycięzcy zostaną dodatkowo powiadomieni osobiście e-mailem.
Tekst tegorocznego Dyktanda jest krótszy niż w zeszłym roku, ale dyktando nie jest wcale łatwiejsze. Tym razem organizatorzy Dyktanda nagrali jego treść w pomieszczeniu z pogłosem, tak by utrudnić zrozumienie tekstu. Zdecydowano się na taki krok, po głosach, jakoby materiał I Dyktanda, nagrany w profesjonalnym studiu radiowym, był zbyt sterylny i mocno różnił się on od brzmienia języka śląskiego słyszanego na ulicy. Będzie więc zatem naturalniej, ale trudniej. Teraz trzeba bardziej znać język śląski, by zrozumieć opowieść. Zresztą przekonaj się - posłuchaj dyktanda i sprawdź czy jesteś w stanie go napisać.
Organizatorzy jednak wprowadzili w tym roku również szereg udogodnień dla uczestników Dyktanda. Nie będziemy mieć już problemu z zapisaniem tekstu Dyktanda śląskimi znakami. Nawet jeśli nie mamy ich ustawionych na swoim komputerze, możemy skorzystać z udostępnionego na stronie Dyktanda specjalnego notatnika, gdzie wszystkie znaki można łatwo zastosować. Przed zapisaniem swojej pracy można się zapoznać z listą najpopularniejszych błędów i sposobami w jaki można ich uniknąć. Na stronie znajduje się również ciekawe porównanie jak bardzo różni się poprawny język śląski od popularnego w prasie i telewizji sztucznego tworu, czyli tzw. gwary śląskiej. Można się zdziwić jak bardzo.
Tegorocznym lektorem Dyktanda jest Łukasz Jednicki, basista grupy Underground, zespołu który zasłynął w 2008 roku rockowym hitem zaśpiewanym od początku do końca po śląsku. Rok 2008 był pełen również innych wydarzeń związanych z językiem śląskim. Powstały dwa stowarzyszenia działające na rzecz śląskiego, a także długo oczekiwana popularna encyklopedia Wikipedia w wersji śląskiej, a na scenie Teatru Śląskiego w Katowicach wystawiono śląskojęzyczną sztukę teatralną.
Udział w Śląskim Dyktandzie może być wspaniałą zabawą i sprawdzeniem się jak dobrze znamy język śląski. Wydaje Ci się, że dobrze. Sprawdź to na Dyktandzie!



Śląski fashion
Echo Miasta, Łukasz Buszman 2008.10.02
Popyt na śląskie gadżety dopiero się zaczyna. W najbliższym czasie czeka nas boom na rzeczy z hasłem Górny Śląsk.
To, że dobrze znasz śląsko godka, twoi rodzice pochodzą z Górnego Śląska (niekoniecznie z województwa śląskiego) i mosz ujka w rajchu, nie znaczy już dzisiaj, że jesteś rasowym hanysem. Aby się za takiego uważać, powinieneś się wyróżniać w tłumie. Potrzebna będzie garść gadżetów, których zdobycie nie nastręcza dzisiaj najmniejszych problemów...
Koniec wstydu
- Kupują u nas klienci w różnym wieku - od nastolatków do ludzi na emeryturze. Najbardziej cieszy jak na ulicach pojawiają się dzieciaki w koszulkach w barwach Górnego Śląska. Wreszcie przestajemy się wstydzić tego, skąd jesteśmy - mówią w chorzowskiej firmie Hanysek, która zajmuje się sprzedażą śląskich gadżetów.
Sklepów, w których można kupić rzeczy związane z naszym regionem, przybywa (są m.in. serwisy hanysek.pl i silesiaprogress.com).
- I bardzo dobrze. Może daleko nam jeszcze do poziomu np. Bawarii, gdzie wybór gadżetów jest dużo większy, ale myślę, że w najbliższych latach czeka nas boom na tego typu rzeczy - ocenia Jerzy Gorzelik, lider Ruchu Autonomii Śląska.
Jak wygląda hanys?
Jak w takim razie wygląda dzisiaj modny hanys? Najważniejsza wydaje się koszulka z napisem np. Górny Ślonsk - Niy godom szeptem, kiej godom skond jestech.... lub Niy ma mi gańby za mój hajmat - Górny Ślonsk. Do tego czapka, smycz i długopis w śląskich barwach (niebieski i żółty). Modne są także szale, które powoli nie kojarzą się już z kibicami. Zresztą na wielu nie ma żadnych barw klubowych, tylko napisy - np. Dumny ze Ślonskości.
- Sam mam koszulki w barwach śląskich, a także szalik - tyle że klubowy - obok barw Ruchu Chorzów widać na nim m.in. orła górnośląskiego - przyznaje Gorzelik.
Przestajemy się wstydzić tego, skąd jesteśmy
Ile kosztują śląskie gadżety?
- 25-30 zł - koszulka - przykładowe napisy: Mein Vaterland ist Oberschlesien, Silesian Rebel, To My Naród Śląski;
- 65 zł - bluza 100% Silesian;
- 25 zł - szal Górny Ślonsk/Oberschlesien;
- 3-5 zł - naklejka na samochód Gůrny Ślůnzek;
- 25 zł - czapka zimowa Gůrny Ślůnsk;
- 15 zł - kubek;
- 12-30 - flaga;
- 3 zł - długopis;
- 3 zł - zapalniczka;
- 12 zł - podkładka pod mysz.



Msza w intencji ofiar Tragedii Śląskiej
www.raslaska.org, 2008.09.30
Tradycyjnie w pierwszą niedzielę po obchodach św. Jadwigi Śląskiej na Górze Św. Anny odprawiona zostanie Msza Św. w intencji ofiar śląskiej tragedii z lat 1945-1948 oraz o pomyślność wszystkich mieszkańców historycznego Górnego Śląska. Msza połączona jest z pielgrzymką członków Ruchu Autonomii Śląska. Kazanie zostanie wygłoszone już po raz trzeci w języku śląskim. Po Mszy przewidziano także krótki wykład na temat możliwości zastosowania języka śląskiego w liturgii.
Zapraszamy w niedzielę, 19 października, o godz. 11.30 na Górę św. Anny.



Śląscy urzędnicy zignorowali konferencję
Towarzystwo DANGA, Józef Kulisz 2008.09.21
W Gdańsku odbyła się ósma edycja konferencji Partnerstwo dla Różnorodności. Konferencję zorganizowało Biuro Języków Mniejszościowych i Regionalnych. Konferencja nie została dostrzeżona przez górnośląskie elity. Prócz społeczników, w konferencji nie wziął udziału nikt ze śląskich władz samorządowych, ani nikt ze znanych polityków.
W dniach 11-13 września b.r. odbyła się w Gdańsku ósma edycja konferencji Partnerstwo dla Różnorodności (Partnership for Diversity). Konferencję zorganizowało Biuro Języków Mniejszościowych i Regionalnych (European Bureau for Lesser Used Languages - EBLUL) przy współpracy samorządu Województwa Pomorskiego i Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Konferencje Partnership for Diversity odbywają się co roku w innym mieście europejskim. W tym roku po raz pierwszy na miejsce obrad wybrano jeden z nowych krajów unijnych.
Europejskie Biuro Języków Regionalnych i Mniejszościowych jest organizacją wspierającą różnorodność językową i koordynującą działania mniejszościowych wspólnot językowych zamieszkujących nasz kontynent. Okazuje się, że w Europie około 40 mln. ludzi posługuje się na co dzień językami różnymi od oficjalnych języków swoich państw.
Do Gdańska przyjechali reprezentanci kilkudziesięciu europejskich wspólnot językowych, m. in. Katalończycy, Baskowie, mieszkańcy Galicji, Bretończycy, Fryzowie, Irlandczycy (język gaelic), Szkoci (języki scots i gaelic), mieszkańcy Gotlandii, Niemcy (język dolnoniemiecki). Polskie mniejszości językowe reprezentowali gospodarze, czyli Kaszubi, oraz Ślązacy - w konferencji wzięli udział przedstawiciele dwóch stowarzyszeń stawiających sobie za cel ochronę i rewitalizację śląskiej mowy: towarzystwa DANGA i stowarzyszenia Pro Loquela Silesiana.
Podczas konferencji można było się zapoznać z sytuacją poszczególnych małych języków, a także z działaniami podejmowanymi w celu ich ochrony przez władze państwowe i same wspólnoty mniejszościowe. A sytuacja ta jest bardzo różna. Najlepiej sprawy wyglądają w tych krajach i regionach, gdzie społeczeństwa i władze państwowe uświadomiły sobie, że różnorodność językowa jest wielką wartością kulturową. Tak jest np. w Hiszpanii, gdzie języki kataloński, baskijski i galicyjski, dzięki przemyślanym, systematycznym i wieloletnim działaniom nie tylko zostały uratowane od śmierci, ale prężnie się rozwijają a ich perspektywy są bardzo dobre. Wydaje się, że dobrym przykładem dla nas Ślązaków może być także język ladino z włosko-niemieckiego pogranicza językowego. W tych regionach na porządku dziennym są takie pojęcia jak wieloetniczność, edukacja dwujęzyczna, czy planowanie językowe. Inne wspólnoty, np. mieszkańcy Gotlandii, są na początku tej drogi, gdyż dopiero uświadamiają sobie potrzebę podjęcia bardziej zorganizowanych działań dla ochrony swojej mowy.
Konferencja była także okazją do przyjrzenia się sytuacji języka kaszubskiego. Osiągnięcia Kaszubów w pracy nad ochroną swojej mowy są naprawdę imponujące. Jeszcze w początkach lat dziewięćdziesiątych zeszłego stulecia wydawało się, że nic nie uratuje tej mowy od wymarcia. Posługiwanie się kaszubskim było w powszechnym przekonaniu uważane za coś właściwego może dla niewykształconych chłopów, ale na pewno nie godnego człowieka cywilizowanego. W ciągu kilkunastu lat, dzięki systematycznej pracy organizacji społecznych i władz samorządowych, sytuację tę udało się radykalnie zmienić. Dzisiaj Kaszubi mają dwujęzyczne szkoły, wypracowane zostały metody i programy nauczania, wykształcono kilkuset nauczycieli kaszubskiego. Rozwija się literatura po kaszubsku, kaszubski dobija się do salonów, a posługiwanie się tą mową staje się nawet modne. Dość powiedzieć, że prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Artur Jabłoński przemówienie powitalne wygłosił w całości po kaszubsku. Również członkowie władz samorządowych województwa, np. przewodniczący sejmiku Brunon Synak, rozpoczynali swoje wystąpienia od wygłoszenia kilku zdań w tym języku.
Szkoda, że konferencja nie została dostrzeżona przez górnośląskie elity. Prócz społeczników, w konferencji nie wziął udziału nikt ze śląskich władz samorządowych, ani nikt ze znanych polityków. Naprawdę można się było na konferencji wiele dowiedzieć o tym, jak problemy językowe i etniczne można rozwiązywać w cywilizowany sposób, w duchu porozumienia i dla dobra wszystkich.

Ewald Gawlik / za: Izba Śląska  wiecej zdjęć
Archiwum artykułów:
  • 2007 grudzień
  • 2007 listopad
  • 2007 październik
  • 2007 wrzesień
  • 2007 sierpień
  • 2007 lipiec
  • 2007 czerwiec
  • 2007 maj
  • 2007 kwiecień
  • 2007 marzec
  • 2007 luty
  • 2007 styczeń
  • 2006 grudzień
  • 2006 listopad
  • 2006 październik
  • 2006 wrzesień
  • 2006 sierpień
  • 2006 lipiec
  • 2006 czerwiec
  • 2006 maj
  • 2006 kwiecień
  • 2006 marzec
  • 2006 luty
  • 2006 styczeń
  • 2005 grudzień

  •    TŁUMACZ - tłumaczenia on-line
    O serwisie | Regulamin | Współpraca | Kontakt | © Copyright by ZŚ 05-10                         do góry